
Tak się kiedyś robiło biznes! Ten człowiek, choć miał zapewniony wspaniały życiowy start - w wieku 20 lat został kierownikiem rodzinnego interesu - tylko dzięki zmysłowi organizacyjnemu, samozaparciu i własnej zaradności, dorobił się niebywałej fortuny. Dziś byłaby warta miliardy dolarów...
Nazywał się Leopold Kronenberg i przyszedł na świat w rodzinie żydowskiej 24 marca 1812 roku w Warszawie. Rodzinie wielodzietnej, ale niebiednej - ojciec był znanym kupcem i bankierem. Mimo wszystko, któż mógłby wtedy pomyśleć, że oto narodził się przyszły rekin finansjery, potentat branży górniczo-hutniczej, bankowej czy kolejowej, najbogatszy Polak w uzależnionym od Rosji Królestwie Polskim?
Wystarczyło... kontynuować rodzinną tradycję i mieć w głowie pełno pomysłów. Jako absolwent renomowanego gimnazjum pijarów na Żoliborzu, a potem Liceum Warszawskiego, wyjechał na Zachód. Kształcił się w Hamburgu i Berlinie, podczas gdy rodacy wywołali w kraju antyrosyjskie powstanie. Już po jego upadku Leopold wrócił do Warszawy. Nigdy nie popierał walki z bronią w ręku, choć patriotą był bezdyskusyjnym. Później zapracuje sobie na opinię "bankiera powstania styczniowego"...
Trudno zliczyć wszystkie zajęcia, jakimi imał się Kronenberg. Oprócz pasji dziennikarskiej, duszy handlowca i bankiera, a także króla tytoniu, miał w sobie ambicje m.in. rozbudowy rodzimej sieci połączeń kolei żelaznej. W latach 60. i 70. XIX wieku inwestował m.in. w kolej Warszawsko-Terespolską, Nadwiślańską i Warszawsko-Wiedeńską.
Ograniczanie życiorysu tego XIX-wiecznego bogacza li tylko do działalności biznesowej, byłoby jednak dalece niesprawiedliwe. Był jednym z tych, który wyznaczał ówczesne standardy mediów. Redaktorem swojego pisma - "Gazety Polskiej", uczynił serdecznego przyjaciela, pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego.
Tak jest, Szanowny Panie, tylko dobra wiara - praca sumienna - bezstronność w traktowaniu kwestji, poszanowanie przeszłości, z wykazaniem dla nauki naszej, co było zgubnem - zachęta do postępu na zasadach człowieczeństwa opartego, zgodnie z ideą chrześcijaństwa czystego, a wszystko to na tle narodowym, było, jest i będzie ciągle naszą dążnością tak w słowach jak i w czynach.
Był karierowiczem o gołębim sercu. Nieskrywaną satysfakcję sprawiało mu wydawanie pieniędzy, i choć lubił luksus, zapamiętano go jako hojnego dobroczyńcę. Nie szczędził na dzieła sztuki. Wspierał wiele szlachetnych inicjatyw, finansował szpitale i przytułki, łożył na edukację. Zrobił wiele dobrego dla warszawskiego ludu jako miejski delegat. Nie bał się wesprzeć pokaźną sumą powstańców styczniowych, choć wcześniej "radykalnych" spiskowców (członków stronnictwa "czerwonych") miał za burzycieli porządku.
Jeszcze uprzejmiej znalazł się Leopold Kronenberg, najbogatszy warszawski bankier; gdy bowiem zażądano od niego dwadzieścia tysięcy podatku, odrzekł, że Komitet się omylił w wyliczeniu, gdyż od niego należy się czterdzieści, i natychmiast takową sumę wyliczył.
Ubytek Leopolda Kronenberga niełatwo będzie zastąpić; powodem tego nie jest ów wielki majątek, (...) powodem owa pamięć o interesie kraju, owo do kraju przywiązanie, które w tylu czynnościach było przewodnią myślą zmarłego.
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
