Samir Nasri, strzelec bramki dla Francuzów
Samir Nasri, strzelec bramki dla Francuzów http://betting.stanjames.com

Batalie Anglików z Francuzami to wielka historia sięgająca wojny stuletniej. Odkąd ta zacięta rywalizacja przeniosła się na piłkarskie boiska, mecze tych drużyn zawsze były czymś więcej, niż tylko, jak to określił Paweł Zarzeczny, "grą przygłupich chłopców w krótkich majtkach". Biorąc to pod uwagę, dzisiejsze starcie tych drużyn nie zachwyciło.

REKLAMA
Anglia - Francja. Niewiele jest rywalizacji wzbudzających w swoich krajach tak wielkie emocje. To jak Polska - Rosja, jak Grecja - Turcja, jak Brazylia - Argentyna. Te mecze kreują bohaterów, po takich meczach przechodzi się do legendy. Tak jak zrobili to Zinedine Zidane, wcześniej Nicolas Anelka, a w tych zamierzchłych czasach, gdy Anglicy potrafili z Francuzami wygrywać, Geoff Hurst, czy Alan Shearer.
Kto przejdzie do legendy dzisiaj? Chyba nikt. Ewentualnie ten przysypiający pan, którego wychwycił realizator na początku drugiej połowy. Jeśli zaczął spać w przerwie to naprawdę niewiele stracił, bo druga połowa, tak gdzieś do 70 minuty przypominała mecz towarzyski.
Może przesadzam. Ale to dlatego przed spotkaniem na Donbas Arenie miałem wielkie oczekiwania. Może zbyt wysokie, biorąc pod uwagę upał panujący w Doniecku. Bo nie potrafię inaczej wytłumaczyć, czemu gra toczona była w tempie godnym lat 80. Nie to żebym nie doceniał tej pięknej i bogatej w piłkarskie wydarzenia dekady. Ale po meczu w którym 14 z 22 zawodników biega na codzień po boiskach Premiership spodziewałem się większego gazu.
Choć zapewne obie drużyny (i ich kibice) są usatysfakcjonowane. Nie przegrali pierwszego spotkania, teraz czekają ich starcia z teoretycznie słabszymi przeciwnikami.
"In Roy we trust" - taki transparent wywiesili angielscy kibice i rzeczywiście wydaje się, że mogą spać całkiem spokojnie. Hudgson, trener "last minute", miał jakieś 2,5 roku mniej na przeprowadzenie selekcji niż Franciszek Smuda. W dodatku Anglicy są przetrzebieni urazami prawie jak po bitwie pod Formigny. Dochodzą do tego kartki (Rooney) i John Terry (Rio Ferdinand). Przed kontuzją nie ustrzegł się nawet trener angielskich bramkarzy, zniesiony przed meczem z boiska.

I ta właśnie kompania dość skutecznie przestawiła się Francuzom śrubującym passę meczów bez porażki (póki co 22).
Grali solidnie choć, jak by to powiedział Włodzimierz Szaranowicz "bez błysku". Czyli jak to zwykle Anglicy. Na przebłyski piłkarskiego geniuszu musimy chyba poczekać do powrotu Rooney'a. Kogo bym wyrożnił? Z przodu Younga, z tyłu...wszystkich. To nie przypadek, że Francuzi nie mieli właściwie sytuacji podbramkowej i uciekali się do strzałów z dystansu. Wejść pomiędzy mur angielskich obrońców było trudno nawet takim filigranowym dryblerom jak Ribery i Nasri.
Francuzi? Też nie padam na kolana. Jeśli Ribery nie potrafi rozerwać szyków obronnych przeciwnika, to już są w kropce. A gdzie szybkie wymiany piłki, nieszablonowe rozwiązania? "Ech Zizou, gdzie jesteś, gdy Cię z nami nie ma..."
Jeden z czytelników napisał wczoraj pod tekstem, że mecze tak zwanej "drugiej kategorii" są jak narazie ciekawsze. Oby dzisiaj ta teoria się nie sprawdziła. To będzie oznaczało, że mecz Ukraińców ze Szwedami będzie wyjątkowo słaby.