Czy tabloidy są rzeczywiście silniejsze niż KOD i Komisja Wenecka?
Czy tabloidy są rzeczywiście silniejsze niż KOD i Komisja Wenecka? fot. Przemek Barankiewicz, Twitter

Te dwie okładki mogą dać dużo więcej niż wszystkie marsze KOD i Wenecje razem wzięte – napisał na Twitterze Przemek Barankiewicz, redaktor naczelny serwisu internetowego Pulsu Biznesu. Na załączonym zdjęciu pokazał okładki "Faktu" i "Super Expressu", które jako główną wiadomość przedstawiają podwyższenie sobie pensji przez ministra Ziobrę i niedotrzymanie obietnic wyborczych przez prezydenta Dudę. Dobra zmiana w złym świetle. Czy kryzys konstytucyjny rządu PiS rzeczywiście można zakończyć celnym ciosem gazetą?

REKLAMA
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą
Niektórzy wykształceni z dużych miast są bardzo zaskoczeni faktem, że to "Fakt" jest najpopularniejszym dziennikiem w Polsce. Dziwią się trzeciej pozycji "Super Expressu". Typują raczej "Gazetę Wyborczą", "Rzeczpospolitą" czy "Dziennik". Jednak treści tabloidów i tak do nich docierają, zapośredniczone przez inne media. Poważne i niebrukowe gazety nierzadko ukrywają fakt, że ich źródłem informacji jest tabloid.
logo
To "Fakt" jako pierwszy poinformował, że BOR miał do dyspozycji nowe opony, ale w aucie prezydenta założył stare. "Rzeczpospolita" zapomniała o tym wspomnieć. screen twitter.com
Inni ludzie z kolei podczytują tabloidy w ukryciu, bo wstydzą się do tego przyznać. Jeden z polityków mówi, że jeśli nie ma czasu na lekturę opiniotwórczej prasy, to sięga po tabloid. – Dzięki temu od razu widzę, czym żyje społeczeństwo, nie muszę tego szukać w poważnej gazecie na stronie 98 – mówi.
423 063 egzemplarzy – taki był średni nakład "Faktu" w grudniu 2015 roku, co znowu dało mu pierwsze miejsce w rankingu sprzedaży dzienników ogólnopolskich. Potem tabloidowo długo, długo nic i "Super Express" na poziomie 250 000 egzemplarzy nakładu. Dziennikarka tabloidu anonimowo mówi, że przed publikacją redakcja wszystko sprawdza po dziesięć razy. – Zdajemy sobie sprawę, że z wielkim nakładem związana jest wielka odpowiedzialność. Gdybyśmy chcieli publikować pogłoski, to nasza gazeta byłaby gruba jak książka telefoniczna – mówi.
Pod względem skumulowanej poczytności tabloidy są potęgą od lat. Jednak czy przekłada się ona na ich wpływ polityczny?
Czwarta władza
Koncepcja, że media mają nieformalny wpływ na politykę nie jest nowa. Są nazywane czwartą władzą, bo – choć nie mają formalnych uprawnień, to jednak wywierają wpływ na rzeczywistość społeczną. O jednych rzeczach się mówi, a o innych nie, są kwestie, którym poświęca się dużo miejsca i te, które pojawiają się jedynie jako wzmianka.
W tym znaczeniu media są z definicji polityczne, bo przez sam dobór tematów, którymi się zajmują, kształtują rzeczywistość. Niektóre redakcje idą jednak dalej, gdy swoją siłę polityczną zaprzęgają na rzecz sukcesu danej partii. Stają się wtedy mediami partyjnymi, które w przeciwieństwie do biuletynów oficjalnie wydawanych przez partie, nie muszą informować o tym czytelnika.
Przykładem jest sprzyjająca Prawu i Sprawiedliwości niszowa Telewizja Republika, która po wygranych przez PiS wyborach straciła znaczną część dziennikarskiej kadry. Pracownicy zostali zatrudnieni w mediach publicznych opanowanych przez PiS. Podobnie "Gazeta Polska" i "niepokorne" przyległości.
Ostro i równo
Politycy nie mają z tabloidami łatwo, ale nie mogą bez nich żyć. Publikacja tabloidów zakończyła już niejedną sejmową karierę. Z ostatnich miesięcy wystarczy wspomnieć odwołanie Iwony Sulik, rzeczniczki rządu PO-PSL i dymisję Doroty Dulińskiej, wiceminister rządu PiS. Pierwsza szkoliła konkurentów rządu, dla którego pracowała, natomiast druga zabrała w zagraniczną podróż służbową swojego partnera życiowego. A to przecież tylko ostatnie przykłady.
Znajomy dziennikarz tabloidu mówi mi, że dewizą redakcji jest "j*bać - karać - nie wyróżniać". I rzeczywiście, sięgnięcie do archiwalnych wydań pokazuje, że tabloidy bezlitośnie krytykują władzę. Mój rozmówca podkreśla jednak, że tabloidy także chwalą, gdy jest za co. Po prostu jest więcej rzeczy zasługujących na ostrą krytykę.
A co z naciskami politycznymi? Dziennikarka śmieje się przypominając sobie telefony rozzłoszczonych polityków. – Czasami politycy chcą, by zdjąć niekorzystny dla nich tekst ze strony internetowej, przepisać go lub wstrzymać publikację – ale to się bardzo rzadko zdarza. Nauczyliśmy ich, że nic tym nie wskórają
Super PiS u władzy
Jednak apartyjność "Super Expressu" staje pod znakiem zapytania po tym, jak naczelny, znany z wrzucania słitfoci z naprężonymi muskułami i zwracania się do ludzi per "lewaczku" na Twitterze, stanął w jednym szeregu z politykami PiS sortującymi Polaków. Jak pisaliśmy w naTemat, wrzucił do jednego worka przeciwników łamania Konstytucji przez rząd PiS z trollami internetowymi i określił ich jako patologię, którą będzie (domyślnie – razem z PiS-em) próbował osłabić.
Sławomir Jarzębowski
redaktor naczelny "Super Expressu"

Nasze zadanie polega na tym, żebyście już nigdy nie decydowali w Polsce, o żadnych, ale to żadnych ważnych sprawach. Jesteście patologią i tak będziecie traktowani. Czytaj więcej

"Fakt", który ma prawie dwukrotnie większe czytelnictwo niż "Super Express" nie ucieka się do takich chwytów i nie dryfuje w stronę prasy partyjnej. Czy czwarta władza zostanie z jednym, ogólnopolskim tabloidem? Jeśli tak, "Fakt" może tylko zacierać ręce.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl