Kunta Kinte, wojownik z Gambii który trafia jako niewolnik do Ameryki, to pierwszy bohater epickiej opowieści o walce o dosłowne i metaforyczne przetrwanie.
Kunta Kinte, wojownik z Gambii który trafia jako niewolnik do Ameryki, to pierwszy bohater epickiej opowieści o walce o dosłowne i metaforyczne przetrwanie. fot. materiały prasowe

To nie jest odpowiedni film do obiadu, bo od samego oglądania można dostać mdłości. To brutalna, społeczno-historyczna wiwisekcja, która ma przemówić do młodych ludzi. Epicka opowieść o próbie zachowania tożsamości w niewolniczej Ameryce, która zachwyciła Baracka Obamę i skłoniła wielu Afroamerykanów do poszukania swoich korzeni.

REKLAMA
Jest niepokojąco aktualna teraz, gdy Afroamerykanie muszą wychodzić na ulice i do mediów społecznościowych z hasłem #BlackLivesMatter (Czarne życia się liczą), bo biali policjanci nadal zabijają ich strzałem w plecy pod byle pretekstem.
W samym środku rasowej rewolucji lat 70-tych, zaczęło się od bijącej rekordy popularności książki "Roots" (Korzenie) Alexa Haleya (1976), który przedstawił w niej fabularyzowaną historię swojej rodziny. Potem przyszedł oszałamiający sukces serialu pod tym samym tytułem (1977), zrobionego na jej podstawie.
Zarówno film, jak i książka zyskały status kultowych dzieł wpisujących się w ruch na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów. Teraz "Roots" wraca na ekrany w nowej odsłonie. Czy będzie fenomenem porównywalnym z oryginałem?
logo
W "Roots" grają takie gwiazdy jak Forest Whitaker, Anika Noni Rose czy Anna Paquin, ale jest też wielu świetnych, mniej znanych aktorów z różnych stron świata. fot. HollywoodReporter.com
Wiele wskazuje na to, że nowe "Roots" mają szanse na sukces. Serial sprzed 40 lat, choć ikoniczny, trochę się zestarzał, przez co nie wpasowywał się we wrażliwość i oczekiwania młodych ludzi.
W nowej wersji "Roots" akcja jest tak wartka, że trzeba oglądać uważnie, by się nie pogubić. Nie ma też charakteryzującego oryginał sentymentalizmu i niedomówień.
Okrucieństwo białych wobec czarnych jest pokazywane bez znieczulenia, z którego niektórzy czynili zarzut oryginałowi. Krew, pot i łzy leją się strumieniami. A gdy pokazywana jest scena biczowania lub okaleczenia, kamera nie ucieka poetycko w niebo, tylko pokazuje wszystkie brutalne szczegóły. I zwraca uwagę na kwestię płci - niewolnice, oprócz wykonywania pracy ponad siły tak jak czarni mężczyźni, były gwałcone i rozmnażane dla zysku przez białych.
Jest to niezbędne w serialu, który ma ukazać dehumanizację osób o czarnym kolorze skóry przez białych mieszkańców Ameryki. A na tle rasistowskiego barbarzyństwa rozgrywa się codzienna walka niewolników o zachowanie swojej tożsamości kulturowej, o pamięć przodków.
"Twoje imię jest twoją tarczą" to słowa, dzięki którym kolejnym pokoleniom czarnoskórych ludzi udaje się przetrwać coś gorszego od śmierci. Afrykańskie zwyczaje są przekazywane dzieciom przez rodziców, upływ czasu stapia dziedzictwo różnych plemion, niektóre rzeczy zacierają się w pamięci, inne są kontynuowane, choć już nikt nie pamięta dlaczego.
Kręcenie "Roots" było ciężkim przeżyciem emocjonalnym dla aktorów i aktorek. Odtwórca roli pierwszego głównego bohatera Kunta Kinte, czyli rewelacyjny Malachi Kirby, wspomina, że po jednej z wyjątkowo brutalnych scen, biały aktor, który odgrywał jego oprawcę, rozpłakał się i zaczął go przepraszać. Dla reżyserów szczególnie trudna była praca z dziećmi, które na potrzeby filmu uczono rasistowskich zachowań i kwestii.
W wywiadzie dla "The Hollywood Reporter" mówi, że cieszy się z żywiołowej reakcji publiczności na serial, a zwłaszcza z tego, że po seansie widzowie są poruszeni i bogatsi o wiedzę, która pozwala im zrozumieć amerykańską historię, a nie rozgniewani. Ale serial to nie tylko beletryzowana lekcja historii. To także zachęta dla afroamerykańskich widzów, by poszukali swoich afrykańskich korzenie i narzędzia, żeby to zrobić.
Kanał "History", który wyprodukował "Roots", oraz Freedmen's Bureau Project, digitalizują setki tysięcy dokumentów historycznych, by Afroamerykanie mogli poznać swoje korzenie. I to może być prawdziwie rewolucyjny efekt tego wstrząsającego serialu.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl