Pierwsza polska powieść o tęczowym piłkarzu. Kibice przeczytają?
Pierwsza polska powieść o tęczowym piłkarzu. Kibice przeczytają? fot. Wydawnictwo Ciepło Zimno

– Skoro wśród niemieckich czy brytyjskich piłkarzy są geje, także pośród walijskich rugbistów i wśród portorykańskich bokserów – a to wiemy na pewno, gdyż doszło do pojedynczych coming outów, to są i pośród polskich piłkarzy – rozmowa z Rafałem Lipskim, autorem książki "Pressing". Lipski to z pochodzenia warszawiak, z wyboru berlińczyk. Działacz wielu projektów antydyskryminacyjnych i wolnościowych. Jednocześnie zapalony kibic piłkarski.

REKLAMA
Już zaczyna się piłkarskie szaleństwo Euro 2016. Właśnie widziałem relację z wizyty piłkarzy w Rzeszowie. Gdzie dzieci krzyczały "Polska! Biało czerwoni!" Tymczasem chcesz popsuć to święto. Za chwilę pojawi się Twoja książka „Pressing”, w której ujawni się polski piłkarz gej. To raczej nie przypadkowy termin...
Założenie, że ujawnienie się piłkarza nie będącego hetero, nawet jeśli na razie fikcyjne, byłoby popsuciem komuś święta jest dosyć kontrowersyjne. Jak na mój gust, to w zasadzie już homofobiczne.
Ja tę powieść napisałem już parę lat temu. W zasadzie chciałem ją wydać przed Euro 2012, ale żadne wydawnictwo się nie zdecydowało. Usłyszałem od kilku dobrych słów. Typu : – „Wow, ale mocny temat, dobry, ciekawa i mocna historia, fajnych masz bohaterów, niezły kryminał z tego zrobiłeś”. Niektórzy wydawcy pytali nawet czy to jest fikcja czy ja znam faktycznie jakiegoś ukrywającego się piłkarza. Zainteresowanie było, jednak równocześnie słyszałem – „daj spokój, dużo za wcześnie na takie historie”.
Dałeś sobie spokój?
Mogłem odpisywać, że nie jest za wcześnie. Tylko właśnie o co najmniej kilkanaście lat za późno, bo jeden piłkarz już przypłacił życiem za ujawnienie orientacji! Więc wpieprzyłem to do szuflady i tak przeleżało 4 lata, aż się nagle zgłosiło wydawnictwo „Magnus”. Powiedzieli, że słyszeli o takiej niewydanej bombie zegarowej, którą podobno gdzieś w szufladzie trzymam i chcą do tego zajrzeć. Zerknęli i zdecydowali, że opublikują. Tu zagrało chyba to, że oni sami poza wydawaniem są też ludźmi związanymi z piłką nożną i czuli chyba, że tego typu temat musi się wcześniej czy później pojawić. Dlaczego więc nie w Euro 2016!
Na okładce jest różaniec zakończony gwizdkiem, czy to nie przesada? Sędziowie piłkarscy też nie lubią homo?
Nie, sędziów bym bronił. Zresztą uczyniłem to też w samej powieści. Według mojej wiedzy z całego piłkarskiego światka arbitrzy są najmniej uwikłani w homofobiczny skansen środowiskiem. Może nawet mogliby stać się tu awangardą, przełamać schemat. Tymczasem tego nie robią, więc i oni wpasowują się świetnie też w ten pseudo-absolutnie heteroseksualny układ. Nigdy bym się nie zgodził, aby zamienić „sędzia kalosz” na „sędzia homofob” to by nie było fair. Oni generalnie chyba po prostu gwiżdżą na to wszystko co się tam dzieje.
No, to z jakiej paki różaniec i gwizdek...
Po pierwsze to dosyć bezpośrednie odniesienie do jednej z kluczowych postaci tej powieści, o której oczywiście opowiadać teraz nie będę. Po drugie, ta powieść jest pełna kontrastów – tego się nie dało uniknąć pisząc o tym zjawisku homofobii – i gwizdek zawieszony na różańcu okazał się świetną klamrą całego tego zjawiska. I wreszcie, po trzecie: autorką okładki jest Marta Frej.
Artystka, ilustratorka i feministka posługująca się bardzo wyrazistym przekazem. Ta okładka, to jej wkład w „Pressing”, zresztą bardzo mi zależało na tym, aby to właśnie Marta ją zaprojektowała. Gdy zobaczyłem to cudo, wiedziałem, że to był jedyny właściwy adres.

Skoro piszesz powieść o geju piłkarzu, to wiesz czy wśród polskich są homoseksualiści?
Czy wśród polskich polityków są geje? A czy wśród polskich pilotów samolotów pasażerskich są geje? Skoro wśród niemieckich czy brytyjskich piłkarzy są geje, także pośród walijskich rugbistów i wśród portorykańskich bokserów – a to wiemy na pewno, gdyż doszło do pojedynczych comingoutów, to są i pośród polskich piłkarzy. Jednak cały problem nie polega na tym, aby ich teraz szukać, którzy, ale zastanowić się, dlaczego akurat wśród milionów piłkarzy na tym świecie, wśród polskich nie ma ani jednego zdeklarowanego geja, który zdecydował się na normalne, otwarte życie. I to jest sedno problemu, który opisuję: futbolowe otoczenie i atmosfera w nim panująca jest tak okrutnie homofobicznie opresyjna, że wciąż musimy sobie zadawać to kretyńskie pytanie, czy wśród polskich piłkarzy są geje, mimo iż doskonale wiemy, że tak jest.
A może na żylecie też zasiadają homo?
Jeżeli „żyleta” jest to dla ciebie synonimem trybuny ultrasowskiej, to myślę że wśród ultrasów znajdziesz więcej osób homoseksualnych niż na niejednej dyskotece.
Ładne! Więcej niż na dyskotece...
Jeżeli zaś „żyleta” kojarzy ci się z jakąś stricte chuliganerską opcją to te proporcje się zmienią oczywiście. Natomiast założenie, że gej nie może być chuliganem jest też samo w sobie homofobiczne. To ślizganie się po stereotypach. Na pewno na części trybun, na których odsetek osób nieheteroseksualnych jest większy lub mniejszy ze względu na kodeks jaki panuje na niektórych sektorach. To samo będzie dotyczyło odsetka kobiet czy osób starszych. Tam już nawet nie każda fryzura jest mile widziana, a co dopiero orientacja seksualna. Po prostu „żylety” filtrują się same tworząc swoistą homogeniczną tkankę. Co zresztą moim zdaniem im nie służy, bo o ile jakaś doza dyscypliny sprzyja dobremu dopingowi płynącemu z trybuny ultras, to już te trybuny, które zamykają się na różnorodność, wiele tracą na swoim klimacie i na kreatywności.
Nie przepadam za tym klimatem. W Polsce pseudokibice wyrośli na obrońców moralności w koszulkach z „żołnierzami wyklętymi”. Co niektórzy krzyczą "zakaz pedałowania”. A może boją się ujawnienia, że oni też „pedałują”?
Zacznijmy od tego, że tylko fragmenty trybun zakazują sobie lub innym tego „pedałowania”. I ja to też w swojej powieści wyraźnie zaznaczam. Tam jest to bardzo dosłownie opisane, jest swoiste „liczenie się kibiców” i próba oszacowania, tego kto na jakim miejscu siedzi na tej homofonicznej karuzeli. Szukam odpowiedzi, jak się zachowa, gdy piłka nożna pokaże swoją niejednoznaczną tożsamość seksualną.
A dlaczego tak uparcie krzyczą o zakazie?
Oczywiście, krzycząca większość jest hetero. Nawet jak przez jakiś moment życia niektórzy z nich czuli, że niekoniecznie, to środowisko postawiło ich do pionu. I tak, część krzyczy nie rozumiejąc po co i dlaczego tak krzyczą. Część krzyczy „zakaz pedałowania”, bo została zwerbowana do organizacji nacjonalistycznych, często na stadionie właśnie. Tak muszą krzyczeć, bo tak jest napisane i wódz źle znosi sprzeciw.
A więc krzyczą niejako z rozkazu. Reszta też?
Wielu krzyczy, bo się geja boi, bo ten strach wynieśli z domu lub z podwórka i na stadionie spotkali setki takich strachliwych jak oni, i wykrzykują ten swój strach co sobotę gromadnie. Jest im wtedy lepiej, dodaje im to siły, jakiegoś spokoju na pewno, że odcięli się od tego czegoś. A że niełatwo się przyznać do tego, że krzyczy się coś ze strachu, kompletnej niewiedzy lub na rozkaz partyjki nacjonalistycznej, bo najpierw w ogóle trzeba zajrzeć w głąb siebie, aby przyczyny tego swojego zachowania rozpoznać, a stadion nie jest faktycznie inkubatorem refleksji, to oni potrzebują jakiegoś sprytnego alibi dla tego strachu i tego nakazu i tej niewiedzy. I tym alibi jest obrona moralności. To się staje nagle takim zbożnym celem, można już z tego być dumnym i krzyczeć dumnie i z misją w gardle, i jeszcze ksiądz i pani premier pochwalą.
Twoja powieść jest tylko fikcja, bo może nie znasz rzeczywistości polskich kibiców i tego co dzieje się w szatniach?
Zbyt wiele lat sam spędziłem na stadionach, zbyt wiele przeczytałem biografii piłkarzy, też tych, którzy dotknęli problemu. Zbyt wiele poznałem opracowań pióra psychologów sportowych, którym piłkarze geje się anonimowo zwierzają, albo wypowiedzi trenerów, jak choćby wypowiedzi trenera zmarłego Justina Fashanu, aby można było powiedzieć, że nie znam tej rzeczywistości kompletnie. Oczywiście masz rację, dużo ciekawiej było by gdyby Robert Lewandowski napisał książkę o tym, jak on postrzega ten fenomen utajania przez tysiące (na skalę światową) mężczyzn uprawiających ten konkretny sport, swojej tożsamości seksualnej.
Chyba takiej książki od Lewandowskiego się nie doczekamy
Mógłbym opisać historię Justina Fashanu i to nie byłaby fikcja. Ale to się wydążyło wiele lat temu, dziś jest rok 2016 i wiele mechanizmów tej homofonicznej piłkarskiej maszyny do ukrywania we własnym łonie homoseksualnych piłkarzy i działaczy, zostało rozpracowanych i opisanych. Więc ja je wszystkie, czy właściwie prawie wszystkie, bo z niektórych zdecydowałem się zrezygnować, zebrałem i wyłożyłem w takiej dosyć przystępnej formie. Bo sama książka jest dosyć wesoła.
No to mniej wesoło. W garażu powiesił się Justin Fashanu, pierwszy gej-piłkarz w Wielkiej Brytanii jak przyjąłeś wieść o jego śmierci?
Dowiedziałem się o tym już sporo po jego śmierci. Jego historia nie była wcale jakoś specjalnie znana. Dopiero po paru latach, gdy ludzie podchodzący krytycznie do futbolu, także do homofobii, dotarli do tej historii i przyjrzeli się mechanizmom, które tam zadziałały, oni odkryli historię Justina Fashanu dla świata. Jak ja się czułem gdy poznałem historię jego śmierci? Gdybym miał to moje odczucie teraz skompresować do jednego zdania, odpowiem tak: poczułem się zażenowany, że coś takiego musi się dziać i jeszcze bardziej, że to się dzieje i nikt nie zgłasza głośno sprzeciwu.
Został zaszczuty? Tego boją się polscy piłkarze geje?
