123rf zdjęcie seryjne / Yulia Grogoryeva

Większość z nas mogłaby powiedzieć większości z nas przyjacielskie „mam tak samo jak ty” i poklepać się z rezygnacją po plecach. Bo niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto choć raz nie obiecywał sobie, że będzie więcej czytać / w końcu przeczyta „W poszukiwaniu straconego czasu” (w całości).

REKLAMA
Jesień sprzyja nowym lekturom. Tych, którzy kiedyś próbowali archaicznej przyjemności czytania, nie muszę przekonywać, że warto. Nie polecamy żenujących romansideł i kryminalnych cegieł, które czyta się w cztery wieczory, a zapomina w kolejne dwa, ani też gorących nowości, ale jedynie książkiprzez nas przeczytane i polecane z czystym sumieniem. Wszystkie z nich to przyzwoity kawałek literatury, ale przede wszystkim porywające historie, inteligentna rozrywka i idealne dopełnienie koca i kubka herbaty.

„Dom duchów” Isabela Allende
logo
Powieść jest do dziś jedną z najlepiej sprzedających się książek iberoamerykańskich w historii książka - materiały promocyjne, zdjęcie Isabel Allende: Wikimedia Comons (Mutari)
Zachwyca was „Amelia” czy książki Schulza i Hrabala? Czas sięgnąć po „Dom duchów” chilijskiej pisarki Isabeli Allende. Na pozór to saga rodzinna przypominająca odrobinę „Sto lat samotności” Marqueza. Oto mamy przeplatające się losy trzech pokoleń żyjących na przestrzeni XX wieku w Ameryce Południowej. To opowieść o cholerycznym seniorze rodu Estebanie Trueby, ale przede wszystkim o trzech niezwykłych kobietach. W tym o obdarzonej zdolnościami paranormalnymi Clarze.
Realizm magiczny nie jest tylko stylizacją w której ramach można spotkać mówiące zwierzęta i duchy przodków. To raczej konwencja mająca za zadanie odbijać egzotykę Ameryki Południowej. Nie chodzi jednak o egzotyczną faunę i florę, a o podejście mieszkańców kontynentu do życia. Bohaterowie nie są racjonalni, bliższy od cywilizacji jest dla nich świat przyrody, a wiara w Boga łączy się bez zgrzytów z wierzeniami przodków. Magiczna saga Allende jest bardzo zmysłowa, pełna zapachów, obrazów i ulotnych wrażeń. Taki tymczasowy substytut urlopu w Argentyny albo w Chile.
„Chéri" Colette
logo
Okładka polskiego wydania książki, która okazała się nakładem wydawnictwa W.A.B. i Colette w 1907 roku na zdjęciu z przedstawienia teatralnego w którym wówczas grała materiały promocyjne, Wikimedia Commons
Collette jest jedyną jak dotychczas Francuzką, która doczekała się państwowego pogrzebu i autorką w Polsce wciąż niemal nieznaną. Być może dlatego, że jako pierwsza pisarka w historii opisywała z kobiecej perspektywy seks i zmysłowość, a na takie motywy w Polsce długo nie był ani czytelnika ani klimatu. „Chéri” to krótka powieść o romansie przekwitającej kobiety z synem przyjaciółki, osadzona w Paryżu, w latach 20. Lea majątek zdobyła jako luksusowa prostytutka, nie ma w niej jednak nic z wulgarności. Jest kobietą inteligentną, wrażliwą i kochającą piękne przedmioty. Ciężko znosi pierwsze symptomy utraty urody, które przy młodym kochanku wydają się jej aż nazbyt jaskrawe. Kobieta coraz wyraźniej zdaje sobie sprawę, że ten związek musi się skończyć, żeby 30-letni już Chéri założył rodzinę, a ona mogła zestarzeć się z godnością.
Powieść Colette, oparta częściowo na jej osobistych doświadczeniach, to subtelne studium namiętności kobiety dojrzałej, która uczy się zgody na zmiany zachodzące w jej ciele. To także opowieść o miłości wychodzącej poza schematy mieszczańskich przyzwyczajeń i „50 twarzy Greya" roku pańskiego 1920. Potencjał fabularny powieści wykorzystał też Stephen Frears, reżyser oscarowej „Królowej", który w 2009 nakręcił film na podstawie książki, w roli Lei obsadzając Michelle Pfeiffer.
„Piękni i przeklęci” Francis Scott Fitzgerald
logo
Scott Fitzgerald znany był ze swojego umiłowania do hazardu, dobrych alkoholi i z karczemnych kłótni z żoną Zeldą, u której zdiagnozowano schizofrenię materiały promocyjne, Wikimedia Commons
„Wielki Gatsby”, wrócił kilka lat temu na listy bestsellerów za sprawą filmu z Leonardo di Caprio. Jednak poza swoim kultowym dziełem Fitzgerald popełnił jeszcze kilka przyzwoitych powieści. Jeśli lubicie dekadentyzm w wydaniu amerykańskiej socjety początku XX wieku, „Piękni i przeklęci” was nie zawiodą.
Adam Patch właśnie skończył studia na jednej z najlepszych uczelni w Stanach. Wraz z kolegami rozbija się po przyjęciach, teatrach i restauracjach Nowego Yorku 1913 roku bez konkretnego planu na przyszłość. Jako wnuk milionera nie pracuje, chociaż od czasu do czasu roi sobie, że zajmie się wkrótce doktoratem z historii. Kobiety przeważnie go nudzą, aż do momentu, kiedy poznaje Glorię Gilbert, dziewczynę z towarzystwa, która zniewala nie tylko nieskazitelną urodą, ale też nonszalancją i wesołym usposobieniem. Od tej pory wszystkie wysiłki mężczyzny będą koncentrowały się na zdobyciu niestałej w uczuciach i uwielbiającej zabawę Glorii.
Para w końcu pobiera się i wiedzie rozrywkowe życie w kręgu znajomych, czekając na śmierć dziadka Adama i spadek, który pozwoliłyby im wreszcie dać wodze dekadenckiej fantazji. Na ich nieszczęście konserwatywny senior rodu Patchów postanawia odwiedzić ich letni domek, kiedy trwa tam w najlepsze dzika zabawa, a alkohol leje się strumieniami. Dziadek Adama zmienia zapis w testamencie i pozbawia młodych pieniędzy. Fitzgerald pokazuje co dzieje się z ludźmi, których nie wychowano do pracy, lecz do ciągłego poszukiwania przyjemności. Koniec zaskakuje. Dla tych, którzy marzyli kiedykolwiek, żeby być niebieskim ptakiem.
„Cwaniary” Sylwia Chutnik
logo
Sylwia Chutnik miała mocny debiut. Jej pierwsza książka dostała Paszport Polityki w kategorii literatury materiały promocyjne, screen z YouTube'a (program Xiegarnia)
Przystępna, oryginalna, a już na pewno najzabawniejsza książka Sylwii Chutnik. „Cwaniary” to legenda miejska o czterech kobietach w różnym wieku, które zmęczone męskim szowinizmem i nieuczciwością deweloperów burzących przedwojenne kamienice pod apartamentowce, postanawiają przestać być grzeczne i miłe. Halina, Celina, Stefania i Bronka postanawiają wymierzać sprawiedliwość własnymi pięściami pod osłoną nocy. Książka Chutnik to realistyczna bajka, co nie oznacza, że można ją czytać najmłodszym. Bajkowy jest tu sojusz kobiet potrafiących połączyć siły, mimo że jedna jest lokalną dresiarą, a inna pracownicą korporacji czy fakt, że nawet największe problemy można rozwiązać fangą w nos, a zwycięża ten, kto ma dobre intencje. Dla maniaczek miasta stołecznego, które często powtarzają, że przydałaby się nam kobieca solidarność z prawdziwego zdarzenia.
„Middlesex” Jeffrey Eugenides
logo
Na podstawie pierwszej książki Eugenidesa, Sophia Coppola nakręciła swój debiutancki film "Przekleństwa niewinności" materiały promocyjne, Wikimedia Commons (Rodrigo Fernandez)
Sukces komercyjny Eugenidesa pokazuje jak bardzo ludzie łakną klasycznych powieść, gdzie liczy się przede wszystkim dobra historia z jej mnogością wątków, złożonością bohaterów i paletą uczuć. „Middlesex”, za którą nagrodzono Eugenidesa Pulitzerem, to dwie równolegle poprowadzone historie – wspomnienia dorosłego już narratora o dojrzewaniu w Stanach lat 60. i 70. i historia jego rodziny począwszy od lat 20.XX wieku, kiedy dziadkowie głównego bohatera przybyli z Grecji do Ameryki.
Byłaby to historia jakich tysiące, gdyby nie fakt, że dziadkowie bohatera byli rodzeństwem, a mutacja genetyczna powstała z tego kazirodczego związku powoduje, że ich wnuk rodzi się jako obojnak. Przez kilkanaście lat ten fakt ujdzie uwadze podstarzałego lekarza rodzinnego, Call zostanie więc wychowany na Calliope. „Middlesex” to fabularne rozważanie nad tym jak wpływa na nas wychowanie, ale także obrazy miłości w różnych odsłonach, także też niedocenianej, rodzinnej. Eugenides tworzy mimochodem także obraz przemian zachodzących w Stanach Zjednoczonych w latach 60., jest tu rasizm i hipisowski pacyfizm, jest i wojna w Wietnamie. Niegłupie, wciągające czytadło.

