
Reklama.
Rezygnacja osoby, która sprawiła, że ponad połowa Brytyjczyków chce wyjść z UE, jest zaskakująca. Farage przekonuje, że zwycięstwo w referendum zaspokoiło jego polityczne ambicje. Dalszym zdarzeniom ma zamiar przyglądać się z boku. – Czekam na rozpoczęcie procedury Artykułu 50. Będę nadal wspierał UKIP i zobaczymy, co się wydarzy – przyznał. Eurosceptyk zatrzyma mandat w Parlamencie Europejskim po to, by nadzorować proces negocjacji między Wielką Brytanią a UE.
Przed referendum Farage i jego zwolennicy używali wielu argumentów, w tym tego, że tygodniowo z kraju do UE trafia 350 mln funtów. Takie pieniądze, twierdzili, można przeznaczyć na system opieki zdrowotnej. Teraz polityk wycofuje się ze swoich słów, mówiąc, że "popełnił błąd". Nie uznał też za właściwe, by wytłumaczyć obywatelom, za czym właściwie mają głosować. Kiedy zdecydowali, najczęściej zadawane pytanie w Google brzmiało: "Co się stanie jeśli opuścimy Wspólnotę?".
źródło: independent.co.uk