Tłum wzburzony śmiercią Pawła skandował wrogie policji hasła i rzucał w funkcjonariuszy kamieniami.
Tłum wzburzony śmiercią Pawła skandował wrogie policji hasła i rzucał w funkcjonariuszy kamieniami. screen kontakt24.tvn24.pl

34-letni Paweł zmarł dwa dni po tym, jak w jego domu interweniowała policja. Policjanci mówią, że mężczyzna był agresywny. Rodzina zarzuca funkcjonariuszom brutalność, której efektem była śmierć mężczyzny. Sprawą zajmuje się białostocka prokuratura.

REKLAMA
Wydarzenia z Białegostoku opisuje widz TVN24, który przesłał relację na Kontakt24. Na zdjęciach widać kilkaset osób, protestujących na ulicach miasta. Załączony filmik pokazuje młodych mieszkańców Białegostoku śpiewających "Policja wróg numer 1" na kibicowską nutę.
Policja interweniowała w mieszkaniu 34-letniego Pawła w czwartek. Funkcjonariuszy wezwało pogotowie ratunkowe, a to z kolei wezwała partnerka mężczyzny zaniepokojona o jego zdrowie i życie. Paweł cierpiał na schizofrenię i od dłuższego czasu nie przyjmował leków, w efekcie doznawał m.in. poważnych wahań nastrojów.
Według policji mężczyzna był agresywny wobec funkcjonariuszy, próbował ich kopać i gryźć, dlatego przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości zastosowali wobec niego siłę fizyczną, by go obezwładnić. Gdy zakuli go w kajdanki okazało się, że Paweł nie oddycha - policjanci podjęli reanimację, a gdy oddech wrócił mężczyzna trafił do szpitala. Tam zmarł dwa dni później.
Inny przebieg wydarzeń przedstawia Małgorzata, bratowa zmarłego. – Tak go skatowała policja w mieszkaniu na balkonie, na drugim piętrze, że wywieźli go już na noszach. Paweł leżał nieprzytomny, pod respiratorem. Wszystko wysiadło. Mózg, wszystko wysiadło – powiedziała.
Na wieść o śmierci mężczyzny, w niedzielę późnym popołudniem na ulice Białegostoku spontanicznie wyszło około 200 osób. Doszło do starć z policją, która musiała się chronić przed kamieniami rzucanymi przez tłum. Protest trwał 2 godziny. Mł. asp. Bartosz Kajewski mówi, że zatrzymano sześć osób za zakłócanie porządku. Przebieg interwencji policji w mieszkaniu Pawła bada prokuratura.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl