
Po wydarzeniach z ostatnich kilku dni można odnieść wrażenie, że między lewicującymi kobietami i Kościołem nastała wojna totalna. Wzajemne argumenty odbijają się od drugiej strony jak groch od ściany. Ze strony kobiet czuć wściekłość, duchowieństwo ma stosunek lekceważący i wydają się dość zdezorientowani całą sytuacją. Szans na porozumienie nie widać, aż nagle pojawia się "Miesięcznik Ewangelicki" cały w bieli.
I kiedy już mi się wydawało, że między Kościołem i feministkami jest tylko spalona ziemia, przeczytałam pewien artykuł na portalu Miesięcznika Ewangelickiego i poczułam się, jakby ktoś wpuścił powietrze do zatęchłego pokoju. Z tekstu wynikało, że o kobietach w kontekście wiary można inaczej, z szacunkiem. Że można sensownie, mądrze bez oderwania od rzeczywistości. Artykuł ma prowokujący tytuł "Kobiety są problemem Kościoła", a jego autorem jest Łukasz Cieślak, prawnik i członek redakcji "Miesięcznika Ewangelickiego" – mężczyzna. Posłużę się kilkoma cytatami.
Zarówno list do wiernych Kościoła rzymskokatolickiego, jak i głosowanie na Synodzie Kościoła luterańskiego w Polsce mają, według mnie, to samo podłoże. Jest nim przekonanie, że mężczyzna ma przewagę nad kobietą i przewaga ta wynika z wiary chrześcijańskiej.
Przekonanie to jest nie tylko błędne, ale i obrzydliwe.
Założenie, że Kościół chrześcijański istnieje w świecie po to, żeby kultywować patriarchalne standardy znane żydowskim pasterzom sprzed 2000 lat czyni z Kościoła dość zabawną organizację, porównywalną do skansenu.
Patriarchalne podejście do społeczeństwa w połączeniu z religijnymi sloganami owocuje pogardą wobec kobiet. Ale na kobietach się nie kończy. Pogardy bowiem nie można zatrzymać. Następne cele łatwo sobie wyobrazić. Pod płaszczykiem chrześcijaństwa już wylewa się kubły nienawiści wobec biednych, słabych, upadających, chorych i wykluczonych (patrz: uchodźcy).
Napisz do autorki: agata.komosa@natemat.pl
