Na wakacje życia można wybrać się oldschoolowym transporterem, który dostarczy nam dodatkowych wrażeń.
Na wakacje życia można wybrać się oldschoolowym transporterem, który dostarczy nam dodatkowych wrażeń. Fot. tinoni / 123RF

Na najlepsze wakacje w życiu wcale nie trzeba wydać fortuny. Na dwa tygodnie spokojnie wystarczą 2 tysiące - jeśli ktoś nie lubi odmawiać sobie przyjemności. Przepis jest taki: trzeba zebrać grupę znajomych, wynająć samochód, zrobić zapasy i spakować namioty. Fakt, można wydać również 500 złotych lub mniej, ale nie każdy lubi i potrafi podróżować "stopem".

REKLAMA
Bez planu
Za nami długi weekend i mogę się założyć, że ci, którzy spędzili go „na wyjeździe” marzą o kolejnym. Są oczywiście tacy, którzy letni urlop mają zaplanowany już od kilku miesięcy. Bilety lotnicze kupione, hotel również już zaklepany. Odliczają tylko dni i już o nic nie muszą się martwić.
Ale są też tacy, którzy nie mają pomysłu na to, jak spędzić tegoroczne wakacje. Do tego dochodzi ograniczony budżet i niechęć do przepełnionych nadmorskich kurortów. Można temu zaradzić. Trzeba tylko zmniejszyć oczekiwania do życia, wyzbyć się hamulców, zapomnieć o luksusach i cieszyć się najlepszymi wakacjami - ze znajomymi u boku.
Na wakacjach z biura podróży byłam tylko raz w życiu. Po tym doświadczeniu doszłam do wniosku, że nie będę się więcej męczyć i denerwować, bo za kwotę, którą zapłaciłam za tygodniową wycieczkę, mogę pojechać na dwutygodniową przygodę. Bez stresu, że trzeba wstawać wcześnie rano i dużo chodzić - zwykle szybko, bo grafik wycieczki jest napięty. Nie każdemu odpowiada też przymusowe spędzanie czasu z grupą obcych ludzi.
Wielkie atrakcje po swojemu
Do tej pory najlepsze wakacje przeżyłam we Włoszech. Jechaliśmy w trzy osoby, bez sztywnego planu. Być może nierozsądnie, ale jakże ekscytująco! Wynajęliśmy mały samochód za 60 złotych za dobę, w którym ledwo mieściły się nasze bagaże. Prawie każdy poranek spędzaliśmy na precyzyjnym załadowywaniu bagażnika namiotami i torbami - tak żeby jak najwięcej się zmieściło i tak żeby jak najwięcej wolnego miejsca było w kabinie. Pierwszy przystanek w drodze do Włoch - Wiedeń.
Przyjechaliśmy tam wieczorem i spacerowaliśmy do nocy. To dobra metoda na solidne zwiedzenie miasta. Wieczorem nie ma problemu z zaparkowaniem i nie ma tylu turystów. Potem wsiedliśmy w samochód z zamiarem rozstawienia namiotów pod miastem. Nie udało się, sen nas pokonał więc zaparkowaliśmy przy bazarze. Mieliśmy zdrzemnąć się tylko godzinę, a obudziliśmy się rano.
Wokół nas gwar - ktoś sprzedaje pieczywo, ktoś kwiaty, ludzie przepychają się między sobą. Okazało się, że na tym wiedeńskim bazarze są łazienki, w których można się odświeżyć. I takie sytuacje miały miejsce bardzo często.
Przez ponad dwa tygodnie jeździliśmy z miasta do miasta i tylko raz spaliśmy na polu namiotowym. We Włoszech - tak jak w większości państw europejskich - raczej nikt nie ma pretensji o to, że ktoś sobie śpi w namiocie rozbitym na dziko - gdzieś w lesie, łące albo przy polu. Napotkani ludzie byli pomocni i zachwyceni konspektem naszej wycieczki pod tytułem „nie mamy planu”.
Nic na siłę, oglądamy tylko to, co nam się podoba, jemy to, co chcemy. Czasem w polecanej przez lokalsów spagetteri, czasem sałatki z supermarketu, czasem pyszną pizzę z ziemniakami sprzedawaną na kawałki. I lody, po które trzeba było stać w długiej kolejce - bo przecież nigdzie nie trzeba się śpieszyć.