„Jane Austen i jej racjonalne romanse”
Anna Przedpełska-Trzeciakowska
logo
Jane Austen przyszła na świat w epoce gregoriańskiej jako córka ubogiego pastora. materiały promocyjne, Wikimedia Commons (autoportret Jane z jej dziennika)
Jane Austen to autorka, której większości kobiet przedstawiać nie trzeba. Oczyściła sentymentalizm z tandety emocjonalnej i sprawiła, że nawet racjonalne czytelniczki poczuły razem z Elisabeth Bennett dumę i uprzedzenie. Losami stworzonych przez nią bohaterek wzruszają się do dziś setki tysięcy młodych kobiet.
Dzieciństwo córki prowincjonalnego pastora i późniejsze życie nie obfitowało w skandale, jednak z naszej perspektywy to historia niezwykła. Na przełomie XVIII i XIX wieku jedyną drogą kariery dla kobiety, która nie pochodziła z wyższych sfer, było zamążpójście. Temu celowi było też podporządkowane życie młodych kobiet z epoki, w tym także Jane i jej siostry z którą była wyjątkowo silnie związana. Trafnie, choć nieco topornie zobrazował to polski tłumacz filmu z 1940 nakręconego na podstawie książki. „Złapać męża” wyraża wszystko. Nowa biografia Austen nie ma poważnych aspiracji naukowych. Próżno szukać tu też oceanu przypisów, bowiem autorka nie jest historyczką literatury, a tłumaczką Austen, od lat interesującą się jej życiem. Ciekawa lektura nie tylko dla miłośników gregoriańskich powieści pisarki, ale też historii codzienności i wartko napisanych biografii kobiet. Jane, mimo że poświęciła temu zagadnieniu wszystkie swoje powieści za mąż nigdy nie wyszła. Dlaczego dowiecie się z jej biografii.
„Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”
Katarzyna Surmiak-Domańska
logo
Katarzyna Surmiak-Domańska ukończyła romanistykę, jednak szybko zaczęła pracować jako dziennikarka "Dużego Formatu" materiały promocyjne, www.czarne.pl (fot. Albert Zawada)
Seria reportażowa wydawnictwa Czarne od kilku ładnych lat pokazuje Polakom, że ten gatunek nie musi być nurzaniem się w patologii ani podróżniczymi ochami i achami, tylko po prostu wciągającą opowieścią pokazującą przy okazji kawałek świata. Katarzyna Surmiak-Domańska jedzie na konserwatywne południe Stanów Zjednoczonych, aby zobaczyć jak obecnie wygląda najbardziej rozpoznawalna organizacja rasistowska na świecie. Jej członkami są dziś rodziny z małymi dziećmi, a retoryka nienawiści do czarnych, została zamieniona na retorykę miłości do rasy. Rzecz jasna białej. Obrazki ze współczesnych Stanów dziennikarka przeplata z porywająco opisaną historią organizacji, która powstała przypadkiem.
Oto kilku kolegów z wojska po mocno zakrapianym wieczorze postanowiło dla żartu ubrać się w stare koszule nocne i prześcieradła żony jednego z nich i wyjechać w takim rynsztunku na ulice miasteczka. Niestworzone historie, które opowiadali sobie następnego dnia mieszkańcy, skłoniły byłych żołnierzy do założenia dżentelmeńskiego klubu, który miał być tajny i pozbawiony celu, tak jak jego nazwa – Ku Klux Klan. Wraz z rosnącą ilością członków wszystko potoczyło się jednak nieprzewidzianymi torami. Reportaż Surmiak-Domańskiej pełen jest fabularnych anegdot, które śmiało można opowiedzieć znajomym przy piwie, ale też mrożących krew w żyłach historii o bezprawiu. Nie bez przyczyny „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość” zostało nominowane do tegorocznych nagród literackich Nike. Czytajcie zanim wszyscy zaczną o tym mówić! To zaskakujące jak porywający może okazać się reportaż.
„Taki piękny dzień”
Melania Mazzucco
logo
Melania Mazzucco jest jedną z ciekawszych współczesnych pisarek włoskich materiały promocyjne, Wikimedia Commons (Anneli Salo)
Trudno zdefiniować źródło tego niechlubnego zainteresowania, ale każdy z nas przynajmniej raz w życiu śledził z wypiekami na twarzy dramaty rodzinne doprawione straszliwą zbrodnią. To, czego szukaliście na portalach i w kolejnych nagłówkach gwarantuje z nawiązką powieść Melanii Mazzucco. „Taki piękny dzień” to 24 godziny, uwikłani we wzajemne relacje z których nie zdają sobie sprawy bohaterowie i Wieczne Miasto w tle.
Autorka, rzymianka z urodzenia i z wyboru, pokazuje tę kolebkę cywilizacji bez zbędnej patyny. Jest tu miejsce i na obskurne kluby i na nowoczesne przedmieścia. Przez tętniący życiem współczesny Rzym przewijają się więc Elio, skorumpowany senator, jego oziębła żona oraz ich ochroniarz, który jeździ po mieście śledząc swoją byłą żonę i coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością. Emma, niegdyś żyjąca ze śpiewania do kotleta w wakacyjnych kurortach, obecnie pracuje w call center. Niedawno powróciła po latach do domu matki z dwojgiem dzieci.
Nie ma tu ani jednego przydługiego momentu, ani emocjonalnego fałszu. „Taki piękny dzień” to ten typ książki, którą zaczyna się czytać o 16, a kończy o 6 rano. Wątki w powieści Mazzucco przeplatają się jak sceny w najlepszym filmie akcji, wciągając i wzruszając jednocześnie. Dla tych, którzy lubią kiedy książka wywraca na kilka dni ich świat do góry nogami.
„Sto dni bez słońca”
Wit Szostak
logo
Wit Szostak to pseudonim artystyczny autora, który wykłada filozofię na jednej z krakowskich uczelni. materiały promocyjne, screen z You Tube'a
Powieść Szostaka ucieszy wszystkich tych, którzy choć raz prychnęli wzgardliwie w zetknięciu z meandrami współczesnej humanistyki (lub tylko na randkach z jej przedstawicielami). Lesław Srebroń, bohater powieści jest podrzędnym pracownikiem akademickim, a przy tym skrajnie oderwanym od rzeczywistości megalomanem. Oto śledzimy Srebronia podczas pobytu na stypendium naukowym. Mężczyzna trafia na odciętą od świata irlandzką wysepkę i nikomu nieznany uniwersytet, jednak tłumaczy sobie i czytelnikowi, że dobrowolnie zrezygnował z Oxfordu, żeby pełniej poświęcić się pracy. A praca to nie byle jaka, bowiem Srebroń pragnie zgłębiać twórczość Filipa Włóczykija, nikomu nie znanego grafomana piszącego fantastykę.
Szereg nadinterpretacji rzeczywistości nie tylko osadza bohatera w roli jasno świecącej akademickiej gwiazdy i budzącego powszechne pożądanie amanta, ale też rozdmuchuje fabułę do rozmiarów pełnej zwrotów akcji powieści sensacyjnej. Liczne smaczki znajdą tu dla siebie zbuntowani humaniści, bo jakże nie śmiać się z przedmiotów takich jak „Pochód penisa przez dzieje w świetle Heglowskiej fenomenologii ducha”. „Sto dni bez słońca” to satyra na współczesnych pracowników wyższych uczelni i opowieść o tym jak wszyscy się czasem samookłamujemy, byleby tylko zachować przekonanie, że my jesteśmy dobrzy, mądrzy i zabawni. Niech rękojmią maestrii autora będzie fakt, że czytelnik momentami niemal fizycznie wstydzi się za nieszczęsnego Lesława i jego kolejne żenujące zachowania.
„Samotność liczb pierwszych”
Paolo Giordano
logo
Paolo Giordano urodził się w Turynie, z wykształcenia jest fizykiem. materiały promocyjne, Wikimedia Commons (Elena Torre)
Alice i Mattia są po trzydziestce, ale znają się jeszcze z czasów liceum. Przez ostatnie kilka lat na zmianę odzyskiwali ze sobą kontakt i tracili się z oczu. Jako nastolatkowie byli w sobie zakochani, ale nigdy nie starczyło im odwagi, żeby wyznać, co czują. Woleli zostawić sprawy ich własnemu biegowi. Mimo że wciąż są dla siebie najbliższymi osobami na świecie, nawet po latach trudno jest im zrobić ostatni krok i wyzwolić się z samotności. Jakie historie z dzieciństwa sprawiły, że tak ciężko jest im dopuścić do siebie drugą osobą? Czy niewinne przyjęcie urodzinowe może zmienić życie?
Książka Giordano to odtrutka na wszechobecną i kłamliwą filozofię „chcieć to móc”. Psychika bywa czymś szalenie kruchym. Nie zawsze da się ją oddać do naprawy na weekendowym szkoleniu. Warto dodać, że ta powieść młodego fizyka (napisał ją mając zaledwie 26 lat) nieoczekiwanie otrzymała w 2008 roku dwie najważniejsze nagrody literackie we Włoszech. W uzasadnieniu werdyktu jury jednej z nich czytamy „Samotność liczb pierwszych” stymuluje i niepokoi zarazem, jest refleksją na temat trudności życia w świecie młodych ludzi, przedstawionego w metaforze liczb pierwszych, tak jak główni bohaterowie – silnie ze sobą związanych, a jednak rozłączonych".

Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl