Dziennikarz odjechał ze stacji benzynowej dzięki Panu Staszkowi
Dziennikarz odjechał ze stacji benzynowej dzięki Panu Staszkowi Facebook / Filip CHajzer

Początek historii jakich wiele – zatankował samochód, idzie do kasy i … zauważa, że nie ma portfela. W tym momencie zwykle zaczyna się gorączkowe kombinowanie, co tu zrobić, żeby jednak odjechać ze stacji benzynowej bez angażowania policji. Filip Chajzer miał więcej szczęścia, bo zanim cokolwiek wymyślił usłyszał zupełnie niepodziewanie – „ja za pana zapłacę”.

REKLAMA
Dziennikarz nie trafił na stacji na żadnego krezusa ani Świętego Mikołaja. Cichym bohaterem tej opowieści jest pan Staszek, pracownik stacji, który chwilę wcześniej nalewał benzynę do samochodu Filipa Chajzera. – Ja za Pana zapłacę, a pan mi przeleje – powiedział Pan Staszek do dziennikarza.
– Zawsze płacę, i jeszcze nigdy nikt mnie nie oszukał – twierdził pracownik obsługi, uspokajając Filipa Chajzera. – Jakoś głupio – tłumaczył się dziennikarz.
Co ciekawe, historia ma ciąg dalszy. Oto w komentarzu pod wpisem Filipa Chajzera o niesamowitym Panu Staszku pojawia się wypowiedź internautki przypominającej inne zdarzenie - Dawno temu mieliśmy wypadek na autostradzie w Austrii. Młodzi Polacy przejeżdżający koło nas zatrzymali się i sterczeli z nami do zakończenia całej akcji z policją. - Opisuje wydarzenie sprzed lat pani Anna. Jednym z tych Polaków był... Filip Chajzer.
Dalej już poszło. Cała wyliczanka przykładów, gdy kogoś spotkało coś przyjemnego w podobnej sytuacji. Morał z tej całej historii jest taki – warto być życzliwymi i pomocnymi wobec siebie. Dobro często wraca w najmniej spodziewanym momencie. Choć powszechnie się uważa, że Polak Polakowi wilkiem to jednak nie zawsze na szczęście jest to prawdą. I tylko niektórzy wieszczą, że pan Staszek wkrótce zostanie bankrutem.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl