
Krystyna Janda jako założycielka dwóch teatrów wnioskowała o 1,5 mln zł od państwa na ich prowadzenie. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego najpierw odmówiło jej tych pieniędzy, a po odwołaniu przyznało jedynie 150 tys. zł. Artystka nie kryje oburzenia.
REKLAMA
Fundacja Krystyny Jandy planowała za państwowe pieniądze wystawić 10 spektakli w Polonii i Och-Teatrze. Chciano też kontynuować darmowe spektakle dla warszawiaków. Piotr Gliński zmusza jednak artystów, by ograniczyli działalność. Uznał, że 1,5 mln zł to za dużo dla prywatnej sztuki. Przed podjęciem tej decyzji, jak pisaliśmy, minister trzymał Krystynę Jandę w napięciu. Złożone przez jej fundację wnioski najpierw uznano za niespełniające wymogów. Tymczasem przed zmianą władzy wszystko działo się po myśli gwiazdy.
– Dziś żałuję, że nie zrobiłam spółki z o.o. Założyłam fundację, licząc, że państwo będzie moim partnerem. I rzeczywiście przez kilka lat było – komentuje w rozmowie z "Co jest grane 24" aktorka. – Minimalnie w stosunku do naszej działalności, ale jednak. W tej chwili nie jest. Nie mówiąc już o tym, że gdyby coś się stało, konsekwencje wszelkie, finansowe także, ponoszę ja personalnie, szefowa fundacji – dodaje gorzko. Janda szykuje o połowę mniej spektakli dla dwóch scen. Jeden może nie spodobać się Glińskiemu - to historia konfliktu matki z ukochanym jej syna.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
