
Susanna Rufi, studentka uniwersytetu w Cambridge zmarła w drodze do rodzinnych Włoch. Kiedy wracała z Krakowa poczuła się źle. Przyjęto ją do szpitala w Wiedniu, gdzie zmarła. Okazało się, że prawdopodobnie zaraziła się bakteriowym zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych. Jak podkreślają specjaliści, mimo że choroba jest bardzo zakaźna, nie ma powodów do paniki w Polsce.
REKLAMA
Włoska agencja prasowa Ansa informuje o „stanie alarmu”, który ma panować wśród włoskich pielgrzymów, którzy brali udział w ŚDM, a szczególnie wśród tych, którzy tak jak 21-latka mieszkali w krakowskiej wiosce Casa Italia. Konferencja Episkopatu Włoch apeluje do włoskiej młodzieży o przeprowadzenie badań profilaktycznych, które mogą uratować życie zarażonym, jednak zastrzega, że nie ma powodów do paniki.
Już teraz do szpitali na północy Włoch zgłosiło się kilkastet osób. Ponad 120 osób, które mogły mieć kontakt z Susanną poddano już profilaktycznej terapii antybiotykowej, w tym członków rodziny, u której mieszkała Włoszka podczas ŚDM. Krakowski Sanepid podkreśla, że Rufi mogła zarazić się chorobą jeszcze przed przyjazdem do Polski, ale wyniku osłabienia organizmu choroba się uaktywniła.
Mimo że Światowe Dni Młodzieży można uznać za udane pod względem organizacyjnym, to właśnie Sanepid ma najwięcej pracy po ich zakończeniu. Jak pisaliśmy w naTemat.pl, oddział mundurowych ze Szczecina nie dojechał do Brzegów, ponieważ funkcjonariusze zatruli się jedzeniem. Sanepid ma odwiedzić wszystkie punkty na trasie pechowych policjantów. Rzecznik szczecińskiego komendanta policji, Mariusz Ciaraka zapewnia, że ustalana jest przyczyna zatrucia.
źródło: Wirtualna Polska
