Szczepan Twardoch zadrwił ze "strasznych skutków rozdawnictwa państwowych pieniędzy". Jego post o 500 plus został udostępniony już ponad 1000 razy.
Szczepan Twardoch zadrwił ze "strasznych skutków rozdawnictwa państwowych pieniędzy". Jego post o 500 plus został udostępniony już ponad 1000 razy. fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Mikołejko. Kalicińska. Twardoch. Elita zawzięcie dyskutuje o swoim największym tabu. Słowie na K. Określeniu, które dotychczas, jak imię Voldermorta, nie mogło być wypowiadane na głos, chyba że w niszowych periodykach lewicujących intelektualistów. Klasa społeczna znów stała się tematem gorących debat.

REKLAMA
Ta zmiana to coś, za co można bez ironii podziękować PiS-owi, choć nie tylko jemu. Minęło niemal 30 lat od rozpoczęcia transformacji ustrojowej, dzięki czemu niezaprzeczalny fakt, że społeczeństwo jest podzielone klasowo, wielu, zwłaszcza młodszym ludziom, nie kojarzy się już z przaśnymi absurdami poprzedniego ustroju ani jego groźnym obliczem.
Choć – jak słusznie zauważył Galopujący Major – za sukcesem wyborczym PiS-u nie stoją wyłącznie kwestie socjalne, to jednak byt to sprawa, której nie należy lekceważyć. To kwestia społecznego instynktu samozachowawczego. I choć gniewne przestrogi Twardocha o wieszaniu "dystrybutorów klasowej pogardy" na latarniach mogą się wydawać przesadzone, to ma rację gdy podkreśla, że duże rozwarstwienie społeczne prowadzi do niepokojów społecznych. Ideologia? Raczej biologia.
Badania naukowe sugerują, że naczelne (rząd ssaków do którego należy także homo sapiens sapiens) są wyczulone na sprawiedliwość.
Pytanie o sprawiedliwość
Problem pojawia się, gdy sprawiedliwość trzeba zdefiniować. Na pytanie o to, czym jest sprawiedliwość, w tym sprawiedliwość społeczna, próbowało odpowiedzieć wiele wybitnych umysłów. Oczywiście, jak to zwykle bywa z filozofią, tych odpowiedzi jest mniej więcej tyle, co mądrych głów, które nad tematem się pochyliły.
Koncepcja klasy społecznej pojawiła się w początkach XIX wieku, wraz z ogromnymi zmianami w strukturze społecznej i ekonomicznej w Europie wywołanymi początkiem rewolucji przemysłowej. Wbrew powszechnemu przekonaniu Karol Marks nie był pierwszym myślicielem, który się do niej odwoływał, ale jego koncepcje miały tak potężną siłę uderzeniową, że dzisiaj "klasa" kojarzy się właśnie z „Manifestem komunistycznym”.
Alergia na Marksa
Właśnie dlatego w III RP o klasie społecznej rozmawiało się mało i niechętnie. Cała koncepcja kojarzyła się z komunizmem, PRL-em, rosyjską hegemonią, żelazną kurtyną. Lata 90-te to był czas „Końca historii” Fukuyamy – okres, w którym nowoczesny, liberalny kapitalizm miał być ostatecznym modelem życia społecznego i gospodarczego. Historia się skończyła, zderegulowany rynek zapewni wieczny wzrost gospodarczy, a wieczny wzrost poprzez „trickle down economy” doprowadzi do bogacenia się całych społeczeństw i wyeliminowania skrajnej biedy. Kurtyna.
Ale tak się nie stało. Od lat 70-tych zarobki szeregowych pracowników w Stanach Zjednoczonych w przełożeniu na siłę nabywczą pozostają praktycznie takie same. Tymczasem dramatycznie rosną nierówności społeczne. Postępująca liberalizacja rynku w latach 90-tych doprowadziła do wielkiego kryzysu gospodarczego z 2008 roku. Te problemy powodują, że nierówności, a co za tym idzie klasy społeczne, są tematem ożywionej debaty na świecie.
Ciastko za szybą
W Polsce tymczasem zajmowaliśmy się wychodzeniem z komunizmu, gonieniem za zachodem. Regularnie obiecywano nam, że musimy się jeszcze trochę poświęcić. I jeszcze trochę. Owszem, przyznawano, były „ofiary transformacji”, byli „rozczarowani transformacją”, ale – tłumaczono – to ludzie, którzy nie rozumieją, że ostatecznie to dla ich dobra.
"Wielki Gatsby"
Francis Scott Fitzgerald

Gatsby wierzył w zielone światło, w orgiastyczną przyszłość, która rok po roku ucieka przed nami. Wymknęła się nam wówczas, lecz to nie ma znaczenia - jutro popędzimy szybciej, otworzymy ramiona szerzej... I pewnego pięknego poranka... Czytaj więcej

Więc elity wierzyły w "zielone światło". Jak pisze Marcin Król w boleśnie szczerej książce "Byliśmy głupi", święcie wierzyły w „trickle down economy”, w niskie koszty pracy, dzięki którym powstaną nowe miejsca pracy, a te z kolei przyniosą dochód który podniesie popyt… w krąg wiecznej prosperity. Wierzyły też, że Polacy po jakimś czasie docenią strategię ciągłych wyrzeczeń.
Ośmioletnie rządy Platformy Obywatelskiej oceniać można różnie, ale wskaźniki gospodarcze podniosły się znacząco. Polacy zapragnęli więcej. Teraz. Rządy PiS to dobry moment, by dostrzec doświadczające niesprawiedliwości grupy społeczne, lub wręcz przeciwnie, zarzucić im chciwość i stwierdzić, że zostali „kupieni”. Tyle, że wybór tej drugiej opcji, przyniesie jeszcze większe poparcie PiS-owi.
Kto ma rację w naszej nowej dyskusji nad klasą społeczną, nad nierównościami i sprawiedliwością? Czy powinniśmy wciąż cierpliwie czekać na orgiastyczną przyszłość, znieść jeszcze trochę poświęcenia, czy może ten piękny poranek jednak nadszedł i czas zająć się redukowaniem nierówności?

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl