"Ostatnia rodzina" – film o Beksińskich wejdzie do kin we wrześniu br.
"Ostatnia rodzina" – film o Beksińskich wejdzie do kin we wrześniu br. Fot. Zrzut ekranu z Youtube

Opowieść o Beksińskich fascynuje, ale może też przerażać. Losy znanego malarza i jego rodziny, zakończone zabójstwem Zdzisława Beksińskiego w jego warszawskim domu, przybliży najnowszy film Jana P. Matuszyńskiego "Ostatnia rodzina". Obraz trafi do kin we wrześniu br., a pierwszy teaser filmu można już obejrzeć w sieci. Zapowiada się obiecująco.

REKLAMA
Zdzisława Beksińskiego zagra Andrzej Seweryn, a jego syna – Tomasza Beksińskiego, który zasłynął jako tłumacz i dziennikarz muzyczny, Dawid Ogrodnik. W roli żony tragicznie zmarłego artysty zobaczymy Aleksandrę Konieczną. Na srebrnym ekranie ujrzymy też Andrzeja Chyrę, jako Piotra Dmochowskiego, marszanda artysty rodem z Sanoka.
logo
Fot. materiały promocyjne książki „Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia. Dzienniki. Rozmowy”
Dramatyczne wydarzenia z 21 lutego 2005 roku, które rozegrały się na warszawskim Służewie, wstrząsnęły światem kultury. Beksiński zginął we własnym domu, otrzymawszy wcześniej kilkanaście ciosów nożem. Morderstwo odbiło się głośnym echem i będzie ważnym elementem filmowej fabuły. Nie będzie to jednak wyłącznie obraz o głośnym mordzie, ale także, a może przede wszystkim, o losach całej rodziny. Twórcy położyli też nacisk na przedstawienie relacji rodzinnych, a w szczególności kontaktów ojca z synem – obaj uchodzili za swoje całkowite przeciwieństwo.
Reżyser chce przedstawić skomplikowane i bogate perypetie życiowe Beksińskich na przestrzeni aż 28 lat. To właśnie przeprowadzka rodziny z Sanoka do Warszawy jest jedną z kluczowych cezur filmu. Malarz bezpowrotnie opuścił Podkarpacie latem 1977 roku.
Zamieszkał wraz z rodziną (synem, żoną, matką i teściową) na stołecznym Służewie, w jednym z apartamentów przy ulicy Sonaty. To właśnie tu, w "twierdzy" – jak mawiano (malarz zamontował w mieszkaniu m.in. drzwi pancerne i kamerę) przez resztę życia oddawał się pracy artystycznej, tu też był świadkiem tragicznych rodzinnych chwil: najpierw śmierci matki i teściowej, potem ciężko chorej żony, a następnie samobójstwa syna.
Tomasz Beksiński odebrał sobie życie w Wigilię Bożego Narodzenia 1999 roku, żegnając się wcześniej ze słuchaczami na antenie Polskiego Radia. Strata bliskich głęboko odcisnęła się na psychice artysty. Warszawska ulica zaczęła mówić o swoistym fatum, wiszącym nad rodziną z Sanoka. Obrazu dramatu dopełniły wydarzenia z feralnego lutowego dnia. Kilka dni przed urodzinami Beksińskiego, dosłownie parę godzin po tym, jak namalował swój, jak się okazało, ostatni obraz. Mordercą okazał się 19-latek, Robert K., syn dobrych znajomych artysty.
logo
Beksiński w swojej pracowni. Fot. Wojciech Druszcz / Agencja Gazeta WD DVD 011
Zamordowany był twórcą na wskroś oryginalnym, który wykształcił własny artystyczny styl, czasem uznawany za kontrowersyjny, nie zawsze znajdujący wśród krytyków uznanie. Z natury był nieufny. Od 1993 roku aż do śmierci prowadził dziennik, z którego wyłania się zupełnie inny obraz człowieka, przez niektórych nazywanego wręcz dziwakiem. W pracach Beksińskiego dominowała tematyka mroku i śmierci. Artysta często przenosił na płótno swoje koszmary senne.
O tym, jak naprawdę był Beksiński, mówił w rozmowie z naTemat Jarosław Skoczeń, autor książki "Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia", opartej na osobistych zapiskach malarza. – Do samego końca krytycy go nie lubili. Atakowali go. Twierdzili, że jego malarstwo nic nie wnosi, że jest kiczem. Beksiński się tym przejmował, było mu przykro. Nie chodził na swoje wernisaże, ani wernisaże innych malarzy. Może również z tego powodu środowisko go nie akceptowało – mówił Skoczeń.
Jarosław Skoczeń

Beksiński żartował porównując się do Wajdy. Wajda został reżyserem, a chciał być malarzem, a ja chciałem zostać reżyserem, a zostałem malarzem. Kiedy skończył architekturę, czyli kierunek, który miał zapewnić mu chleb, bardzo szybko od tego zawodu odszedł. Później szedł już w kierunku fotografii, rzeźby, później malarstwa, które dało mu wolność. Nikt nie ingerował w to co jak i kiedy malował. Był sobie sterem i okrętem. Czytaj więcej

Beksińskiego w pełni doceniono dopiero po śmierci. Jego skomplikowane życie to zdecydowanie filmowa historia. Niezbyt optymistyczna, czasami wręcz gorzka, ale jak najbardziej potrzebna.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl