
Nasza reprezentacja nie zawiodła. Piłkarze odnieśli historyczne zwycięstwo w meczu z Irlandią Północną, a zdobyte przez nich 3 punkty pozwalają patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem. Wygrywając mecz otwarcia na wielkim europejskim turnieju, podopieczni Adama Nawałki już trafili do kronik. I tylko szkoda, że w większości miast ich sukces celebrowany jest głównie w domach, pubach i w ogródkach piwnych. Mamy jeden nieco szalony pomysł.
REKLAMA
Kibice powinni mieć możliwość wyrażania swoich emocji, kibicowania. Muszą mieć odpowiednie miejsce, żeby wykrzyczeć swoją radość z bramki czy złość, gdy prowadzi drużyna przeciwna. Takim miejscem są stadiony. A przecież nic tak nie podkreśla rangi imprezy jak możliwość kibicowania na Stadionie Narodowym. Dlaczego zatem stadion wciąż jest pusty, gdy gra nasza reprezentacja?
Idealnym przykładem, jak można kibicować są trwające właśnie finały NBA. Seria meczów z najwyższej półki, wielkie pieniądze i jeszcze większe emocje. Spotkania rozgrywane są w dwóch miastach obu drużyn: Cleveland (Cavaliers) i Oakland (Golden State Warriors). Poza standardowymi strefami kibica są także te mniej standardowe. Jedną z nich można było zobaczyć np. podczas czwartego meczu rozgrywanego w Cleveland. Kibice z oddalonego o cztery tysiące kilometrów Oakland mecz swojej drużyny mogli obserwować… na swojej hali. Wpuszczono do niej kibiców, którzy oglądali mecz na wielkich telebimach. Organizatorzy zrobili z tego wydarzenie na miarę tradycyjnego meczu z tym, że… zawodników tam nie było. Nie przeszkadzało to jednak nikomu w szalonym kibicowaniu, a sama hala była wypełniona po brzegi.
Dlaczego nie zrobić tego samego na Euro?!
W tym roku kameralnie
W Polsce jak długa i szeroka wiszą w oknach polskie flagi, samochody jeżdżą z zamontowanymi biało-czerwonymi chorągiewkami i osłonami na lusterka boczne w barwach narodowych. Wczoraj na godzinę przed meczem w delikatesach na warszawskiej Białołęce były prawdziwe tłumy ludzi ubranych jak na mecz – czapeczki, szaliki, biało-czerwone koszulki. Kupowali piwo, chipsy i orzeszki. Z rozmów prowadzonych przy kasie wynikało jednoznacznie, że mecz będą oglądać w domu. W mniejszych lub większych grupach znajomych siedzących przed telewizorem.
W Polsce jak długa i szeroka wiszą w oknach polskie flagi, samochody jeżdżą z zamontowanymi biało-czerwonymi chorągiewkami i osłonami na lusterka boczne w barwach narodowych. Wczoraj na godzinę przed meczem w delikatesach na warszawskiej Białołęce były prawdziwe tłumy ludzi ubranych jak na mecz – czapeczki, szaliki, biało-czerwone koszulki. Kupowali piwo, chipsy i orzeszki. Z rozmów prowadzonych przy kasie wynikało jednoznacznie, że mecz będą oglądać w domu. W mniejszych lub większych grupach znajomych siedzących przed telewizorem.
Cztery lata temu w wielu polskich miastach były zorganizowane strefy kibica. Tysiące ludzi na wielkich placach oglądało mecze polskiej reprezentacji. Choć nie było zwycięstw, to i tak tłumy kibiców emocjonowały się zmaganiami piłkarzy. Były wielkie nadzieje, pozostał niedosyt po występach kadry i wspomnienie wspaniałej zabawy. O ile o grze naszej reprezentacji nie można było cztery lata temu napisać wielu pochlebnych słów, o tyle o polskich kibicach rozpisywały się gazety w całej Europie. Byli najlepsi. Pewnie wciąż są.
Aż się prosiło, żeby i w tym roku zorganizować strefy kibiców. Nie muszą być na ulicach, wcale nie trzeba zamykać pół miasta. Wystarczy otworzyć dla kibiców stadiony i transmitować mecz na telebimach. Ktoś się będzie śmiał, że ludzie przyszli na mecz, kiedy zawodnicy są tysiące kilometrów stąd? A co za różnica, gdzie są, kibice przyszli kibicować. Przecież będąc na meczu też często oglądamy go patrząc na telebimy, a nie murawę. Zawodnicy nie usłyszą? To prawda. Nasze wrzaski w domach czy pubach też do nich nie dotrą. A wrzeszczymy...
Chodzi o to, że kibice podczas meczu czują wspólnotę. Gra ich ukochana drużyna, więc wrzeszczą, machają flagami i kibicują ze wszystkich sił. Im więcej kibiców uda się zebrać w jednym miejscu, tym zabawa jest lepsza. Nie sposób porównać ryku 50 tysięcy gardeł z krzykiem kilku osób siedzących w domu przed telewizorem.
Czy taki scenariusz jest realny? Pewnie już za późno, ale sprawdziliśmy, czy moglibyśmy tysiącami pójść oglądać mecze na stadionach.
– Przygotowaliśmy ofertę na stworzenie strefy kibica – przyznaje Łukasz Borowicz z zespołu ds mediów INEA Stadion w Poznaniu. – Możemy pomieścić ponad 43 tysiące kibiców, którzy na stadionie mogliby oglądać transmisję meczu. Z tego co wiem, nasza oferta stworzenia strefy kibica była najlepsza i zyskała pozytywną opinię, ale... została odrzucona. Miasto nie miało pieniędzy – dodaje Borowicz. To samo usłyszeliśmy gdy udało nam się dodzwonić do Wrocławia i Gdańska. Wszędzie brakuje pieniędzy w miejskiej kasie. Ale chyba nie trzeba mieć wątpliwości, że znalazłoby się wystarczająco dużo chętnych, by nawet trochę zapłacić za frajdę "oglądania" meczu na wielkim stadionie? Bilety po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt złotych rozeszłyby się jak ciepłe bułeczki.
