
Nie milkną głosy krytyki, rozczarowania i zawodu po wczorajszym meczu Polska - Grecja. Franciszek Smuda, mimo to, stara się być optymistą: "Remis to nie koniec turnieju, wszystko jest jeszcze otwarte". Trener tłumaczył też czemu przez regulaminowe 90 minut nie zmienił żadnego zawodnika.
REKLAMA
Po meczu Franciszek Smuda radził swoim piłkarzom: "głowa do góry". "1:1 to nie koniec turnieju, wszystko jest jeszcze otwarte. Przed nami dwa ważne mecze, nie ma co sobie już głowy zawracać Grecją, czas skoncentrować się na przyszłości" - stwierdza Smuda w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".
Nasz selekcjoner uważa, że "fizycznie byliśmy naprawdę dobrze przygotowani", ale "być może ciężar tego pierwszego meczu w turnieju był trudny do udźwignięcia". Smuda podkreśla w wywiadzie dla "Rz", że obecni gracze reprezentacji nie mają doświadczenia na dużych imprezach typu Euro, a Grecja z kolei może pochwalić się doświadczeniem i ograniem.
Smuda odparowuje też zarzuty, jakoby Polska przegrała, bo w drużynie przez 90 minut nie dokonano żadnych zmian. "Pierwszej dokonałem, kiedy musiałem wprowadzić na boisko rezerwowego bramkarza. Wcześniej planowałem wprowadzić na boisko Pawła Brożka, ale czerwona kartka dla Wojciecha Szczęsnego pokrzyżowała moje plany" - zdradza trener. Podkreśla jednak, że teraz, "na gorąco", nie komentuje zachowania golkipera Arsenalu Londyn.
Chętnie za to szkoleniowiec odnosi się do nadchodzącego meczu z Rosją, która wczoraj wygrała z Czechami 4:1. Smuda przyznaje, że Rosjanie to faworyci grupy, ale Polacy "chcą wygrać każde spotkanie". "Na pewno usiądziemy i na spokojnie przeanalizujemy spotkanie z Grecją, wyciągniemy wnioski. Niektórych moich piłkarzy zjadła presja" - mówi Smuda w "Rz". A co się stanie, jeśli znowu feralnie zremisujemy? "To też nie przekreśli naszych szans" - ocenia trener kadry.
