Zdjęcie Leopolda Kronenberga wykonane przez Karola Beyera, 1861.
Zdjęcie Leopolda Kronenberga wykonane przez Karola Beyera, 1861. Fot. Wikimedia Commons

Tak się kiedyś robiło biznes! Ten człowiek, choć miał zapewniony wspaniały życiowy start - w wieku 20 lat został kierownikiem rodzinnego interesu - tylko dzięki zmysłowi organizacyjnemu, samozaparciu i własnej zaradności, dorobił się niebywałej fortuny. Dziś byłaby warta miliardy dolarów...

REKLAMA
Bogacz, jakich mało
Nazywał się Leopold Kronenberg i przyszedł na świat w rodzinie żydowskiej 24 marca 1812 roku w Warszawie. Rodzinie wielodzietnej, ale niebiednej - ojciec był znanym kupcem i bankierem. Mimo wszystko, któż mógłby wtedy pomyśleć, że oto narodził się przyszły rekin finansjery, potentat branży górniczo-hutniczej, bankowej czy kolejowej, najbogatszy Polak w uzależnionym od Rosji Królestwie Polskim?
Według danych z 2012 roku, gdyby jego majątek, wynoszący 30 mln rubli w złocie, przeliczyć na dzisiejsze dolary - wyszłoby 30 mld... Dziś na liście "Forbesa" byłby dokładnie 18. najbogatszym człowiekiem globu. Daleko w tyle zostawiłby rodzinę Jana Kulczyka, której majątek wyceniany jest na "zaledwie" 16 mld złotych.
logo
Portret Leopolda Kronenberga pędzla L. Horowitza. Fot. Wikimedia Commons
To Kronenberg miał powiedzieć: "Cała sztuka i trud pierwszego dorobić się miliona! Następne rodzą się same". Jak więc doszedł do tak olbrzymiej fortuny?
Łatwy "start"
Wystarczyło... kontynuować rodzinną tradycję i mieć w głowie pełno pomysłów. Jako absolwent renomowanego gimnazjum pijarów na Żoliborzu, a potem Liceum Warszawskiego, wyjechał na Zachód. Kształcił się w Hamburgu i Berlinie, podczas gdy rodacy wywołali w kraju antyrosyjskie powstanie. Już po jego upadku Leopold wrócił do Warszawy. Nigdy nie popierał walki z bronią w ręku, choć patriotą był bezdyskusyjnym. Później zapracuje sobie na opinię "bankiera powstania styczniowego"...
Ale wtedy, w latach 30., znalazł się w rodzinnym mieście po to, aby robić karierę. Jako 20-latek (!) zaczął kierować z polecenia ojca domem bankowym „S.L. Kronenberg, wdowa i synowie”. O takim "starcie" jego rówieśnicy mogli tylko pomarzyć. Ale młody bankier na tym nie poprzestał. Szybko dostrzegł nowe źródło inwestycji. Przetwórstwo tytoniu!
Z biegiem lat, ale ciągle młody, był wpływową postacią monopolu tabacznego w Kongresówce. W międzyczasie odszedł od wyznania mojżeszowego na rzecz kalwinizmu, omijając tym samym obowiązujące ograniczenia dla Żydów. Odtąd stopniowo powiększał wpływy, aż jego nazwisko powszechnie zaczęto kojarzyć z branżą używek tytoniowych. W 1860 roku ruszyła budowa jego fabryki papierosów. Znajdzie w niej zatrudnienie 700 robotników. To był strzał w dziesiątkę! Jeden z wielu.
Człowiek od wszystkiego
Trudno zliczyć wszystkie zajęcia, jakimi imał się Kronenberg. Oprócz pasji dziennikarskiej, duszy handlowca i bankiera, a także króla tytoniu, miał w sobie ambicje m.in. rozbudowy rodzimej sieci połączeń kolei żelaznej. W latach 60. i 70. XIX wieku inwestował m.in. w kolej Warszawsko-Terespolską, Nadwiślańską i Warszawsko-Wiedeńską.
logo
Historyczna siedziba Banku Handlowego przy ul. Traugutta 7/9 w Warszawie. Fot. Szczebrzeszynski / Wikimedia Commons
W międzyczasie, w 1870 roku, powołał do życia akcyjny Bank Handlowy, najdłużej nieprzerwanie istniejący do dziś stołeczny bank. Obecnie, przy Citi Handlowym (powstał w 2001 roku z połączenia - Banku Handlowego w Warszawie S.A. i Citibank S.A.), funkcjonuje fundacja, której patronuje Kronenberg.
Minęło pięć lat od założenia banku, a krezus znad Wisły miał już... własną uczelnię. Do 1900 roku funkcjonowała jako Szkoła Handlowa. Po krótkiej przerwie, spowodowanej zawieszeniem jej działalności przez Rosjan, warszawscy handlowcy, a w szczególności August Zieliński, znajomy Kronenberga i wykładowca w jego szkole, powołał tzw. Prywatne Kursy Handlowe. Tym samym, w roku 1906, zapoczątkował istnienie renomowanej Szkoły Głównej Handlowej.
Co jeszcze ten postępowiec, pionier kapitalizmu, liberał i zwolennik pracy organicznej, zdołał osiągnąć? Był posiadaczem kilku cukrowni i huty, zarządzał m.in. Warszawskim Towarzystwem Fabryk Cukru oraz Towarzystwem Kopalń Węgla i Zakładów Hutniczych. Działał w instytucjach oferujących "ubezpieczenia od ognia" czy kredyty. Udzielał się w towarzystwach rolniczych, miał udziały w Spółce Żeglugi Parowej, był nadto prezesem Giełdy Warszawskiej.
Miał też kilka posiadłości ziemskich, na Kujawach oraz Mazowszu. Wybudował w Warszawie wspaniały pałac, który spłonął niestety w czasie niemieckich nalotów we wrześniu 1939 roku (po wojnie rozebrany; obecnie na jego miejscu znajduje się Hotel Victoria). Jego majątek wyceniono na bagatela 20 mln rubli w złocie! Dziś, wśród Polaków, Kronenberg nie miałby sobie równych.
logo
Nieistniejący Pałac Kronenberga u zbiegu ulicy Królewskiej i placu Małachowskiego. Fot. Archiwum Państwowe m. st. Warszawy
Znawca mediów
Ograniczanie życiorysu tego XIX-wiecznego bogacza li tylko do działalności biznesowej, byłoby jednak dalece niesprawiedliwe. Był jednym z tych, który wyznaczał ówczesne standardy mediów. Redaktorem swojego pisma - "Gazety Polskiej", uczynił serdecznego przyjaciela, pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego.
Kronenberg do Kraszewskiego, 1 IV 1859