Na początku lipca w Warszawie odbędzie się szczyt NATO. Choć terminy nie kolidują z meczami grupowymi polskiej reprezentacji, to z uwagi na rangę gości, którzy przyjadą do Warszawy podjęto decyzję, Stadion Narodowy już na kilka tygodni wcześniej jest zamknięty dla zwiedzających. Stref kibica nie będzie też na placach i skwerach. – Zrezygnowaliśmy z przygotowania stref kibica w Warszawie – tłumaczy rzecznik stołecznego ratusza. Jego zdaniem, nie dało się pogodzić szczytu i stref kibica w tym samym czasie, byłoby to zbyt dużym obciążeniem logistycznym dla służb mundurowych.
Brak pieniędzy
Problemem są koszty. Za samą transmisję spotkań na telebimie postawionym na placu Defilad w Warszawie miasto musiałoby zapłacić 246 tysięcy złotych. Takie są koszty licencji, którą trzeba by zapłacić Polsatowi. Władze miasta nie zdecydowały się podjąć wyzwania finansowego.
Problemem są koszty. Za samą transmisję spotkań na telebimie postawionym na placu Defilad w Warszawie miasto musiałoby zapłacić 246 tysięcy złotych. Takie są koszty licencji, którą trzeba by zapłacić Polsatowi. Władze miasta nie zdecydowały się podjąć wyzwania finansowego.
Polsat wykupił prawa do transmisji meczów i każe sobie słono płacić wszystkim, którzy ustawią telewizor i zorganizują publiczne kibicowanie. Obojętne, czy to pub czy stodoła, jeśli ktoś organizuje publiczne kibicowanie to płacić musi. Według cennika Polsatu, lokal do 50 m kw. to kwota około 1250 zł. Za lokal o wielkości 1000 m kw. to już wydatek 20 tysięcy brutto. Trudno się dziwić, że przy takich stawkach samorządy nie zdecydowały się na organizowanie stref kibica. Same nie były w stanie udźwignąć kosztów, a sponsorzy jakoś nie walili drzwiami i oknami.
Strefa kibica powstała w Zabrzu, gdzie na promenadzie Areny Zabrze kilkaset osób może wspólnie kibicować. To wyjątek, inne śląskie samorządy w większości zrezygnowały z tego pomysłu. Ciekawa argumentacja pojawiła się w Żywcu, gdzie samorząd nie robi stref kibica, by nie podbierać klientów właścicielom barów i restauracji. Jak twierdzi Antoni Szlagor, burmistrz Żywca, odbieranie im możliwości zarabiania byłoby ze strony władz miasta nie fair.
Na horrendalnie wysokie stawki skarżą się władze Łomży. Z kolei w Białymstoku rozważano pomysł oglądania meczów na miejskim stadionie. Byłoby prawie jak w Cleveland czy Oakland, choć stadion jakby troszkę mniejszy. Niestety, trzeba było zrezygnować z tego projektu, nie można było rozstawić ekranów na cały czas trwania Euro 2016. W tym czasie na stadionie zaplanowanych jest kilka innych imprez, jak koncert disco polo, czy występy kabaretowe.
Cztery lata temu strefa kibica w Warszawie skupiała na meczach reprezentacji około 100 tysięcy osób. To był niewątpliwy sukces organizacyjny, a polscy kibice udowodnili, że potrafią się wspólnie bawić. Co więcej – chcą to robić. Chwilę po odpadnięciu Polski z turnieju pojawiły się apele, żeby organizować strefy kibica na wszystkie mecze reprezentacji. Władze Warszawy studziły emocje, zwracając uwagę na wysokie koszty, odrzuciły możliwość organizowania stref na wszystkie mecze. Organizacja strefy cztery lata temu kosztowała w Warszawie około 35 mln złotych. Część tej kwoty wyłożyła UEFA.
Czy za sukcesem przyjdą pieniądze?
Samorządy policzyły pieniądze i zrezygnowały z organizowania kibicom masowych transmisji z meczów. Teraz kibicom pozostaje liczyć, że nasza kadra będzie miała więcej sukcesów niż cztery lata temu. Może za sprawą ich gry, przy okazji następnych wielkich imprezach piłkarskich więcej firm będzie chciało budować swój wizerunek w oparciu o sponsorowanie stref kibica. Sukcesy kadry często przekładają się na sukcesy finansowe sponsorów.
Samorządy policzyły pieniądze i zrezygnowały z organizowania kibicom masowych transmisji z meczów. Teraz kibicom pozostaje liczyć, że nasza kadra będzie miała więcej sukcesów niż cztery lata temu. Może za sprawą ich gry, przy okazji następnych wielkich imprezach piłkarskich więcej firm będzie chciało budować swój wizerunek w oparciu o sponsorowanie stref kibica. Sukcesy kadry często przekładają się na sukcesy finansowe sponsorów.
A Euro 2016 będziemy oglądać w knajpie lub w domu, przy chipsach, piwie i orzeszkach. Oczywiście najlepiej w gronie znajomych, nie ma to jak wspólne kibicowanie. Następna okazja do trzymania kciuków za kadrę Adama Nawałki będzie już w czwartek – z Niemcami.
A teraz wyobraźcie sobie, jak byłoby fajnie oglądać to razem z kilkudziesięcioma tysiącami ludzi na stadionie...
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
