
Jerzy Stuhr, Kamil Durczok, Lance Armstrong, Sheryl Crow, Kylie Minogue - wszyscy oni chorowali bądź chorują na raka. O swojej walce z jedną z najzłośliwszych chorób znani i lubiani nierzadko opowiadali w mediach. By dodać otuchy tym, którzy jeszcze walczą, a czasem też by zachęcić do finansowania instytucji walczących z rakiem. Tylko czy ich wysiłki przynoszą zamierzony skutek?
Na Zachodzie rak gwiazd przestał być tabu już kilka lat temu. W USA czy Wielkiej Brytanii celebryci dość szybko zauważyli, że ich choroba nie musi być wstydliwa i stawać się powodem do sensacji, a wręcz przeciwnie - mówienie o niej pomaga innym pacjentom. W Polsce to tabu złamał Krzysztof Kolberger, który zmagał się z rakiem nerki. Aktor nie tylko jako pierwszy otwarcie mówił o swojej chorobie, ale też został honorowym przewodniczącym Stowarzyszenia Chorych na Raka Nerki. Później, w ślady Kolbergera, poszli inni: Kamil Durczok, Marcin Pawłowski z TVN czy Jerzy Stuhr. Z Zachodnich artystów to właśnie Kylie Minogue, Lance Armstrong i Sheryl Crow są tymi najbardziej znanymi, którzy opowiedzieli o swoich zmaganiach z chorobą.
Łagodny nawrót Ta ostatnia gwiazda właśnie powiadomiła, że rak znów ją zaatakował. Wcześniej Crow walczyła z rakiem piersi, teraz musi uporać się z guzem mózgu. "Martwiłam się o swoją pamięć, zrobiłam skan mózgu, okazało się, że mam guza" - wyznała piosenkarka
gazecie Las Vegas Revue. Sheryl Crow przyznała jednak, że nie martwi się nową chorobą aż tak bardzo, jak poprzednią, bo guz jest łagodny. Wokalistka podeszła do sprawy z dystansem, w wypowiedziach dla mediów wręcz śmiała się z tego, że skończyła 50 lat i wtedy pamięć zaczęła jej szwankować.
Crow w rozmowie z Las Vegas Revue przyznała, że zdarzało jej się zapominać całych linijek tekstu. Tak było na jednym z koncertów w latach '90. "Nie mogłam przypomnieć sobie żadnego wersu. Zaczęłam się śmiać!" - przypomniała sytuację piosenkarka. Crow z rakiem miała wyjątkowo ciężkie przejścia, bo chorował także jej partner, cyklista Lance Armstrong. On również podjął wiele kroków, również w sferze publicznej, by wspierać walczących z rakiem.
Ulga dla pacjentów Tylko czy udział celebrytów, którzy nierzadko wzbudzają skrajne emocje, na pewno pozytywnie wpływa na innych pacjentów? Zdaniem Magdaleny Prokopowicz, prezes fundacji Rak'nRoll, zdecydowanie tak. - To bardzo dobrze działa na wszystkich, daje ogromną ulgę wielu ludziom - przyznaje nam Prokopowicz. Szefowa fundacji stworzyła jedną z najlepszych kampanii o walce z rakiem w historii Polski: "Zbieramy na cycki, włosy i dragi". I chociaż kampanii udało się wywołać ogromne poruszenie społeczne bez udziału celebrytów, to Prokopowicz bardzo chwali gwiazdy angażujące się w walkę z rakiem.
Dzięki aktywności chorych na raka celebrytów do świadomości społecznej przebija się o wiele więcej na temat tej choroby, niż mogłyby osiągnąć nawet najlepsze fundacje. Świadczy o tym chociażby fakt, że wywiad Jerzego Stuhra z VIVY, w którym aktor opowiadał o swojej walce, cytowano we wszystkich ogólnopolskich mediach. Osoby komentujące w internecie chwaliły Stuhra za odwagę i zaangażowanie w pomoc osobom leczącym się.
Świadomość i współpraca - Z roku na rok jest coraz lepiej. Zwiększa się świadomość społeczna, a tym samym wykrywalność choroby. Grono osób, które mogą zacząć się leczyć dzięki wczesnemu wykryciu raka powiększa się - ocenia Magdalena Prokopowicz.
Innym, pozytywnym efektem aktywności celebrytów jest poruszanie tematu raka w coraz szerszych kręgach. - Oni oddziałują na wiele osób. Ich wypowiedzi nie przechodzą bez echa. Wywiad Jerzego Stuhra spowodował, że zareagował również Maciej Stuhr, dzięki temu informacje docierają dalej - wyjaśnia szefowa fundacji Rak'n'Roll. Wszystko to przekłada się też na inną kwestię: im więcej osób wie, tym więcej chce pomagać. - Zgłasza się coraz więcej osób, które chcą nam pomagać, łatwiej jest o współpracę - wskazuje Prokopowicz.
Szczegóły bez znaczenia O ile różne sfery aktywności celebrytów, nawet jeśli wynikają ze szlachetnych pobudek, potrafią być krytykowane, to osoby walczące z rakiem zazwyczaj budzą wśród odbiorców uznanie. - To ludzie tacy sami jak my, tak samo chorzy, którzy tak samo się leczą. Niektórym, nieobeznanym z tematem, może się wydawać, że celebryci mają
dostęp do lepszych leków i leczenia, ale to nie jest prawda - podkreśla Prokopowicz.
Szefowa fundacji zaznacza, że bez znaczenia jest, czy dany celebryta to osoba kontrowersyjna lub znienawidzona. W walce z rakiem wszyscy się jednoczą. - Każdy głos jest cenny - stwierdza krótko nasza rozmówczyni. Nie ma też znaczenia, czy ktoś mówi o swojej chorobie z pełną powagą, czy - tak jak Sheryl Crow - stara się z tego żartować.
W przypadku zaangażowania celebrytów w walkę z rakiem można odnaleźć tylko jeden, drobny mankament. - Za mało mówi się o osobach, które wygrały walkę z chorobą, a za dużo o tych, którym się nie udało. Brakuje w mediach pozytywów, przykładów całkowitych ozdrowień, które się przecież zdarzają - zauważa prezes fundacji Rak'n'Roll. Takich przykładów, wbrew pozorom, można odnaleźć całkiem sporo. Trzeba też podkreślać, że nie zawsze śmierć w wyniku raka to "przegrana". Przedłużenie życia o kilka lat, kiedy choroba przybiera wyjątkowo złośliwe i uciążliwe formy, szczęśliwe życie mimo raka - to również wygrane, o których trzeba mówić. Czasem nawet pół-żartem, pół-serio, tak jak zrobiła to Sheryl Crow. Wiedzą o tym autorki kampanii "Zbieramy na cycki, włosy i dragi", które pokazały, że chociaż problem jest poważny, to warto podchodzić do niego z pozytywną energią, a nie tylko śmiertelną powagą.