Cały problem zawarty jest w zasadzie w tytule powieści. To kwestia presji na piłkarzu. Presji zarządu klubu, presji menadżerów, presji ze strony kolegów z drużyny, presji ze strony sponsorów, presji ze strony kibiców i dziennikarzy sportowych, presji związanej z ewentualnym załamaniem się kariery, etc. Więc to jest wszechobecny i permanentny pressing. Najciekawsze jest to, że tak zaprogramowany, tak skuteczny, tak wtopiony w piłkarski światek, że w zasadzie nie musi być ta presja wypowiadana, wystarczy że wisi sobie w powietrzu. Oczywiście poza okrzykami strachu z trybun, ale ich nawet często piłkarze nie biorą tak serio. I to jest coś, co było dla mnie najistotniejsze w mojej książce. Aby w tej tragikomedii pokazać złożoność problemu, aby nie sprowadzać tego do stadionowych sektorów, bo są one tylko małym wycinkiem całej układanki.
Wśród polskich piłkarzy nie ma gejów. A jak to wygląda w Niemczech?
Oczywiście, że są! Natomiast w Niemczech szacuje się, że w wyższych ligach co 10-20 zawodnik jest gejem, czyli w zasadzie oglądając dowolny mecz Bundesligi mamy na boisku 1-2 graczy homoseksualnych, którym kibicujemy, którzy strzelają bramki, faulują, przepychają się na polu karnym. Normalna sprawa. Nienormalne jest to, że przez całą swoją karierę, de facto 1/3 swojego życia muszą udawać hetero. Często zresztą, i to też jest dowiedzione, są w tym tak nadgorliwi, że są największymi homofobami w szatni.
Dlaczego ciebie interesuje temat homofobii w piłce?
Futbolem interesuję się od dziecka. Od zawsze szlajałem się po stadionach świata, od 3 ligi peruwiańskiej po finały europejskich pucharów – wszystko mnie interesuje, choć głównie od strony socjologicznej czy kulturowej. Zresztą jestem współzałożycielem i aktywnym członkiem klubu piłkarskiego AKS ZŁY. A zarazem, czuję od zawsze wewnętrzną potrzebę zmagania się z wykluczeniami i opresyjnymi zjawiskami społecznymi. Homofobia jest tu we współczesnej Europie, zwłaszcza Wschodniej, sporym problemem. Przebywając przez wiele lat w Niemczech mogłem śledzić i brać bezpośredni udział w debatach wokół tej tematyki. Po powrocie do Polski nie mogłem uwierzyć jaka posucha wokół tych kwestii panuje tutaj. Szukałem akurat pomysłu na kolejną powieść i tak powstała historia chłopaka z pod Sochaczewa, który zawrócił bieg polskiej piłki nożnej.
Gej spod Sochaczewa! No, proszę ciebie...
Zresztą dla mnie to nie jest temat skończony. Kończę właśnie pisanie scenariusza, adaptacji „Pressingu”. Co ciekawe, już teraz widzę, że reakcje filmowców na propozycję podjęcia tego tematu są analogiczne jak wydawców 5 lat temu. No, bo kto się odważy wyłożyć kasę na ekranizację takiej historii i to jeszcze w epicentrum Dobrej Zmiany?! Tu trzeba mieć nie tylko kapitał ale i jaja.

Od coming outu Justina Fashanu minęło sporo lat. Złamał tabu. Teraz pewnie polski piłkarz gej nie byłby już sensacją.
I to jest właśnie kluczowe pytanie, które zadaję w mojej książce. Byłby sensacją czy nie byłby? I dla kogo? I jakie były by adekwatnie konsekwencje. To niestety, niesamowita odpowiedzialność spoczywa na polskich dziennikarzach. Jak się obejdą z tematem. Czy będzie to właśnie pogoń za sensacją, czy idealny moment aby zadać głośno i przedyskutować na spokojnie te wszystkie pytania, które ja poutykałem w „Pressingu”. Pierwszy coming out w polskim futbolu albo niesamowicie wiele zmieni całe to środowisko futbolowe, być może wręcz odmieni całkowicie atmosferę wokół piłki nożnej w Polsce, albo wprost przeciwnie, zamknie jeszcze szczelniej ten piłkarski skansenik. To będzie dla was, dziennikarzy, ważny sprawdzian. Zresztą ja się z wami w „Pressingu” dosyć konkretnie rozprawiłem.

No, cóż. Dziękuję za rozmowę.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl