Doktor Jarosław Szarek najprawdopodobniej będzie nowym szefem IPN.
Doktor Jarosław Szarek najprawdopodobniej będzie nowym szefem IPN. Fot. S. Kamiński / Agencja Gazeta

Wszystko wskazuje na to, że dr Jarosław Szarek będzie nowym prezesem Instytutu Pamięci Narodowej – uzyskał już rekomendację Kolegium Instytutu oraz został zaopiniowany przez sejmową komisję sprawiedliwości. Teraz czeka tylko na głosowanie w Sejmie. Nie ulega kwestii, że stoją przed nim poważne wyzwania.

REKLAMA
Zasadniczy cel jest jeden: IPN musi być budzącą zaufanie instytucją kształtującą polską tożsamość. Musi też, bezwzględnie, łączyć ponad podziałami, w imię prawdy historycznej. Sama instytucja (oby to nie była mrzonka) winna być pozbawiona nacisków politycznych. Oby dr Szarek pozostał naukowcem, który pracuje nie zważając na presję otoczenia.
Jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Można powiedzieć, że IPN zna od podszewki, pracuje w nim bowiem nieprzerwanie 16 lat – jako specjalista w krakowskim oddziale Biura Edukacji Publicznej. Do Instytutu przyjmował go jeszcze prof. Janusz Kurtyka, zmarły tragicznie w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku. Zresztą dr Szarek nigdy nie ukrywał, ile dla niego znaczyła, i wciąż znaczy, znajomość z tym uznanym historykiem.
– Pamięć i naród – te dwa słowa, które w ostatnich latach, czy nawet ostatnim ćwierćwieczu, często traktowano jako obciążenie, jako coś, z czego mamy się wyzwolić – mówił podczas przesłuchania przez Kolegium IPN. Strażnikiem tego dziedzictwa ma być właśnie IPN – najbardziej prawdopodobny nowy prezes wie o tym doskonale.
Zastanawiać może tak głęboka krytyka byłego już kierownictwa Instytutu, jaka padła z ust kandydata, który mówił nawet o "nikczemności" poprzedników. Jednak IPN za czasów dr. Łukasza Kamińskiego zrobił naprawdę wiele, aby budować wspólną historyczną świadomość – zwłaszcza na polu edukacyjnym, ale i poszukiwawczym.
Przecież to właśnie dr Kamiński należał, i ciągle należy, do grona gorących orędowników projektu "Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego", uruchomionego m.in. przez Instytut w 2011 roku. Doprawdy trudno odmówić mu dobrych intencji i nie docenić wysiłku, jaki włożył w proces przywracania tożsamości ofiarom represji. Co do faktu, że prace poszukiwawcze, ekshumacje oraz identyfikacje muszą być dokończone, pełna zgoda. To chyba największe wyzwanie, przed którym stanie dr Szarek. Warto dodać, że prof. Krzysztof Szwagrzyk, który od lat kieruje poszukiwaniami, ma pełne zaufanie krakowskiego badacza. Pozostaje trzymać kciuki.
– Nie celebrujemy martyrologii, czcząc bohaterów – podkreślił historyk. Rzeczywiście, przywrócenie polskim patriotom należnego im miejsca, to rzecz niezbędna. Gwoli ścisłości warto dodać, że mówimy m.in. o takich postaciach, jak choćby rotmistrz Witold Pilecki, gen. Emil Fieldorf "Nil" czy płk Łukasz Ciepliński. Oby za kadencji nowego prezesa udało się ich odnaleźć i wreszcie, po dekadach zakłamania, godnie pochować. Ich los obnaża prawdę o komunistycznym systemie, prawdę, która nawet dziś nie dla wszystkich jest oczywista.
To idea, która powinna jednoczyć ponad podziałami, bo ludzie ci ginęli za wolną Polskę, ale mieli doprawdy różne poglądy. Gdy Pilecki, na którego dr Szarek także się powoływał, montował siatkę ruchu oporu w Auschwitz, zrobił coś pięknego. Namówił do współpracy więźniów, których – biorąc pod uwagę wizję Polski, jakiej hołdowali – różniło niemal wszystko. A jednak, bohaterski rotmistrz konspirował z działaczami Stronnictwa Narodowego czy Polskiej Partii Socjalistycznej. Stanął ponad to, co dzieli. To też w pewnym sensie przestroga, że nie powinno się zawłaszczać wspólnych bohaterów. Bo stanowią ogólnonarodowe dobro.
Kwestia poszukiwań będzie zapewne priorytetem dla dr. Szarka, zresztą historyk tego nie ukrywa. W związku z jego ostatnią wypowiedzią w trakcie obrad sejmowej komisji sprawiedliwości dotyczącą odpowiedzialności za mord na Żydach w Jedwabnem, wypada jednak zadać pytanie, czy IPN zdecyduje się na wznowienie śledztwa w tej sprawie i dokończenie wstrzymanych ekshumacji?
Słowa dr. Szarka o "niemieckich wykonawcach tej zbrodni" budzą kontrowersje. Czyżby historyk negował ustalenia, do których doszła instytucja, którą, nota bene, będzie zarządzał? Przypomnijmy, że w 2003 roku IPN podał do publicznej wiadomości, że "niemiecka inspiracja do dokonania zbrodni nie przybrała (...) formy współsprawstwa – wspólnego dokonywania z polskimi mieszkańcami zaplanowanej zbrodni na wszystkich etapach realizacji przestępczego planu". Oby dane nam było rychło poznać szerszą argumentację historyka, aspirującego do kierowania Instytutem.
Z postanowienia IPN o umorzeniu śledztwa ws. mordu w Jedwabnem

