
Uważany za jeden z największych europejskich sklepów internetowych ASOS, został pierwszą ofiarą Brexitu. Wielu fanów internetowych zakupów chciało wykorzystać fakt lecącego "na łeb na szyję" kursu funta brytyjskiego, robiąc zakupy u internetowego giganta, który jak większość sieciówek właśnie rozpoczął okres wyprzedaży. Szturmu nie wytrzymały serwery.
REKLAMA
Przypomnijmy, że ASOS (nazwa to skrót od "AsSeenOnScreen' - red.) został założony w 2000 roku. W Polsce stał się szybko jednym z popularniejszych sklepów internetowych, zwłaszcza ze względu na ogromny wybór ubrań i dodatków, w tym butów, torebek i biżuterii. Serce podbił swoimi autorskimi kolekcjami sprzedawanymi pod marką ASOS, które były nie tylko zróżnicowane cenowo, ale przede wszystkim aktualne wobec obowiązujących trendów. Markę z dumą pokazywały polskie blogerki, w tym między innym Kasia Tusk.
W chwili obecnej ASOS sprzedaje ponad 850 różnych marek, a jego wersje językowe przystosowane są nie tylko pod rynek brytyjski, ale również australijski, francuski, amerykański, niemiecki, hiszpański, rosyjski, włoski i chiński. ASOS wysyła swoje produkty do ponad 140 krajów, a jego roczny dochód za rok 2015 wyniósł 1,119.9 miliona funtów brytyjskich. Wśród części internautów pojawiają się jednak teorie spiskowe, według których awaria nie jest przypadkiem, ale celowym uniknięciem strat (w związku z niższym kursem) przez sklep, i próbą dostosowania cen do spadku funta.
Napisz do autorki: katarzyna.soltysik@natemat.pl
