
Nawet politycy PiS z trudem akceptują politykę, którą swojej partii narzuca Jarosław Kaczyński. Prezes miał pomysł na powstrzymanie ich przed zmianą barw partyjnych. Chciał zrobić z nich niewolników, bezwolne maszynki do głosowania. Jeśli poseł odszedłby z partii lub został z niej wyrzucony, automatycznie traciłby mandat. Na razie pomysł porzucono, ale jeśli sytuacja się zaogni, PiS może do niego wrócić.
Znacznie więcej niż o transferach do PiS słychać o groźbie rozłamu w partii rządzącej. Posłowie z coraz większym trudem akceptują wojnę, na jaką od pierwszych dni nowej kadencji poszedł Jarosław Kaczyński. I choć na razie karnie podnoszą ręce i głosują tak, jak im Prezes każe, przychodzi im to coraz trudniej.
Opozycji prawie udało się zerwać quorum, ale rządzących uratowała grupka buntowników z Kukiz '15. Ale następnym razem opozycji może się udać, o czym pisaliśmy tutaj.
– Weźmiemy te kwestie pod uwagę, ale musimy sprawdzić, czy obecna konstytucja pozwoli nam pójść aż tak daleko – mówi Grzegorz Schreiber z PiS. Jego zdaniem mandat związany ukróciłby koniunkturalizm polityczny. Schreiberowi wtóruje Jacek Sasin. – Wyobraźmy sobie sytuacje, w której naród powierza władzę określonej formacji politycznej, a ta ją traci tylko dlatego, że kilku posłów przechodzi do innego ugrupowania – obrazuje. Czytaj więcej
Sasin zapomina, że wyborcy głosują nie na partię (wtedy mielibyśmy głosowanie na listy), ale na konkretnych kandydatów. Oczywiście szyld partyjny ma tu duże znaczenie, ale formalnie posłowie nie są związani wolą partyjnych bossów. Zresztą trzy lata temu mówił o tym sam Jarosław Kaczyński, kiedy namawiał posłów do poparcia technicznego premiera Piotra Glińskiego.
Ale na tej sali - nie w tej chwili, mówię o pełnym składzie - jest 460 posłanek i posłów, którzy mają tzw. mandat wolny. Reprezentują nie jakąś partię, nie swój region - reprezentują społeczeństwo jako całość. Te posłanki i ci posłowie składali tutaj przyrzeczenie i to było przyrzeczenie służenia Polsce, a nie służenia jakiejś opcji politycznej czy jakiejkolwiek innej. Czytaj więcej
Widać więc, że dzisiaj Prezes musi być mocno zdesperowany, że wychodzi z takim pomysłem. A sprawa jest poważna. Projektem zajmuje się partyjny spec od ordynacji poseł Grzegorz Schreiber, który w poprzedniej kadencji odpowiadał za przygotowanie projektu zmian w prawie wyborczym. Na początku lutego 2015 roku partia złożyła go w Sejmie wraz ze 120 tysiącami podpisów.
Mandat posła mieliby tracić nie tylko ci, którzy wykażą się nielojalnością i odejdą z partii-matki, lecz także ci, którzy zostaną z niej wyrzuceni. A to oznacza, że Prezes mógłby terroryzować swoich posłów przez całą kadencję, a nie tylko wtedy, gdy zbliża się czas układania list.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