Tak jest, Szanowny Panie, tylko dobra wiara - praca sumienna - bezstronność w traktowaniu kwestji, poszanowanie przeszłości, z wykazaniem dla nauki naszej, co było zgubnem - zachęta do postępu na zasadach człowieczeństwa opartego, zgodnie z ideą chrześcijaństwa czystego, a wszystko to na tle narodowym, było, jest i będzie ciągle naszą dążnością tak w słowach jak i w czynach.

Tak więc dziennikarstwo pojmował Kronenberg jako misję, nie był w tym poczuciu bynajmniej odosobniony. Ale umiał też doskonale wykorzystać siłę ówczesnych mediów. Jak bowiem najskuteczniej głosić swoje poglądy i przekonywać o potrzebie rozwoju społeczno-gospodarczego, jeśli nie za pomocą słowa pisanego? Na zarobek z tego fachu nawet nie liczył, był już wówczas przecież niezwykle majętny. Człowiekiem sukcesu, od 1868 roku nawet szlachcicem.
"Bankier powstania"
Był karierowiczem o gołębim sercu. Nieskrywaną satysfakcję sprawiało mu wydawanie pieniędzy, i choć lubił luksus, zapamiętano go jako hojnego dobroczyńcę. Nie szczędził na dzieła sztuki. Wspierał wiele szlachetnych inicjatyw, finansował szpitale i przytułki, łożył na edukację. Zrobił wiele dobrego dla warszawskiego ludu jako miejski delegat. Nie bał się wesprzeć pokaźną sumą powstańców styczniowych, choć wcześniej "radykalnych" spiskowców (członków stronnictwa "czerwonych") miał za burzycieli porządku.
Choć Kronenberg związał się z obozem umiarkowanych, gdy dotarła do niego wieść o wybuchu walk z Rosjanami, nie zastanawiał się. Działał w tajnym kierownictwie "białych", a w międzyczasie skupował zagraniczną broń i wyposażenie, dostarczając ją potajemnie partyzantom. Nie żałował pieniędzy, korzystając przy tym z przekupności rosyjskich urzędników i wojskowych.
Abp Zygmunt Szczęsny Feliński

Jeszcze uprzejmiej znalazł się Leopold Kronenberg, najbogatszy warszawski bankier; gdy bowiem zażądano od niego dwadzieścia tysięcy podatku, odrzekł, że Komitet się omylił w wyliczeniu, gdyż od niego należy się czterdzieści, i natychmiast takową sumę wyliczył.

Obawiając się aresztowania, w połowie 1863 roku wyjechał do Francji. Chodziły słuchy, że zostawił walczącym w "spadku" 0,5 miliona złotych! Po powrocie, dzięki kolejnej sowitej łapówce, wykupił z niewoli wielu uczestników zrywu. Nic dziwnego, że zmarłego w 1878 roku we francuskiej Nicei bogacza, żegnały tłumy warszawiaków.
"Gazeta warszawska", IV 1878

Ubytek Leopolda Kronenberga niełatwo będzie zastąpić; powodem tego nie jest ów wielki majątek, (...) powodem owa pamięć o interesie kraju, owo do kraju przywiązanie, które w tylu czynnościach było przewodnią myślą zmarłego.

Dziś o Kronenbergu mówi się zdecydowanie za mało. A szkoda, bo bohater filmowy byłby z niego idealny.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl