Mecz otwarcia blisko, coraz bliżej, już za chwilkę. Jak polscy piłkarze przed wielkimi meczami radzą sobie z presją?

Teraz umiejętności Polacy już nie wytrenują. Mogą natomiast odpowiednio przygotować się do meczu mentalnie.
Teraz umiejętności Polacy już nie wytrenują. Mogą natomiast odpowiednio przygotować się do meczu mentalnie. fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Świętej pamięci Zdzisław Ambroziak, legendarny komentator siatkarski, zwykł mawiać w ważnych dla meczu momentach, że "właśnie rozpoczęło się wsteczne odliczanie". Podobne odliczanie rozpoczęło się teraz, dla kadrowiczów Franciszka Smudy. Mecz z Grecją jest coraz bliżej. Dwa dni, dzień, kilkanaście godzin, kilka, potem już minuty. I zaraz sędzia użyje gwizdka. Presja jest coraz większa, a piłkarze muszą sobie z nią radzić. Jak to robili przy okazji poprzednich wielkich turniejów? NaTemat postanowiło to sprawdzić.



Andrzej Iwan pod koniec lat 70. był jednym z najzdolniejszych polskich piłkarzy. Nie było więc niespodzianką, że znalazł się w kadrze Jacka Gmocha na mistrzostwa świata w Argentynie w 1978 roku. W rozmowie z naTemat Iwan widzi jedną podstawową różnicę między piłkarzami jego pokolenia a tymi, którzy teraz przebywają w Warszawie, czekając na mecz otwarcia: - Przede wszystkim wtedy nie było telefonów komórkowych, internetu i tego typu wynalazków. Byłeś bardzo daleko, kilkanaście tysięcy kilometrów od kraju i nawet za bardzo nie było skąd czerpać informacji, co dzieje się w Polsce. A teraz? Nie dość, że jesteśmy gospodarzami i liczy na nas cały naród, to jeszcze kadrowicze przebywają w hotelu Hyatt i od gorączki Euro nie mają jak uciec. To jest kompletnie inna epoka, bo przecież oni mają gry, telefony, laptopy - tłumaczy Iwan.


O wstecznym odliczaniu pisze też Wojciech Olejniczak

Najważniejsze to uwolnić głowę
A uciec od gorączki piłkarze powinni. Iwan, o którym niedawno zrobiło się głośno za sprawą wydanej autobiografii pt: "Spalony", wie z doświadczenia, co w takich momentach jest sprawą kluczową: - Wolna głowa. Piłkarze muszą się odciąć od tego, co dzieje się wokół. Większość z nich wprowadza się w stan spokoju, nie rozmawia nawet z rodziną czy przyjaciółmi. Uznają, że na to przyjdzie czas później. Ale to też trochę sprawa indywidualna. Są i tacy piłkarze, których wszędzie pełno, którzy muszą dużo mówić, widzieć się z innymi ludźmi - analizuje Iwan. Dodaje, że kluczową osobą jest trener, który musi dawać do zrozumienia piłkarzom jaki jest cel. I musi też indywidualnie do każdego podejść i właściwie z nim porozmawiać.


Bartosz Bosacki to przedstawiciel pokolenia komputerów, gier i laptopów. W 2006 był powołany do kadry na mundial w Niemczech, zdobył nawet jedyne dwie polskie bramki w meczu z Kostaryką. Zaraz po tym pierwszym wielkim turnieju w swojej karierze stwierdził wyraźnie, że niezbędną osobą w sztabie powinien być psycholog. I że to on powinien spełniać funkcję trenera, o jakiej mówi Iwan. - Tylko to nie może być taki gość z gatunku "Biorę Pana X i będę mu coś tam zaraz wkładał do głowy". On musi być równoprawnym członkiem sztabu, osobą, która przebywa w grupie i potrafi wyłapać, co komu chodzi po głowie, kto zachowuje się inaczej od reszty. Wiem, że teraz u nas jest jeden taki człowiek. Niemcy mają dwóch, trzech - tłumaczy dziś Bosacki w rozmowie z naTemat.
Bartosz Bosacki
o obecności psychologa:

Tylko to nie może być taki gość z gatunku "Biorę Pana X i będę mu coś tam zaraz wkładał do głowy". On musi być równoprawnym członkiem sztabu, osobą, która przebywa w grupie i potrafi wyłapać, co komu chodzi po głowie, kto zachowuje się inaczej od reszty


Być sobą - to podstawa
Były piłkarz Lecha dodaje, że kluczowe jest to, by funkcjonować normalnie. By na potrzeby wielkiej imprezy nie stawać się nagle kimś innym, kimś, kim się nie jest. Dlatego też na presję, stres, podczas turnieju w Niemczech każdy reagował po swojemu, indywidualnie. Bosacki starał się nie szukać informacji o tym, co dzieje się w Polsce czy co się pisze i kadrze. Wychodził z założenia, że i tak czegoś tam się dowie. Informacje pojawiały się przecież na konferencjach prasowych i spotkaniach z fanami. - Od nich się nie ucieknie. Grunt to żyć normalnie - podkreśla Bosacki.


Jerzy Engel opowiada nam o obcokrajowcach w kadrze oraz o mundialu w Korei

Inną ciekawą sprawą jest sen. Próbuję dociec, czy w noc przed bardzo ważnym meczem piłkarz jest w stanie normalnie przespać noc. - Jeżeli piłkarz jest doświadczony i rozegrał już w swojej karierze dużo ważnych spotkań, będzie miał czystą i wolną od myśli głowę. Taki piłkarz zaśnie. Natomiast na pewno jest grupa zawodników, którzy będą z tym mieć problem. Młodzi, mniej doświadczeni będą przejmować się tym, co stanie się na boisku. Co zrobią jak dostaną piłkę, w którą stronę pobiegną. Ich sen może być krótszy - mówi Bosacki.
Interia rozmawia z Pawłem Habratem, psychologiem kadry Smudy:

Cóż, nie każdy ma tak jak kiedyś Józef Młynarczyk, który dziś w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" powiedział: "Ja się nigdy nie stresowałem. Naprawdę. Spałem dobrze, nie budziłem się w środku nocy z dręczącym pytaniem, jak to będzie w meczu z Włochami". - Rzeczywiście, Józek był takim ewenementem. Po nim nigdy nie było widać nerwów. Czy mecz towarzyski, czy wielki turniej, zachowywał się tak samo - przyznaje mi Iwan.

Andrzej Iwan szczerze opowiada nam o swoich problemach - alkoholu, hazardzie oraz depresji.

Muzyka? Rozmowy z rodziną? Czemu nie
Paweł Golański grał na ostatnim Euro, w 2008 roku na boiskach Austrii i Szwajcarii. Po meczu z Austrią, który w dramatycznych okolicznościach zremisowaliśmy, kamery pokazywały go, jak nie mógł pogodzić się z decyzją Howarda Webba i oszołomiony siedział na murawie. A jak do tamtego meczu się przygotowywał? Gdy zbliża się wielki mecz, Golański wszystko zaczyna na dwa dni przed nim. - Wtedy zaczynam rozgrywać go w głowie. W przeddzień meczu jest już pełna koncentracja. A przed samym spotkaniem? Ja osobiście zawsze słucham jakiejś spokojnej muzyki, ona idealnie pozwala mi się wyciszyć i skoncentrować - słyszę od niego w słuchawce.

Golański nie miał problemu ze snem, podobnie jak z tym, by tuż przed meczem porozmawiać z najbliższymi mu ludźmi. - Bardzo często przed najważniejszymi spotkaniami rozmawiałem przez telefon z rodziną i przyjaciółmi. Nie zgadzam się z tym, że to wybija z rytmu, burzy koncentrację. Może powiem za siebie - dla mnie to było pomocne bo dzięki takim rozmowom potem na boisku czułem się pewniej.

Teraz z problemem, o którym mówią bohaterowie tego tekstu, mierzą się podopieczni Franciszka Smudy. Zamknięci w czterech ścianach hotelu Hyatt, rozpatrują w głowie, co może dziać się na Stadionie Narodowym w piątek między 18.00 a 20.00. Zakładają pewnie, że będzie dobrze. Że wszystko pójdzie zgodnie z ich przewidywaniami. Nam pozostaje tylko wierzyć w to, że tak właśnie się stanie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu