Yoram Reshef, niegdyś oficer izraelskiego lotnictwa, dziś robi biznes w Warszawie.
Yoram Reshef, niegdyś oficer izraelskiego lotnictwa, dziś robi biznes w Warszawie. archiwum prywatne

Dwie charakterystyczne kopuły budynków górują nad warszawską dzielnicą Ochota. W jednej – Blue City, urzęduje emerytowany oficer izraelskiego lotnictwa, uczestnik bitew na Bliskim Wschodzie. Druga to srebrzysty meczet, z półksiężycem pod którym modli się mułła i jego wierni.

REKLAMA
Dzięki sąsiedztwu meczetu centrum handlowe Blue City zapełnia się w piątki klientelą w dżalabijach. Zamawiają kebab z certyfikatem halal i wyciągają portfele. Co na to weteran wojenny? Rozkłada ręce, bo trochę brak mu słów do skomentowania tego nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności : – Może po prostu to inne czasy – mówi Yoram Reshef.
Przeżył trzy wojny izraelsko-arabskie, jest emerytowanym oficerem izraelskiego lotnictwa. Wprawdzie dziś Yoram Reshef jest statecznym biznesmenem, ale pamiątki przeszłości trzyma w biurze na honorowym miejscu. Czasem ciągnie wilka do lasu dlatego czyta i komentuje wszystko, co dzieje się w polskiej armii.
— Kiedy widzę tych naszych pilotów Jastrzębi, to trochę się dziwię, że są jacyś tacy… starzy. Jak ktoś ma 40 lat i więcej, to kiedy przyjdzie do prawdziwej akcji, nie ćwiczeń, to z tyłu głowy zapala się lampka. Ryzykuję życiem, ale co z moją rodziną – mówi emerytowany pułkownik Reshew. – Dla mnie pilot bojowej maszyny powinien mieć 20 lat i krew w oczach. Cechować się instynktowną agresją i brakiem innych życiowych zobowiązań – dodaje.
Polskie Top Gun
To tak a propos ostatniego newsa o wysyłaniu na Bliski Wschód polskich pilotów. Antoni Macierewicz nieoczekiwanie ogłosił, że Polska przystąpi do koalicji przeciwko ISIS i wyśle 4 samoloty F-16 i 200 osób personelu naziemnego. Będą operować z terytorium Kuwejtu i Iraku. Cel? Siedliska terrorystów w Syrii.
– Delikatnie mówiąc dzisiejsi Polscy piloci nie pasują za bardzo do tej bajki, mimo wielkiej tradycji i historii – komentuje Reshef. Możecie powiedzieć, że to opinia weterana-biznesmena, a nie eksperta. Jest jednak o tyle ciekawa, że wynika z własnych doświadczeń. Reshew był uczestnikiem Wojny sześciodniowej w 1967 roku, Wojny na wyczerpanie w latach 1967-1970, a także kampanii Jom Kippur w 1973 roku. W każdej z tych operacji ginęli izraelscy piloci. Chociaż w biznesowym światku mówią o nim z szacunkiem "pułkownik Reshef", on sam nie chce jednak wspominać tamtych wydarzeń.
Trudno nie zauważyć, że polskie Top Gun to klub dżentelmenów w co najmniej średnim wieku. Zasłużenie nazywani elitą są ulubieńcami mediów, a w wywiadach opowiadają o rodzinach, dzieciach. Są nawet tacy, którzy dziwili się, gdy na szkoleniu w USA instruktor mówił im wprost „Zabij go!”, a przycisk odpalający rakiety w gwarze pilotów nazywa się „Fuck you”. – To, do czego służy ten samolot piloci uświadomili sobie dokładnie podczas szkolenia – wspomina jeden z polskich pilotów Jastrzębi.
W polskich siłach powietrznych F-16 faktycznie zostają najbardziej doświadczeni piloci. To najcenniejsze maszyny w polskiej armii, więc stery samolotów przejmują piloci dopiero po latach służby i tysiącach godzin wylatanych godzin na innych samolotach. Siłą rzeczy blisko im już do emerytury. Tak było choćby w przypadku Krystiania Zięcia, który latanie na F-16 rozpoczął po „trzydziestce”, a w wieku 42 lat przeszedł na emeryturę. Jeden z najmłodszych polskich pilotów pilotów F-16 ma 32 lata. Trzeba dodać, że jak standardy US Air Force jest już właściwie dość stary, bo według statystyk amerykańskich sił powietrznych trzon pilotów bojowych to osoby w wieku 25-34 lat. Do tego Amerykanie precyzyjnie podają, że 57 procent pilotów nie założyła jeszcze rodzin. Oczywiście regulamin tego nie zabrania, ale piloci mają świadomość ryzyka służby.
Biznes weterana
Yoram Reshef opowiada, że z tego względu dopiero po zakończeniu kariery wojskowej, czyli wieku 40 lat mógł się zająć ułożeniem sobie prywatnego życia. Ta historia jest może nawet bardziej sensacyjna niż szlak bojowy pułkownika. Postanowił zająć się biznesem i został dyrektorem generalnym trzech fabryk w Izraelu. Ponieważ urodził się w Polsce, a nawet nie mówił w naszym języku wkrótce potem postanowił odwiedzić kraj przodków. Przyjechał nad Wisłę pod koniec lat 90. Spodobało mu się na tyle, że postanowił znaleźć sobie pracę. Jako były wojskowy i ekspert do spraw bezpieczeństwa miał wybudować chronione osiedle mieszkaniowe w Józefosławiu.
– To były lata wysokiej przestępczości w Warszawie i moja propozycja zabezpieczenia domów bardzo przypadła do gustu klientom. I chociaż na budownictwie słabo się znałem, wkrótce potem inny inwestor poprosił mnie o zrealizowanie kolejnego kontraktu – wspomina Reshef.
logo
Tuż przed otwarciem Galerii Mokotów. fot. WO / Agencja Gazeta
Tak został szefem budowy Galerii Mokotów, gdzie wprowadził iście wojskową dyscyplinę. Codziennie wczesnym rankiem , wraz z kilkunastoma współpracownikami architektami, inżynierami, wykonawcami, robił obchód budowy. Z planami w rękach pytał, kiedy pojawi się ta ściana, osobiście sprawdzał ułożenie płytek na podłodze i temu podobne. Budowę galerii "na gotowo" zrealizował w dwa lata i dwa miesiące. Centrum handlowe szybko okazało się żyłą złota dla jej inwestorów – to także kapitał izraelski. Reshef otrzymał więc wkrótce kolejną propozycję.
Kilkoro międzynarodowych inwestorów w tym: prawnik Michaela Jacksona czy rodzina założycieli producenta jeansów Jordash odkupili od Turków udziały w centrum handlowym Blue City w Warszawie. Reshew dostał zadanie ożywienia niemrawo kręcącego się biznesu.
– Byłem wręcz zły. Zastałem dziwaczny budynek z labiryntem schodów i wind, w którym gubili się klienci. Rozczarowani byli przedsiębiorcy – właściciele sklepów. Tę smutną atmosferę dopełniały przygaszone światła i spory kredyt na inwestycji – opowiada dalej Reshef. Co zrobił? Po pierwsze zapalił światła, ale to oczywiście za mało. Ponieważ mało kto chciał otwierać nowe sklepy, osobiście wskoczył w samolot by polecieć do Hiszpanii i przekonać menedżerów Inditexu do otwarcia dużego salonu Zary.
Potem ściągnął handlowców, których nie miały inne warszawskie centra handlowe. Tak otworzył się pierwszy sklep TKMaxx i pierwszy sklep zabawkowego potentata Toys R Us. Planowany w Blue City hotel zamienił na biura – co dało dodatkowo 3 tys. osób, które w trakcie pracy i przerw lunchowych korzystają z restauracji i usług, czyli wydają dopiero co wypłaconą pensję.
Dzięki temu w ubiegłym roku Blue City spłaciło ostatnią transzę ze 158-milionowego kredytu z którego finansowano budowę i inwestycje. A sam Reshef przedstawia siebie jako jednego najlepszych znawców rynku i menedżerów centrów handlowych w Polsce.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl