
58-osobowy oddział funkcjonariuszy, który miał strzec pielgrzymów na Światowych Dni Młodzieży, sam wymaga pomocy. Policjanci zatruli się jedzeniem i wszystko wskazuje na to, że Sanepid będzie miał dużo pracy, aby ustalić źródło zatrucia. A może funkcjonariusze jedli na zapas, bojąc się prowiantu na ŚDM?
REKLAMA
Niedawno wywołaliśmy burz, ujawniając jak karmieni są policjanci na ŚDM.
– Sucha karma dla psa – komentowali funkcjonariusze i wysyłają nam zdjęcia.
– Sucha karma dla psa – komentowali funkcjonariusze i wysyłają nam zdjęcia.
Tymczasem oddział mundurowych ze Szczecina nawet nie dojechał do podkrakowskich Brzegów, gdzie mieli strzec porządku. Droga długa, więc policjanci po drodze posilali się. Byli prawie w Częstochowie, gdy dopadła ich nagła przypadłość... – Wszyscy mieli bóle brzucha, wymiotowali – opowiadał rozmówca Tvn24.pl
Teraz Sanepid odwiedzi wszystkie punkty na trasie pechowych funkcjonariuszy. Rzecznik szczecińskiego komendanta policji, Mariusz Ciaraka zapewnia, że ustalana jest przyczyna zatrucia. Zapowiada wyciągniecie konsekwencji wobec firmy, która przygotowywała posiłki. O ile wina będzie po jej stronie.
Może policjanci po prostu jedli na zapas? Mundurowi pracujący na ŚDM, skarżą się, że dostali głodowe racje i warunki zakwaterowania.
– Żurek? To nie żurek, to brudna woda z Wisły gotowana na gałęziach – mówią policjanci, którzy trafili do Częstochowy.
A i tak mogą mówić o szczęściu, ich zupka była ciepła i mogła stanowić jakąś namiastkę obiadu.
Policjanci z Krakowa w ramach posiłku po kilkunastu godzinach służby dostali bułki, serek topiony, paprykarz szczeciński, boczek mielony, batonik „elitesse” i jabłko. – Do tego butelka wody i wio – pisze w sieci policjant, który przyjechał do Krakowa z komendy w centralnej części kraju.
Źródło: Tvn24.pl
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
