Ołtarz zewnętrzny z kopią cudownego wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, 1957.
Ołtarz zewnętrzny z kopią cudownego wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, 1957. Fot. NAC

Dziś państwo i Episkopat mówią w kwestii uczczenia 1050-lecia Chrztu Polski jednym głosem, ale jeszcze pół wieku temu było zgoła inaczej. Władza ludowa dyskredytowała kościelne obchody tej ważnej rocznicy jak mogła, osiągając w swym działaniu wyżyny absurdu. Doszło nawet do sytuacji, kiedy... aresztowano kopię otaczanego czcią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

REKLAMA
Wtedy, w 1966 roku, komunistyczna władza i zwalczany przez nią Kościół wzajemnie rywalizowały o "rząd dusz". Kilkumiesięcznym obchodom tego dziejowego wydarzenia – o wiele bardziej spektakularnym niż obecne uroczystości – towarzyszyły nieczyste zakulisowe działania rządzących, obliczone na szkodę duchownych. Władysław Gomułka nie przebierał w słowach, ostro atakując prymasa Stefana Wyszyńskiego, a tysiące funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa miało pełne ręce roboty.
Trzeba było przecież, idąc za radami kierownictwa PZPR, odpowiednio zdyskredytować uroczystości milenijne na rzecz obchodzonej wówczas rzekomej tysiącletniej rocznicy istnienia państwa polskiego. Stąd parady i pokazy wojskowe chwalące najlepsze tradycje rodzimego oręża. Husaria na ulicach Warszawy miała przemawiać do ogółu lepiej niż modlitwa czy kontemplacja.
Obchody kościelne rozpoczęło się dokładnie 50 lat temu, 16 kwietnia. Naturalnie w Gnieźnie, pierwszej – jak się poważnie uważa – historycznej stolicy. W czasie, gdy wierni zgromadzili się na nabożeństwie celebrowanym przez prymasa, komuniści zorganizowali... własne obchody. Przybył marszałek Marian Spychalski, witany wystrzałem z armat. Oficjalnie na cześć polskich żołnierzy forsujących w 1945 roku Odrę i Nysę Łużycką. Ale zagłuszenie odbywającej się niedaleko ceremonii kościelnej było jak najbardziej "na rękę".
Dzień później, Wyszyński usłyszał z ust Gomułki, jakoby "stawiał swoje urojone pretensje do duchowego zwierzchnictwa nad narodem polskim wyżej niż niepodległość Polski". Niebawem, na początku maja, uroczystości przeniosły się do Częstochowy. Pierwotnie miał w nich wziąć udział sam papież Paweł VI, ale pierwszy sekretarz... nie wyraził na to zgody. Głowa Kościoła poświęciła wcześniej kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, która w ramach uroczystości pielgrzymowała razem z wiernymi od parafii do parafii.
W trakcie rozpoczętych właśnie uroczystości rocznicowych Chrztu Polski, ten uchodzący za cudowny obraz zajmuje oczywiście centralne miejsce. A 50 lat temu? Komuniści wpadli na absurdalny pomysł... jego aresztowania.
logo
Poznań, wśród tłumu samochód-kaplica z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, 1966. Fot. IPN
Jak postanowili, tak zrobili. Skrupulatnie zaplanowaną akcję władz, mająca na celu ujęcie "niebezpiecznego" wizerunku, przeprowadzono 20 czerwca we wsi Liksjany. Milicjanci szczelnie obstawili jedyną drogę wiodącą do Ostródy. Aby zarekwirować umieszczony na obsadzonym przez duchownych wozie obraz, funkcjonariusze nie przebierali w środkach. Siły zaangażowane w operację słusznie budziły wielkie zdziwienie – motocykle, samochody, nawet helikopter.
Prymas Stefan Wyszyński

Po godzinie daremnych rozmów zaczyna się akcja. Od strony Pasłęka nadjechały kolumny zmotoryzowane MO na motocyklach, mercedesach, radiowozach i syrenkach. Szyk bojowy. (...) Zamknięto drogę do Ostródy; ludzie gromadzą się z daleka. Ursusy z motocyklów idą hitlerowskim krokiem ku żukowi. Stają w pewnej odległości. Księża otoczyli wóz z Obrazem. Chwila wyczekiwania. Zażądano próby wozu. Księża opierają się. Niemal siłą wpakował się do wozu jakiś drab z MO.

Co stało się po tej nietypowej akcji? Ikonę natychmiastowo przewieziono do stołecznej Archikatedry św. Jana Chrzciciela, gdzie umieszczono na zakrystii. Widoczny przez zakratowane okno, otaczany czcią wizerunek obserwowali odtąd liczni wierni. Skojarzenie nasuwało się jedno: "uwięzili" Matkę Boską!
logo
Kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Fot. Jarosław Kruk / Wikimedia, na lic. Creative Commons 4.0 International
Inni musieli sobie radzić bez obrazu, przeto pielgrzymowali z samymi ramami, przyozdobionymi kwiatami. Na początku września wydawało się, że niezwykłe przedstawienie Matki Boskiej znów wyruszy w drogę po Polsce – taką nadzieję miał przynajmniej prymas, który planował jego przewiezienie do Katowic. I tym razem komuniści aresztowali obraz. Oddali go paulinom z Jasnej Góry, zastrzegając, że wszelki spisek z ich strony skończy się konfiskatą zakonnego majątku.
Ks. Józef Wójcik

Gdy peregrynacja miała dotrzeć do Radomia, postanowiłem obraz wykraść. Otrzymałem na to zgodę ks. Prymasa Wyszyńskiego, który prosił, aby wtajemniczyć w to wszystko jak najmniej osób. To była bardzo skomplikowana operacja, musieliśmy zrobić dokładny wywiad, dorobić nawet klucz do krat. Pomagał mi ks. Roman Siudek oraz dwie siostry z Mariówki: Maria Kordos i Helena Trentowska. Razem z księdzem 13 czerwca 1972 r. wynieśliśmy w tajemnicy obraz z Jasnej Góry, a siostry przewiozły go swoją nysą do Radomia, gdzie został ukryty na plebanii kościoła mariackiego. Czytaj więcej

Uwięziony obraz "odbito" dopiero w czerwcu 1972 roku. Wykradł go przy pomocy dorobionego klucza wikary radomskiej parafii ks. Józef Wójcik, działający wspólnie z innym kapłanem i dwoma zakonnicami. Tak zakończyła się ta sześcioletnia "niewola", obnażająca głupotę sprawców.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl