
Adeline Gray nie wygląda jak napakowana Helga, może dlatego, gdy wychodzi na ring, i jeszcze wygrywa, ludziom opadają szczęki. Bo jak? Śliczne 25-latki przecież się nie biją. A jednak, to prawda. Atletka, która kosi rywalki nokautuje stereotyp, że zapasy to sport dla prawdziwych mężczyzn lub ewentualnie kobiet-czołgów.
REKLAMA
– O zawodniczkach takich jak ja wie niewielu – mówi w wywiadzie dla ESPN Adeline. Na swojej drodze spotyka raczej tych, którzy kręcą głową, słysząc hasło "kobiecy wrestling", a po nim stawiają znak zapytania. Ciężka praca młodej, ale docenianej przez środowisko Gray prawie idzie na marne. Tymczasem pasjonująca ją dziedzina to nie kaszka z mleczkiem. Rywalizacja bywa zacięta. Ale co z tego, gdy i tak zapasy kojarzą z facetami, ledwo mieszczącymi się w opinających ich ciała rajtuzach.
Młoda Amerykanka to trzykrotna mistrzyni i dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw świata. Nie waży 100 kg, nie nosi warkoczy, nie zabija wzrokiem, nie złamałby też tak łatwo przeciwniczki. Jest szczupłą, uśmiechniętą atletką. – Chodzi o technikę i wypracowanie umiejętności, siły i mocy w bardzo precyzyjny sposób – objaśnia Gray. Niczym nie różni się to od męskiej wersji wrestlingu, ale to zapaśniczka usłyszy, że jest do tego "za ładna". Seksistowskie uwagi na każdym kroku budzą sprzeciw, a przecież świat miał się tak pod tym względem zmienić.
– Myślę, że ludzie lubią generalizować, kiedy myślą o atletkach, od razu widzą przed oczami krępego babochłopa. Aby osiągnąć sukces trzeba zatem lekceważyć swoją kobiecość – komentuje sportsmenka, choć wierzy, że kobieta-zawodniczka nie musi tego robić. – Masz prawo być ładna i wygrywać w zapasach – uważa Adeline. Ucieszy się, jeśli dziewczynki zechcą jej posłuchać, zgodzi się nawet być Sereną Williams wrestlingu, byle tylko komuś pomóc. A przy okazji zamknąć usta hejterom.
źródło: huffingtonpost.com
