logo
Wydawnictwo Znak

q

REKLAMA
Mały włóczęga
/ Wydawnictwo Znak
10-letni chłopiec przeżył prawdziwy koszmar, jakim było życie w krakowskim getcie. Korzystał z faktu, że nie wyglądał na Żyda i, wiele ryzykując, często wymykał się poza teren zamkniętej dzielnicy. Godzinami włóczył się po mieście, będąc świadkiem wielu okropności.

Jego rodzice "przepadli" – ojciec przeżył, ale matkę Niemcy wywieźli do Auschwitz, a następnie uśmiercili. Tylko dzięki swojemu sprytowi chłopiec wymknął się z getta, gdy przyszło do jego likwidacji. Prześlizgnięcie się pomiędzy drutami kolczastymi oznaczało szansę na nowe życie. Niezbędny spokój odzyskał dzięki zamieszkałej na wsi polskiej rodzinie. Mimo wszechobecnej nędzy, doczekał tam wolności.

Po oswobodzeniu miasta przez Armię Czerwoną nieletni chłopiec przeniósł się do wuja. Musiał na nowo przystosować się do życia. Pewnego razu omal nie zginął od wybuchu niemieckiego granatu. Znowu błąkał się po ulicach, ale teraz myślał przede wszystkim o brakach do nadrobienia. Trzeba było pójść do szkoły, nauczyć się pisać i... nauczyć się fachu, aby zostać Romanem Polańskim, jakiego dziś znamy.

Dzięki Bogu, żyję
/ Wydawnictwo Znak
Właśnie rozpoczął się 1945 roku, młody Karol Wojtyła wciąż pomagał Żydom, m.in. wskazując kryjówki, załatwiając fałszywe dowody tożsamości czy akty chrztu. W zupełności aprobował to krakowski arcybiskup Adam Stefan Sapieha, który nie raz interweniował w sprawie mordowanych Żydów u samego papieża. Przyszły Jan Paweł II nie rozumiał milczenia ówczesnej głowy Kościoła.

Gdy w styczniu trwał ostrzał artyleryjski Krakowa, Wojtyła schronił się w piwnicach gmachu archidiecezji. Co prawda budynek został uszkodzony, ale przyszły kapłan przeżył widząc w tym rękę opatrzności. W tym trudnym czasie wielokrotnie modlił się dziękując Bogu za ratunek. Gdy Niemcy opuścili już miasto, Karol brał udział w odbudowie seminarium teologicznego. Niebawem zostanie tam jednym z wykładowców, a kard. Sapieha wyświęci go na kapłana. Po dekadach usłyszy o nim cały świat.

Wreszcie się najeść...
/ Wydawnictwo Znak
Jesienią 1944 roku, z chwilą rozpoczęcia alianckiej operacji Market Garden, mieszkańcy Holandii poczuli choć częściową ulgę. Dalej jednak doskwierał im głód. O pełnym talerzu marzyła m.in. 15-letnia Audrey Hepburn-Ruston, którą Niemcy "zmusili" do przeprowadzki z miasta na prowincję. Zamieszkała w rodzinnej posiadłości (matka była Holenderką, ojciec – Brytyjczykiem), ale co z tego, skoro Święta Bożego Narodzenia były nadzwyczaj skromne. Głodująca Audrey cierpiała na żółtaczkę i wiele innych dolegliwości. Otarła się o śmierć. Nie wiadomo co by się z nią stało, gdyby wcześniej nie uniknęła werbunku do domu publicznego dla żołnierzy Wehrmachtu.

Na szczęście w porę przyszło wyzwolenie. – Wydostaliśmy się na górę do wejściowych drzwi, otworzyliśmy je ostrożnie i – ku naszemu zdumieniu – nasz dom otoczyli szczelnym kordonem angielscy żołnierze, mierząc do nas z broni. Krzyczałam z radości na widok tych wszystkich zawadiackich chłopaków z umorusanymi inteligentnymi twarzami i zawołałam coś po angielsku – wspominała przyszła sława aktorstwa. To były piękne wiosenne dni...

Odłamek, który mógł zabić
/ Wydawnictwo Znak
Matka z dwiema córkami mieszkały w nędzy w porcie Pozzuoli niedaleko Neapola, licząc na rychły koniec znienawidzonej wojny. Romnilda wraz z dwójką nieślubnych dzieci – Sophią i Marią, od dawna nie miała lekko. Ledwo wiązała koniec z końcem, a codzienność sprowadzała się do walki o pożywienie. Gdy przyszli alianccy żołnierze, rodzina ugościła ich, jak należy. Nie obyło się jednak bez problemów. Największy był z Marokańczykami, którzy także kwaterowali u Romnildy, nieraz siejąc zgorszenie.

Mała Sophia, niezbyt urodziwa, a w dodatku przeraźliwie wychudzona, bywała obiektem drwin. Na domiar złego, w czasie jednego z nalotów zranił ją w policzek odłamek bomby. Marzyła jednak tylko o jednym – wreszcie porządnie się najeść. Z pomocą przyszli Amerykanie, którzy w leżącym nieopodal obozie wojskowym nie tylko nakarmili, ale i opatrzyli dziewczynkę.

Ranna i przestraszona Sophia ciągle jednak patrzyła z odrazą na to, co się wokół niej działo. Jako znana na całym świecie aktorka często będzie wracać do tych smutnych wspomnień.

Dezercja szeregowca
/ Wydawnictwo Znak
Joseph Ratzinger nigdy nie palił się do wojaczki. Gdy miał niespełna 18 lat, będąc studentem seminarium duchownego, siłą wcielono go do Wehrmachtu. Drobny i zupełnie nieprzystający do wizji żołnierza "bohaterskiej" niemieckiej armii, pełnił służbę w rodzinnej Bawarii. Dla nikogo nie liczyło się, że jego najbliżsi zawsze otwarcie wyrażali sprzeciw wobec nazistowskiej ideologii...

Gdy zbliżał się koniec wojny, żołnierz zwietrzył okazję do porzucenia broni. Za dezercję groziła nawet śmierć, ale postanowił spróbować. "Wszyscy wiedzieli, że ludzie z SS powiesili na okolicznych drzewach wielu żołnierzy, którzy oddalili się od swojego oddziału. Dlatego skręciłem w jedną z bocznych uliczek, licząc, że nikt mnie tam nie zaczepi. Ale koło stacji kolejowej dwaj żołnierze stali na posterunku i przez chwilę myślałem, że krucho ze mną. Dzięki Bogu, oni także mieli już dosyć wojny i nie chcieli mordować" – wspominał Ratzinger, już jako papież Benedykt XVI.

Udało się. Niebawem młody szeregowiec, który samowolnie oddalił się z koszar, był już w rodzinnym domu. Wojenny tragizm zapamięta na zawsze. [photo position="inside"]467083[/photo]