Bałkanica
W tym roku wraz ze znajomymi planujemy wycieczkę na Bałkany. Tym razem jesteśmy nastawieni na dłuższy odpoczynek nad Adriatykiem. Pierwszy przystanek Budapeszt - jeszcze nie wiemy, gdzie będziemy spać, okaże się na miejscu. Potem Chorwacja i rzut okiem na lokacje z „Gry o Tron” i na opuszczone hotele pod Dubrownikiem. Następnie dłuższy odpoczynek w Czarnogórze, a w drodze powrotnej na pewno odwiedzimy Sarajewo w Bośni i Hercegowinie.
Dziewięć osób, jeden wynajęty bus, wspólny cel - nie stresować się, podziwiać i korzystać z wakacji. Każdy z nas chce wylegiwać się na kamienistej plaży i pływać w morzu w brzydkich, gumowych butach. Planujemy codziennie jeść kalmary w panierze z frytkami, ośmiornice, małe smażone rybki, pyszne Ćevapčići i szopską sałatę.
Przygotowania
Jak się do tego zabieramy? Na początku skompletowaliśmy „ekipę” i wybraliśmy busa, którego wypożyczymy na dwa tygodnie. W każdym dużym mieście jest miejsce, z którego można pożyczyć auto. Im więcej osób, tym bardziej się to opłaca. Nasza zaliczka w wysokości 200 złotych od osoby już dawno jest wpłacona. Podczas takich wakacji samochód i paliwo to główny koszt, który i tak jest mniejszy od ceny biletów samolotowych.
Na drugim miejscu na liście wydatków jest oczywiście jedzenie. Kwota, jaką na nie przeznaczymy zależy od tego, jak bardzo chcemy sobie dogadzać. Jedzenie w restauracji albo barze raz dziennie wystarczy, żeby być zadowolonym. Trzeba korzystać z okolicznych bazarów, na których można tanio kupić świeże owoce, i z budek z lokalnymi, tanimi przysmakami.
Wyjeżdżam lada dzień. Jesteśmy już prawie gotowi: trasa wstępnie obmyślona, lista pól namiotowych sporządzona, ale i taki liczymy na spontan. Po co wydawać pieniądze, jeśli można rozbić się w lesie albo na łące za darmo? Prysznice można znaleźć na stacjach benzynowych, albo skorzystać z tych, które są na polach namiotowych. Tym sposobem, żyjąc dość oszczędnie, ale bardzo szczęśliwie, można wydać mniej niż 2 tysiące. Podejrzewam, że wakacje na Bałkanach będą jeszcze tańsze niż na przykład we Włoszech i we Francji.
Bez szaleństw
Najważniejsze w takim wyjeździe jest mierzenie siły na zamiary i kilku kierowców. Nie możemy pozwolić na to, żeby tylko jedna osoba była szoferem, bo będzie cierpiała. Nie upije się na plaży, nie przeczyta 10 książek, nie zagra w samochodowe scrabble. Najlepiej jest, kiedy kierowcy wymieniają się co 3 godziny. Należy również rozsądnie szacować odległości. Z Warszawy nie dojedziemy samochodem do Portugalii i z powrotem w dwa tygodnie - chyba że nie zależy nam na odpoczynku.
W podróż najlepiej wybrać się w czerwcu albo we wrześniu. Lipiec i sierpień zostawmy rodzicom z dziećmi w wieku szkolnym. Nam zależy przecież na przestrzeni, i na pewno nie na upale - w namiocie wysokie temperatury mogą być niebezpieczne dla zdrowia.
Na takim wyjeździe prędzej czy później zdarzy się jakaś kłótnia. Ważne, żeby przedtem ustalić, na czym komu zależy - jeśli nawet jedna osoba marzy o jakimś mieście, które leży na trasie, świństwem byłoby nie zatrzymać się tam chociaż na chwilę. Zawsze można wypracować jakiś kompromis. Kiedy zaciśniemy zęby w sytuacjach kryzysowych i nastawimy się na to, że nie ma planu, a liczy się tylko przyjemne spędzanie czasu - to będą najlepsze wakacje w naszym życiu.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl