Głośny upadek prezydenta Mugabego ze schodów.
Głośny upadek prezydenta Mugabego ze schodów. Fot. Screen/youtu.be/p8_06-y6B-A

Chyba nikt w Polsce nie pisał o tych protestach, które przetoczyły się właśnie przez stolicę Zimbabwe. Kraj gdzieś w Afryce, na końcu świata, rządzony przez jakiegoś szaleńca. Głód, bieda. Rzadko gości w polskiej świadomości. Ale w tym kraju właśnie coś zaczyna się dziać. Pęka jakiś marazm, budzi się chęć do życia. Pierwszy raz od kilkunastu lat na ulice Harare wyszły tysiące ludzi – widok tak niezwykły, że pisze o tym cały świat.

REKLAMA
Wreszcie ludzie głośno krzyczą, że mają dojść Roberta Mugabego. Potwornie bogatego prezydenta, który rządzi od 1980 roku, ma lat 92 i już myśli o kolejnych wyborach za dwa lata...To najstarszy przywódca na świecie, nie ma sobie równych, wydaje się niezniszczalny. Ludzie żartują, że lekarz powiedział mu, że ma kości 50-letniego mężczyzny. I będzie żył jeszcze kolejne 30 lat.
Nic to, że przewraca się podczas oficjalnych uroczystości. Nic to, że weterani wojenni, którzy pomogli mu dojść do władzy, mówią teraz, że jest zbyt chory, by rządzić i wycofują swoje poparcie. I nic to, że kraj jest już w takiej ruinie, że gorzej być chyba nie może. On nie ustąpi. Powiedział, że będzie rządził, dopóki Bóg go nie wezwie. „Wstydźcie się, ja nie umieram” – pogroził palcem, gdy politycy zaczęli przebąkiwać o ewentualnej sukcesji.
Bezmyślny, stary, musi odejść
Dlatego ludzie wyszli na ulice, a widok był tak niezwykły, gdyż do tej pory Mugabe wszystkie takie protesty tłumił. Tym razem tego nie zrobił. Może faktycznie nie ma już siły. Teoretycznie wydał zakaz, ale nawet sąd się sprzeciwił i wydał zgodę. „Stary Mugabe musi odejść” – z takimi plakatami ludzie przyszli na demonstrację.
Wreszcie. Bo przez ponad 30 lat ten afrykański lud biernie godził się na to, by tyran Mugabe ograbił go doszczętnie. A sam stał się miliarderem. W tym względzie należy do najbogatszych przywódców świata. Z majątkiem ocenianym różnie – od kilkuset milionów do kilku miliardów dolarów.
Marmury z Włoch, dach z Chin
W kraju, gdzie większość ludzi żyje w biedzie, sama jego posiadłość warta jest co najmniej 10 mln dolarów. Podobno została zbudowana z datków od jego zwolenników, choć Mugabe zapewniał, że nie pochodziły one z pieniędzy krajowych podatników. Budowę wsparła jakaś firma z Serbii, płytki na dach przyjechały od „dobrych przyjaciół” z Chin, inne rzeczy z Malezji. Podobno marmury sprowadzał z Włoch, sufity dekorowali najlepsi arabscy artyści, w środku są łaźnie kryształowe z jaccuzzi.
Mugabe pierwszy raz pokazał tę willę zupełnie niedawno, gdy jego córka Bona brała ślub. Na wesele zaprosił 4 tys. gości. Do tej pory nikt o tej posiadłości nie wiedział. A teraz Bona znów wstrząsnęła narodem. Jest w ciąży z pierwszym wnukiem Mugabego i w ostatnich dniach stwierdziła, że dziecko urodzi w...Singapurze. 8 tysięcy kilometrów od domu. Jej ojciec zresztą sam leczy się w jednej z tamtejszych klinik. Podobnie jak jego żona Grace. Jeżdżą tam zresztą na wakacje.
logo
Rodzina Mugabego w Singapurze. Fot. Screen/youtu.be/DUcKX1WcheY
Brakuje leków, sprzęt się popsuł
Ale w Zimbabwe są gazety, które nie boją się pisać prawdy. „Zimbabwe Independent” właśnie wytknął prezydenckiej rodzinie te medyczne wojaże. Przypomniał, że troje dzieci prezydenta rodziły się w Zimbabwe, bo w tamtym czasie kliniki w kraju były bardzo dobre. Ale rządy Mugabego zniszczyły je okropnie. „Główne szpitale cierpią na masowe braki leków, brak nawet tych bardzo podstawowych, może nawet zabraknąć bandaży, antybiotyków, co powoduje, że pacjenci sami muszą je kupować. Sprzęt się popsuł, a nie został naprawiony lub wymieniony. Lekarze, pielęgniarki i inni specjaliści, masowo wyjechali z kraju” – opisuje Wongai Zhangazha.
To tylko kropla w morzu. Przez wiele ostatnich lata z Zimbabwe dochodziły wieści o hiperinflacji. O tym, że pieniądze z dnia na dzień traciły na wartości, a inflacja skakała ze 100 tysięcy procent nawet do 230 milionów. Ceny podawano w miliardach, a nawet trylionach. Banknotów było tyle, że ludzie chodzili z workami pieniędzy, sprzedawcy w sklepach nie mieli czasu ich liczyć, tylko je ważyli. Z dnia na dzień okazywało się np., że za miesięczną pensję można było kupić jedynie bochenek chleba.
Dlaczego drogo jak w NY?
Dziś jest lepiej. Obowiązuje amerykański dolar, ceny znormalniały, choć w tak biednym kraju jest bardzo drogo. Średnia pensja dla urzędnika państwowego to ok. 300-400 dolarów miesięcznie. O pensji prezydenta krążą legendy. Raz sam mówił, że jest to 4 tys. dolarów. Innym razem, że 12 tys.
Pewien Amerykanin tak opisywał swoje zaskoczenie cenami: „Praktycznie nie ma monet. Ceny podawane są w dolarach i centach, ale jeśli płacisz, wydają resztę w lizakach, minutach telefonicznych czy kredycie na następne zakupy. 5-minutowa podróż taksówką – 7 dolarów, cola – 2 dolary. Dlaczego ceny są tak wysokie jak w Nowym Jorku?”.
GDP na głowę wynosi tu ponad 900 dolarów. W Polsce – ponad 14 tys. W Norwegii – 97 tys. Internetowy przelicznik kosztów życia pokazuje, że w Zimbabwe koszt ten jest ponad 33 procent wyższy niż w Polsce. Z bezrobociem jest różnie – w kraju podają, że 5 procent, ale międzynarodowe rankingi jeszcze kilka lat temu plasowały ten kraj na pierwszym miejscu w świecie, z 95 proc.
Był bohaterem
Jakby nie było podczas ostatnich protestów ludzie domagali się obiecanych ponad 2 milionów miejsc pracy. A media alarmują, że od 2013 roku zamknęło się już 60 procent istniejących wtedy firm. Białych, od których Mugabe uwolnił ten kraju, pozostało tu już niewielu. Głośne były historie odbierania im dobrze prosperujących farm i na tym tle Mugabe był postrzegany jak bohater. Pojawia się też pytanie, co się stało z milionami ze sprzedanych za granicę diamentów. Tu przecież znajdowały się największe ich złoża na świecie. Kraj miał taki potencjał...
„Zimbabwe jest zniszczone. Jego naród jest zniszczony. Jego umysł i dusza są zniszczone. Infrastruktura jest zniszczona. W rzeczy samej – jest zgniłe. A wizerunek naszego kraju – w rozsypce” – opisuje Trevor Ncube w gazecie „Zimbabwe Independent” .I dalej: „Mieszkańcy Zimbabwe wydają się być pogodzeni z tym, co się stało. Chciwość, korupcja, całkowity upadek prawa doprowadził nas do tego miejsca. Mugabe traktuje ten kraj jak swoje lenno”. Ale ma nadzieję, że w Zimbabwe znajdą się młodzi ludzie, którzy pociągną ten kraj w normalnym kierunku. I uratują go. Tylko to daje nadzieję. Nowy, świeży start.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl