
Witold Waszczykowski nie zostawia kolegom z rządu możliwości w walce o miano najgorszego ministra Beaty Szydło. Ale dopóki żartował z cyklistów czy wegetarian można było uznać, że jest groteskowy, ale nie szkodliwy. Kiedy zaczyna z uśmiechem opowiadać o "murzyńskości", to znak, że czas się z nim pożegnać.
REKLAMA
Tak, pamiętam, że Radosław Sikorski pierwszy mówił o "murzyńskości" i "robieniu laski Amerykanom". Tak, nie powinien tego mówić. Tak, opozycja ma prawo go za to krytykować. Jednak polityk PO mówił to podczas obiadu z kolegą z rządu, nie zakładając, że zostanie nagrany. Choć były minister spraw zagranicznych słynął z zamiłowania do ostrych wypowiedzi, jestem przekonany, że publicznie nie powiedziałby czegoś podobnego.
Bon-moty ministra
Za to jego następca Witold Waszczykowsk nie ma z tym problemów. Kiedy minister powiedział we wtorkowy wieczór, że "Polska wychodzi z murzyńskości", byłem przekonany, że to przejęzyczenie. Jednak powtórzy to kolejnego poranka. Ba, był wyraźnie dumny, że wymyślił taki zgrabny bon-mocik.
Za to jego następca Witold Waszczykowsk nie ma z tym problemów. Kiedy minister powiedział we wtorkowy wieczór, że "Polska wychodzi z murzyńskości", byłem przekonany, że to przejęzyczenie. Jednak powtórzy to kolejnego poranka. Ba, był wyraźnie dumny, że wymyślił taki zgrabny bon-mocik.
Może i zgrabny, ale nie dla polityka partii rządzącej. I to takiego, którego słuchają zagraniczne media. Witold Waszczykowski mentalnie nadal tkwi w opozycji. Nadal ma potrzebę zaciekłego atakowania przeciwników. Na jego stanowisku takie obrzucanie się błotem jest szkodliwe, od tego są szeregowi posłowie, a nie szef kluczowego resortu.
Słowa mają konsekwencje
Bo to, co u nas może nie wywołać wielkich konsekwencji (wszak wiele już słyszeliśmy), to nasi partnerzy na Zachodzie są znacznie bardziej czuli. Szczególnie w kwestiach rasowych. Może nam się nie podobać, że czasami reagują nawet zbyt ostro i dopatrują się rasizmu tam, gdzie go nie ma, ale musimy uszanować tę wrażliwość.
Bo to, co u nas może nie wywołać wielkich konsekwencji (wszak wiele już słyszeliśmy), to nasi partnerzy na Zachodzie są znacznie bardziej czuli. Szczególnie w kwestiach rasowych. Może nam się nie podobać, że czasami reagują nawet zbyt ostro i dopatrują się rasizmu tam, gdzie go nie ma, ale musimy uszanować tę wrażliwość.
Tymczasem Waszczykowski przychodzi do ekskluzywnej restauracji i zamiast pić kawę z odchylonym paluszkiem, wyciąga buciory na stół i zamawia duże piwo. Może to spodoba się części elektoratu, ale na pewno nie tym, z którymi ma robić interesy.
W styczniu pisałem, że naszą polityką rządzą dyplomatołki. Okazało się, że cytowanie określenia autorstwa ministra Władysława Bartoszewskiego to za mało. Trzeba sparafrazować Lecha Wałęsę: durnia mamy za ministra.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
