Prymas to największy rolnik w Polsce. Zwykły obywatel nie kupi ziemi rolnej, ale Kościół owszem

Powrócą chłopi bez własnej  ziemi, za to pracujący na kościelnych polach.
Powrócą chłopi bez własnej ziemi, za to pracujący na kościelnych polach. fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Najnowsza poprawka PiS do ustawy o obrocie ziemią rolną stworzyła ważny wyjątek dla Kościoła. Podczas gdy zwykli obywatele – „nierolnicy” nie będą mogli kupić rolniczych hektarów. Zakonnicy i klasztory, proboszczowie i ich parafie jak najbardziej. To jak powrót do średniowiecza i kościelnych latyfundiów, gdy największe arcybiskupstwo gnieźnieńskie posiadało 11 miast i 330 wsi.

– Kościoły i związki wyznaniowe nie będą sprzedawały ziemi cudzoziemcom. Chodzi o to, żeby rolnicy mogli ofiarowywać ziemię np. klasztorom w zamian za opiekę – przekonywał na posiedzeniu Sejmowej Komisji Rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski z PiS. Jego poprawka o wyłączeniu Kościoła spod ograniczeń jest rekomendowana przez komisję i trafiła pod głosowanie i właśnie stała się faktem.

Ofiarować ziemię za opiekę? Na razie jest dokładnie na odwrót. W liczącej 1200 dusz wiejskiej parafii w Wielkopolsce lokalni rolnicy dzierżawią od proboszcza 39 hektarów. Ziemia w tym regionie jest najdroższa w Polsce – średnio 54 tys. zł za hektar. Mało kogo stać na powiększenie areału. Parafialne gospodarstwo jest największe w porównaniu z powierzchnią indywidualnych rolników. Proboszcz ziemi nie uprawia, bo i po co, wystarczy czynsz dzierżawny ustalony na zasadach rynkowych. W 2010 roku (ostatnie podawane dane dla tej parafii) roczny dochód z dzierżawy sięgał prawie 19 tys. rocznie. To więcej niż przychody z kolędy wyliczone na 13 tys. zł. Trzecim głównym źródłem utrzymania jest taca – suma datków w roku wynosi 22 tys. zł. Dzięki dzierżawie proboszcz może sfinansować całe utrzymanie parafii Z pozostałych opłat od wiernych zrealizować inwestycje w Kościół wyceniane na 36 tys. zł. I jeszcze ma 3 tys. zł zysku na czysto.

Święte hektary
To tylko mały wycinek z rzeczywistości. Już dziś, gdyby zsumować wszystkie rolne włości Kościoła katolickiego, okazałoby się, że jest on największym producentem rolnym w Polsce. Top Farm – brytyjska spółka rolnicza z Wielkopolski hoduje krowy, sadzi ziemniaki i obsiewa kukurydzę na 27 tysiącach hektarów. Farmutil – rolniczy kombinat jednego z najbogatszych Polaków Henryka Stokłosy liczy 16 tys. hektarów. Tymczasem Kościół dysponuje około 65 tys. hektarów ziemi rolnej. To wartość z raportu o stanie majątku kościoła z 2012 roku. Można jednak przyjąć, że zbliżona do aktualnego stanu posiadania. Wprawdzie od tamtej pory kościół, kiedy to było potrzebne, sprzedawał ziemię na rynku, ale także wciąż otrzymywał nowe ziemie jako zadośćuczynienie za powojenną nacjonalizację dóbr.
Ekonom jednej z kurii

Na pewno brak swobody w obrocie ziemią utrudniłby finansowy byt wielu parafii. Kościół sprzedaje ziemię na wolnym rynku, kiedy potrzebne są pieniądze na większe inwestycje. Opłaty dzierżawne to czysty zysk dla parafii. W wielu przypadkach, kiedy to kuria bezpośrednio zarządza ziemią, korzystamy na dopłatach rolniczych. Kodeks kanoniczny i tak wystarczająco chroni polską ziemię przed sprzedażą. W przypadku najbardziej cennych terenów przed ewentualną transakcją wymagana jest nawet zgoda Watykanu.

Nie wszędzie jednak rolnicy żyją w symbiozie z Kościołem, szczególnie hierarchami. Rok temu Gazeta Wyborcza opisywała konflikt w parafii archidiecezji gnieźnieńskiej. Rolnicy ze wsi Staw od lat dzierżawili ziemię od swojego proboszcza. Po jego śmierci archidiecezja wypowiedziała umowy chcąc przekwalifikować grunty pod działalność gospodarczą. Media donosiły, że w pobliżu powiększała się Wałbrzyska Strefa Ekonomiczna i kościelne działki zyskały na wartości.


Rośnie znaczenie z opłat z dzierżawy rolniczych gruntów dla utrzymania parafii, wynika z raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej. To ze względu na istotne obniżenie poziomu niedzielnych praktyk (dominicantes). W finansach parafii taca traci więc na znaczeniu, a zaczynają się liczyć stałe wpływy, niczym odsetki od rentierskich lokat. Procent ma na czym rosnąć, bo w latach 1990-2011 Komisja Majątkowa przywróciła, bądź przekazała Kościołowi, jako mienie zamienne, nieruchomości o powierzchni 65,7 tys. hektarów. Według obecnych cen miałyby wartość ponad 2,2 mld zł.

Lobbing dla rolników
Sejm właśnie przegłosował nową ustawę o ochronie gruntów rolnych i leśnych. W teorii chodziłoo ochronę ziemi rolnej przed spekulacją i wykupem ze strony zagranicznych firm. W praktyce o zabezpieczenie interesu rolników i jak się okazało również Kościoła. W myśl projektowanych zapisów, ziemię rolną będzie mógł nabywać tylko rolnik (posiadający wykształcenie i kwalifikacje, prowadzący już gospodarstwo). A do sprzedaży działek rolnych w posiadaniu prywatnych osób będzie mogła się wtrącać Agencja Nieruchomości Rolnych. Ma prawo pierwokupu, o ile nie będzie chętnych wśród sąsiadów sprzedającego. Miastowi, którzy do tej pory kupowali działki na przetargach ANR by np. postawić dom na wsi albo otworzyć agroturystykę z kucykami, kozami, krowami nie będą mogli podbijać już cen licytując obok rolników. Teraz dzięki wspomnianej poprawce posła Ardanowskiego do grupy uprzywilejowanych dołączyłby Kościół.

– W ten sposób państwo samo tworzy monopole, nowe kasty i uprzywilejowane grupy społeczne. Obcy kapitał i tak znajdzie drogę do Polski – pisze w komentarzu Łukasz Piechowiak, ekonomista z Bankier.pl. Jego zdaniem nowa ustawa zabetonuje rynek. Skorzystają tylko ci rolnicy, którzy mają już duże majątki – nie będą zagrożeni konkurencją ze strony innych podmiotów chcących wejść na rynek, bo te nie będą mogły sprostać wymaganiom ustawowym lub na drodze stanie im Agencja Nieruchomości Rolnych. Stracą na tym tylko przeciętni zjadacze chleba, którzy koniec końców za ów chleb zapłacą więcej.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...