
Zebrali półtora miliona dolarów na leczenie Zuzi Machety z Gogolina i niektórzy chyba od razu oczekiwali cudów. Natychmiastowych efektów, które już, w mgnieniu oka, postawią dziecko na nogi i wyleczą jego chorą skórę. Ale takie cuda się nie zdarzają. Zuzia, która cierpi na pęcherzykowe oddzielanie się naskórka, wciąż jest w USA. Leczenie trwa już blisko rok. I teraz do rodziców zaczęły dochodzić głosy, że tyle pieniędzy, a efektów nie widać...
Dwa miesiące temu pisaliśmy o Kajtku, który z taką samą chorobą, mniej więcej w tym samym czasie, co Zuzia, trafił do kliniki w Minnesocie. Gdy nie udał się przeszczep szpiku i komórek macierzystych, w Polsce pojawiły się nienawistne komentarze, że Kajtek dostał tyle pieniędzy, podczas gdy inne dzieci nie miały takiej szansy. "Kochani, to co dzisiaj przeczytałam w Internecie ....to jakaś masakra. Skąd w ludziach tyle nienawiści !!!!" – pisała mama Kajtka na Facebooku.
"Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć poprawy" Teraz przyszła kolej na Zuzię? "Kochani chciałabym się odnieść do wiadomości, komentarzy i wszystkich innych opinii, które do nas dochodzą pocztą pantoflową. 1,5 miliona USD, a nie widać efektów, Zuzia się męczy, cierpi, Ameryka jest modna... wszyscy się tu leczą etc." – to facebookowy wpis jej mamy. Chwytający za serce. I tłumaczący wszystkim niedowiarkom, że warto było jechać do USA. Że Zuzia trafiła w ręce specjalistów naprawdę w ostatniej chwili. I dziś, po miesiącach w klinice, po czterech miesiącach od przeszczepu szpiku, którego dawcą była jej siostra Ala, świat dla niej jest już inny niż rok temu...
Mama Zuzi
na Facebooku
7-letnia Zuzia pierwsza była w USA. To ona przecierała szlaki również w przypadku zbiórki pieniędzy. Po niej do kliniki pojechał Kajtek. "Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć poprawy" – piszą teraz internauci. Blisko 50 tysięcy ludzi śledzi profil Zuzi. Po zdjęciach uśmiechniętej dziewczynki, jej gładszej skórze i wpisach mamy widać, że zdrowieje, choć ostatnio była w gorszej formie – dopadł ja rotawirus, na twarzy pojawiła się wysypka, której lekarze nie mogli zdiagnozować.
"Zuzia to taka dziewczynka, która nie mówi nam połowy swoich dolegliwości, a jak mówi, to wtedy, kiedy bardzo dają jej się we znaki. Od kilku dni jest naprawdę w gorszej formie, chociaż stara się normalnie funkcjonować. Nasiliły się wymioty, biegunka, osłabienie, ale zdaniem Zuzi da się przecież żyć" – pisała mama.


Pod każdą relacją rodziców, słowa wsparcia płyną w setkach komentarzy. Tysiące ludzi trzyma kciuki. Teraz też nie dają o sobie zapomnieć, oburzeni bezczelnością, która zmusiła Sylwię Machetę do tłumaczenia się z pieniędzy zebranych na terapię. To cały sztab ludzi, który każdego dnia czeka na relacje o stanie zdrowia jej córki. Gotów pomóc jeszcze raz, gdyby taka była potrzeba.
napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
