
"W tyle wizji" miało być drugim "Szkłem kontaktowym". Program na żywo rządzi się jednak swoimi prawami. Przekonali się o tym Rafał Ziemkiewicz i Marcin Wolski, do których zadzwonił niejaki Michał.
REKLAMA
– W przeciwieństwie do pozostałych słuchaczy, obydwu panów szczególnie nie szanuję – usłyszeli dziennikarze. Jeden i drugi w odpowiedzi blado się uśmiechnęli. Michał kontynuował tyradę, stwierdzając "W tyle wizji" jest jednostronnym przedstawieniem. – Jeden drugiego poklepuje po ramieniu. Może byście zaprosili kogoś, kto ma troszeczkę inne poglądy i w ten sposób rozmawiali i się śmiali? – zapytał.
Polemiki już nie było. – Dziękuję, że zabezpieczył pan pluralizm – ironizował Ziemkiewicz, gdy telefonującego zdjęto z anteny. – Niesłuszne opinie regularnie powtarzamy – dodał, choć wyraźnie stracił rezon. Na ratunek rzucił się Wolski. – Komentujemy tak, jak myślimy – rzucił, a potem przeszedł do rozpoczętej wcześniej dyskusji o karze śmierci dla Donalda Tuska.
Prowadzący najwyraźniej unikają konfrontacji z nieprzychylnymi opiniami. Niedawno, jak pisaliśmy, okazało się, że odbierają tylko wygodne dla TVP telefony. Wypowiedzi widzów bowiem nagrywano i puszczano z taśmy.
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