Co do udziału polskich cywili w dokonaniu zbrodni, należy przyjąć, iż była to rola decydująca o zrealizowaniu zbrodniczego planu. Przyjąć można, że zbrodnia w Jedwabnem została dokonana z niemieckiej inspiracji. (...) W tym stanie rzeczy stwierdzić należy, że zasadne jest przypisanie Niemcom, w ocenie prawnokarnej, sprawstwa sensu largo tej zbrodni. Wykonawcami zbrodni, jako sprawcy sensu stricto, byli polscy mieszkańcy Jedwabnego i okolic – mężczyźni, w liczbie co najmniej około 40.

Wielu badaczy tematu nie ma wątpliwości – mordu dokonali nasi rodacy, choć – jak wskazują – inspiracja niemiecka wydaje się być oczywista. Warto przytoczyć słowa świetnego historyka prof. Tomasza Szaroty, który w niedawnej rozmowie z naTemat mówił wprost, że pogrom przeprowadzili, niestety, Polacy, choć działo się to z poduszczenia Niemców.
Inna sprawa – jeśli dr Szarek wyrwie Instytut z "korporacyjno-urzędniczych powiązań", zakładając, że takie rzeczywiście do tej pory istniały – wypada mu kibicować. Z tym, że IPN powinien realizować szczególną misję wobec przyszłych pokoleń, trudno się z nim nie zgodzić. Być może cel ten pomoże osiągnąć, jak planuje kandydat, otwarcie tej instytucji "na zewnątrz, poza gabinety".
Myśląc o przyszłości, trzeba planować ogólnopolskie debaty na ważne tematy historyczne, bo to jeden ze sposobów rozprawienia się z własną przeszłością. Także trudną, wypychaną poza margines pamięci. Historycy muszą mówić o tym bez emocji, posługując się faktografią. Trzeba też kontynuować rozwiniętą przez poprzednika działalność edukacyjną za granicą. Trzeba wreszcie wzbudzić w Polakach przekonanie, że IPN to instytucja potrzebna, co do czego piszący te słowa nie ma wątpliwości.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl