
Mistrz Leonardo wyprzedzał swoją epokę, myśląc o rzeczach, które nie śniły się ludziom z jego czasów. I kiedy zdawało się, że wiemy o nim wszystko, pokazał nowe oblicze. Projektował nie tylko znane nam dziś maszyny, ale i swoją karierę. CV, które wysłał do księcia Mediolanu, zawiera wskazówki, jak zdobyć pracę marzeń.
REKLAMA
"Poznawszy, dostojny Panie, i zbadawszy doświadczenia wszystkich tych, którzy mienią się być mistrzami w sztuce wynajdywania maszyn wojennych, i sprawdziwszy, że maszyny ich nie różnią się niczym od będących w powszechnym użyciu, postaram się, nie czyniąc nikomu krzywdy, odkryć Waszej Ekscelencji pewne tajemnice będące moją osobistą własnością i po krótce tu wyliczone" – czytał w zaadresowanym przez da Vinci liście Ludovico il Moro. Ponad 500 lat temu dowiedział się, co takiego ma wielki konstruktor, czego nie mają inni.
"Znam sposób budowania mostów bardzo lekkich, mocnych i łatwo przenośnych (…). W przypadku oblężenia miejsca wiem, jak odprowadzić wodę z fos i budować drabiny" – pisał Leonardo. Artysta stwierdził, że jeśli księciu nie spodoba się taka wizja, przekona go jeszcze inaczej. "Umiem sporządzać w potrzebie działa, moździerze, pociski ogniowe o kształcie praktycznym i pięknym i różne od będących w użyciu" – zaznaczył. – Wreszcie w jakimkolwiek bądź wypadku umiem znaleźć niezliczone środki do ataku i do obrony" – dodał.
Wojna nie trwa jednak wiecznie, dlatego da Vinci znalazł też zajęcie na czas pokoju. Mianowicie, obiecał przynieść dumę władcy tworząc budynki i rzeźby, a zwłaszcza takie na cześć jego "nieśmiertelnej i wiecznej" ekscelencji. – A jeśli któryś z wyżej wymienionych uznasz za niemożliwe lub niewykonalne, jestem gotowy do demonstracji tejże w parku, lub w innym zadowalającym [księcia] – dodał. I łatwo można wyobrazić sobie chwilę, kiedy il Moro - kolokwialnie mówiąc - opadła szczęka. Da Vinci pokazał jak wygrywa się z konkurencją w walce o pracę, skupiając na tym, czego chciał "pracodawca", czyli zagłady wrogów i chwały. Nic tylko brać przykład.
źródło: medium.com
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
