
Rodzice nie mają czasu, by uczyć dzieci gotowania, majsterkowania i innych "podstaw zaradności życiowej". Szkoła może to zrobić za nich, przywracając do programu lekcji Zajęcia Praktyczno-Techniczne. Ale czy powinna?
Kiedyś było tak. Rodzic kroił, smażył, gotował, dziecko patrzyło, uczyło się, ćwiczyło. Rodzic sprzątał, prasował, majsterkował, dziecko obserwowało, naśladowało, próbowało. Tak wyglądały ćwiczenia z podstaw zaradności życiowej. Rozpoczynały się nie w szkolnej sali, ale w domu, pod czujnym okiem rodzica-pedagoga. Dopiero po tym przyspieszonym kursie gotowania i majsterkowania, dziecko trafiało do szkoły, gdzie na Zajęciach Praktyczno-Technicznych rozwijało swe umiejętności.
Headhunterzy szukają gwiazd już w gimnazjach. Szansa dla najzdolniejszych, czy początek wyścigu szczurów?
A teraz? Powyższy model "szkoły życia" powoli odchodzi do lamusa. Zapracowany tato i równie zajęta mama mają coraz mniej czasu i ochoty, by nauczyć swoje pociechy podstaw zaradności. Czy w takiej sytuacji obowiązki nauczyciela życia powinna przejąć szkoła? Czy na szkolne ławki powinny wrócić młotek, igła z nitką i inne przydatne akcesoria, a do planów lekcji dawno zapomniane Zajęcia Praktyczno-Techniczne?
ZPT z dawnych lat
Na internetowym forum miłośników lat 80., nie mogło zabraknąć wątku o "zetpetach". Każdy, kto jeszcze 20-30 lat temu chodził do szkoły podstawowej, z pewnością pamięta ten przedmiot. Chłopcy, najczęściej z młotkiem i śrubokrętem w ręku, uczyli się podstaw majsterkowania. Dziewczyny, z igłą i nitką, szycia oraz gotowania. Wszystko po to, by absolwent podstawówki potrafił samodzielnie wykonać podstawowe "domowe czynności".
"W młodszych klasach robiliśmy ozdoby choinkowe lub wielkanocne,czapki i maski karnawałowe,czapki górnicze na 4 grudnia,zakładki do książek,latawce i ozdobne wazoniki czy broszki. Od szóstej klasy był podział,osobno dziewczęta, osobno chłopcy.Nasza grupa uczyła się szycia,ściegów (pamiętam jedynie okrętkę),gotowałyśmy zupy,lepiłyśmy pierogi,smażyłyśmy naleśniki,robiłyśmy sałatki i kanapki" - wspomina na forum jedna z internautek. Szkoły szpiegują swoich uczniów. Czy nastolatkowie mają prawo do własnej prywatności? ZPT już nie ma. W planie lekcji zostały zastąpione przez technikę. Nie ma już majsterkowania i gotowania, są za to wycinanki i rysunki techniczne. Przedmiot stracił walor ćwiczeń z podstaw zaradności życiowej. Słusznie? Kto teraz uczy młodych ludzi praktycznych umiejętności? Szkoła życia
Katarzyna Starczewska
pedagog
Szkoła nie uczy, dom też nie zawsze. Właśnie dlatego Krystyna Starczewska, pedagog, założycielka "Bednarskiej" - znanego warszawskiego liceum społecznego, jest zwolenniczką powrotu ZPT do szkół. - Kiedy rodzice za mało uwagi przykładają do nauczenia dzieci podstawowych czynności, to szkoła powinna się tym zająć. Elementy gotowania, przygotowania posiłku, majsterkowania powinny z powrotem znaleźć się w programie - mówi w rozmowie z naTemat.
Podobnego zdania jest Jan Wróbel, dziennikarz i nauczyciel. - Przebudowałbym mocno ten przedmiot, ale zasadniczą część, dotyczącą zajęć praktycznych, bym zostawił. Kłopotem może być tylko szukanie odpowiedniej kadry - stwierdza.
Przeciwnicy takiego rozwiązania argumentują, że szkoda marnować czas na zajęcia z gotowania i majsterkowania. - Szkoła nie jest miejscem do tego typu nauki. Jest tyle ciekawszych zajęć. Fantastycznie byłoby, żeby w szkole funkcjonowały dodatkowe warsztaty kulinarne - mówi naTemat Dorota Zawadzka, "Superniania". Z drugiej strony Zawadzka przyznaje, że każdy powinien znać "podstawowe zasady działania prądu, powinien wiedzieć jak wkręcić żarówkę, zamontować uszczelkę".
I kto ich tego nauczy?
