Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Kierowców autobusu, bo zamkną ci drzwi przed nosem albo ochlapią wjeżdżając w kałużę. Taksówkarzy, bo narzekają, protestują i w ogóle są mało sympatyczni. Kontrolerów biletów, bo są i robią to, co muszą. Kogo jeszcze i za co nie lubimy? Oto oni. Przedstawiamy subiektywny ranking najbardziej znienawidzonych profesji.

REKLAMA
1. "Kanar"
Jeśli brać pod uwagę ilość internetowych skarg, zażaleń i przygód związanych z kontrolerami biletów w środkach komunikacji, to właśnie oni zasługują na pierwsze miejsce w rankingu najbardziej nielubianych zawodów. Częściej dlatego, że po prostu wykonują swoje obowiązki, rzadziej, bo robią to w nieodpowiedni - z punktu widzenia pasażerów - sposób.
Pasażerowie nie lubią płacić za brak rozsądku, czytaj: biletu. Gapowicze bywają opryskliwi, agresywni, często skłonni do ucieczki. Dantejskie sceny podczas kontroli, słowne utarczki, czasem przepychanki, czy tego chce czy nie, nie wpływają korzystnie na wizerunek kontrolera. Bywają jednak takie sytuacje, w których kontroler sam zapracuje sobie na miano znienawidzonego "kanara". - Zasłużyli sobie na to brakiem kultury osobistej. Kontroler kojarzy się nam też z opresyjnością, bo przecież nikt nie lubi być kontrolowany - mówi naTemat dr Kazimierz Krzysztofek, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że niewdzięczny zawód kontrolera biletów wcale nie odstrasza potencjalnych kandydatów. Wręcz przeciwnie - na przykład trzy lata temu warszawski Zarząd Dróg Miejskich musiał wstrzymać rekrutację, bo chętnych było zbyt wielu.

2. Kierowca autobusu
Sytuacja z niedzieli 27 maja. W Supraślu leje jak z cebra już od kilku godzin, a dwaj młodzi rowerzyści stoją pod wiatą przystanku autobusowego. Nie przestaje padać, więc wpadają na pomysł, że w dalszą drogę zabiorą się autobusem. Niestety, dwaj kolejni kierowcy nie chcieli ich zabrać, choć autobusy były niemal puste. Przynajmniej w relacji jednego z rowerzystów.
dr Kazimierz Krzysztofek
socjolog

Kierowcy autobusów zawsze traktowali pasażerów jak przedmioty do przewiezienia.

To tylko jeden przykład. Ktoś powie: przykład wygodnictwa rowerzystów. Być może, ale także dowód na niechęć, jaką kierowców darzą pasażerowie. Do poszczególnych Zarządów Transportu Miejskiego każdego dnia spływają dziesiątki skarg. A to kierowca odjechał przed czasem, a to nie zatrzymał się na przystanku, a to przytrzasnął kogoś w drzwiach. - To norma, że kierowcy autobusu nie są uprzejmi. Pamiętam ze swoich doświadczeń, że zawsze traktowali pasażerów jak przedmioty do przewiezienia - zaznacza dr Krzysztofek.
Paweł, 21-latek spod Rzeszowa, przez kilka lat dojeżdżał PKS-em do liceum. - Kierowcę, którego najczęściej spotykaliśmy, nazywaliśmy "Matriksem". Potrafił drzeć się na licealistów, że nie oczyścili butów ze śniegu, zbyt głośno rozmawiają w autobusie, albo zbyt wolno do niego wsiadają - wspomina w rozmowie z naTemat.
3. Taksówkarz
"Myślę, że taksówkarze zbliżają się do szczytu listy najbardziej nielubianej grupy zawodowej" - napisał na forum jeden z internautów komentując ostatni protest taksówkarzy przeciwko tzw. deregulacji Gowina. Racja, taksówkarze są wściekli na ministra Gowina, a na taksówkarzy coraz bardziej wściekli są pasażerowie.
"Kierowcy z koncesją bywają grubiańscy, chamscy i także błądzą" - ocenił w jednym z felietonów publicysta "Faktu" Łukasz Warzecha. Podobnych opinii jest w sieci mnóstwo i trudno nie ulec wrażeniu, że niemal zupełnie przysłaniają te pozytywne, mówiące o miłych, sympatycznych i pomocnych taksówkarzach.
Za taksówkarzami nie przepadają nie tylko pasażerowie, ale także kierowcy. Wymuszają pierwszeństwo, wpychają się, łamią przepisy. W programie "Uwaga" w TVN jeden z krakowskich taksówkarzy przyznał, że robi to z pełną świadomością. - Jeżdżę na pograniczu chamstwa, agresywnie. Nie mogę się bawić w uprzejmości, muszę gdzieniegdzie wymusić pierwszeństwo, żeby po pana przyjechać na czas - stwierdził.
4. Urzędnik
Nasze kochane urzędasy. Siedzą za biurkiem, piją kawę, utrudniają życie, są uosobieniem biurokracji - w powszechnej opinii tak właśnie wygląda ich praca. Nie ma znaczenia to, w jakiej instytucji pracują i jak bardzo się starają. Urzędas to urzędas.
- Samo to określenie nie jest kojarzone ze służbą społeczną, a z dominacją, okazywaniem władzy. Zwłaszcza w przypadku tych urzędników, którzy mają jakieś kompleksy. Ci ludzie, jeśli są niezadowoleni ze swojej pracy, okazują to tym, którym mają świadczyć usługi - zwraca uwagę dr Krzysztofek.
Urzędnicy często postrzegani są też jako ci, którzy w nieskończoność potrafią odwlekać potrzebne decyzje. Stąd nie może dziwić fakt, w jednym z sondaży (IQS and Quant Group dla Pulsu Biznesu) aż 83 proc. ankietowanych stwierdziło, że biurokraci powinni ponosić finansowe konsekwencje błędnych decyzji.
5. Pani z dziekanatu
Na piątym miejscu, z dedykacją dla studentów, "czeczeński najemnik, (...) osoba określana mianem Boga, od której zależy przyszłość, życie, stan błony śluzowej żołądka i układu nerwowego każdego studenta" (definicja za nonsopedią). Jest w tym opisie sporo prawdy, bo słynna "Pani z dziekanatu' to na uczelni osoba bardzo władna, a przy tym często uciążliwa i trudna we współpracy. Mówi się, że prawdziwym chrztem bojowym dla studenta nie jest wcale pierwsze kolokwium, ale właśnie wizyta w dziekanacie.
Tak wyglądała w przypadku Karoliny Wiewiórki z portalu Students.pl.: "Poszłam z wczesnego rańca ustawić się w kolejce do dziekanatu celem pozostawienia tam mojego wniosku o stypendium socjalne. Przyszła babeczka, zaprosiła mnie na audiencję do gabinetu... no i zaczęło się. Proszę pani, ale to co jest z gwiazdką, to trzeba przekreślić...". Potem jeszcze prośba o uzupełnienie dokumentów, o złożenie dodatkowego wniosku i kilka innych, kluczowych zapewne, papierów. Karolina Wiewiórka nie załatwiła sprawy w jeden dzień.
Polska encyklopedia humoru ma kilka rad, jak postępować w relacjach z panią z dziekanatu. Należy unikać stania ostatnim w kolejce, trzeba płacić wszystko w terminie oraz przychodzić w jednej, określonej sprawie, bo inaczej nie ma szans na sukces. Ważna wydaje się też ta przestroga: "Pytanie o coś pani w dziekanacie, kiedy ta właśnie pije kawę i je ciastko, grozi śmiercią bądź trwałym kalectwem" -