Kobiety i księża, czy jest tu pole do dyskusji?
Kobiety i księża, czy jest tu pole do dyskusji? Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

Po wydarzeniach z ostatnich kilku dni można odnieść wrażenie, że między lewicującymi kobietami i Kościołem nastała wojna totalna. Wzajemne argumenty odbijają się od drugiej strony jak groch od ściany. Ze strony kobiet czuć wściekłość, duchowieństwo ma stosunek lekceważący i wydają się dość zdezorientowani całą sytuacją. Szans na porozumienie nie widać, aż nagle pojawia się "Miesięcznik Ewangelicki" cały w bieli.

REKLAMA
Mikroreprezentacją wzajemnych relacji Kościoła i kobiet był osławiony już program "Tak jest", w których Anna Zawadzka miała rozmawiać z ojcem Sową. Duchowny siedział na krześle odprężony i uśmiechnięty i puszczał porozumiewawcze spojrzenia do prowadzącego.
Zawadzka sztywno, zestresowana i przez to z minuty na minutę coraz bardziej agresywna. On był u siebie, ona była inicjatorką rozróby z kościoła. Jak to się skończyło – wszyscy widzieliśmy. Na Zawadzką poleciały gromy, że szkodzi sprawie, że znowu pokazała się jako szalona feministka, że tylko utwierdziła wszystkich w przekonaniu o lewicujących działaczkach.
W 1979 roku dwie feministki Sandra Gilbert i Susan Gubar wydały książkę "Wariatka na strychu" – w bardzo dużym skrócie, stworzyły archetyp kobiety pewnej swoich racji, wykrzykującej niepopularne twierdzenia, niepasującej do swoich czasów, przez co uznanej za szaloną i wsadzoną gdzieś w miejsce odosobnienia.
I tę wizję nakłada się na dzisiejsze feministki. Mężczyźni mogą się błaźnić przed kamerami do woli, opowiadać głupoty i dyrdymały, ale wariatami na strychu nigdy nie zostaną. Anna Zawadzka owszem, od razu. Koniec kropka, zbzikowana lewicująca baba, której do mediów nie należy zapraszać, bo coś wywinie.
Morozowski napisze, że żałuje, że ją zaprosił. Ksiądz Sowa pisze felieton w bardzo protekcjonalnym tonie i nie oszczędzi sobie zgryźliwej uwagi na temat ekstrawaganckiej fryzury. I koniec. Ona wariatka, oni mądrzy. Wina nie jest jednoznaczna, dialogu jak nie było tak nie ma.
Wietrzenie pokoju
I kiedy już mi się wydawało, że między Kościołem i feministkami jest tylko spalona ziemia, przeczytałam pewien artykuł na portalu Miesięcznika Ewangelickiego i poczułam się, jakby ktoś wpuścił powietrze do zatęchłego pokoju. Z tekstu wynikało, że o kobietach w kontekście wiary można inaczej, z szacunkiem. Że można sensownie, mądrze bez oderwania od rzeczywistości. Artykuł ma prowokujący tytuł "Kobiety są problemem Kościoła", a jego autorem jest Łukasz Cieślak, prawnik i członek redakcji "Miesięcznika Ewangelickiego" – mężczyzna. Posłużę się kilkoma cytatami.
Łukasz Cieślak, "Miesięcznik ewangelicki"

Zarówno list do wiernych Kościoła rzymskokatolickiego, jak i głosowanie na Synodzie Kościoła luterańskiego w Polsce mają, według mnie, to samo podłoże. Jest nim przekonanie, że mężczyzna ma przewagę nad kobietą i przewaga ta wynika z wiary chrześcijańskiej.

Przekonanie to jest nie tylko błędne, ale i obrzydliwe.

Założenie, że Kościół chrześcijański istnieje w świecie po to, żeby kultywować patriarchalne standardy znane żydowskim pasterzom sprzed 2000 lat czyni z Kościoła dość zabawną organizację, porównywalną do skansenu.

Czyli Kościół niepatriarchalny jest możliwy? Czyli normy moralne i zasady sprzed 2000 lat nie muszą być z automatu przeniesione na współczesny grunt? Czyli jest pole do dialogu?
Łukasz Cieślak, "Miesięcznik ewangelicki"

Patriarchalne podejście do społeczeństwa w połączeniu z religijnymi sloganami owocuje pogardą wobec kobiet. Ale na kobietach się nie kończy. Pogardy bowiem nie można zatrzymać. Następne cele łatwo sobie wyobrazić. Pod płaszczykiem chrześcijaństwa już wylewa się kubły nienawiści wobec biednych, słabych, upadających, chorych i wykluczonych (patrz: uchodźcy).

Nagle między protekcjonalnym lekceważeniem, a wściekłym od..lcie się pojawia się przestrzeń. Przede wszystkim dla kobiet wierzących, lecz także dla Kościoła i środowisk lewicujących. A zwłaszcza lewicowych kobiet. Nie chcę, żeby przedstawiciele Kościoła byli zapraszani jako eksperci ds. zdrowia kobiet w programach publicystycznych, ale jeśli ktoś chce przedstawić swoje zdanie (podkreślam – nie narzucić) to wysłucham, podyskutuję. Panu Łukaszowi Cieślakowi bardzo dziękuję za ten głos, a "Miesięcznik Ewangelicki" stał się teraz dla mnie nowym miejscem do odwiedzania w sieci.
Anna Dryjańska na zeszłotygodniowej manifestacji mówiła, że biskupom należy się szacunek, ale nawet nie o milimetr większy niż ten okazywany zwykłemu człowiekowi. Dobrze by było, gdyby biskupi zrozumieli, że wzajemne poszanowanie działa w dwie strony. A materiał w gazecie chrześcijańskiej (choć nie katolickiej, a ewangelickiej) jest dobrym punktem do dyskusji. Nie wariatek z facetami w sukienkach, ale człowieka z człowiekiem.

Napisz do autorki: agata.komosa@natemat.pl