Karanie rowerzystów mandatami to rozwiązywanie problemu od drugiej strony. Oddajcie ulice jednośladom!

Rowerzyści-terroryści, a może ofiary drogowców i właścicieli aut?
Rowerzyści-terroryści, a może ofiary drogowców i właścicieli aut? Fot. Andrzej Monczak / Agencja Gazeta
Policja i straż miejska będzie ostrzej traktować rowerzystów, którzy przejeżdżają przez pasy i chodnik. Wielu właścicieli jednośladów oburzonych pyta, gdzie mają jeździć? – Na ulicy! – odpowiadają starzy rowerzyści i kazali nam dzwonić do Gdańska. Tam likwiduje się ścieżki i wprowadza rowery na ulice. Kierowcy muszą się przyzwyczaić do normalności. A na to wszystko jeszcze najnowszy raport NIK-u, który miażdży drogowców. Bo nie nadążają za modą na rowery!


„Na ścieżkę! To jest chodnik!” – usłyszałem krzyki za swoimi plecami. Jegomość wkurzył mnie, bo minąłem go ledwo poruszając się. Mogłem tylko zejść z roweru i go tak wyprzedzić – komentuje Norbert, pracownik korporacji w Mordorze.


Norbert dojeżdża ścieżką wzdłuż Alei Jana Pawła II. W pewnym momencie trasa zaczyna kluczyć, przechodzić z jednej strony jezdni na drugą. Trzeba stać przed kolejnymi sygnalizacjami świetlnymi.

– Bez sensu! Więc zamiast ścieżką jadę prosto chodnikiem, jakiś kilometr. Chwilę później trąbił na mnie jakiś kierowca busa, bo przejechałem po pasach. Pokazałem mu środkowy palec – przyznaje rowerzysta.

Policja uparcie chce zmieniać
Tymczasem policja za jeżdżenie po pasach wręczyłaby mu 100-złotowy mandat. Plus może jeszcze coś więcej za nieobyczajne zachowanie. Funkcjonariusze powołują się na statystyki badań bezpieczeństwa ruchu drogowego. Tylko 20 proc. rowerzystów zsiada ze swoich pojazdów przed przejściem dla pieszych. Ponad 25 proc. jeździ po chodnikach. „Rzeczpospolita” ostrzegła, że mundurowi zajmą się teraz niesfornymi jednośladowcami.
– Karanie mandatami to rozwiązywanie problemu od drugiej strony. Policja uparcie stara się zrobić cokolwiek, a tymczasem należy zacząć od kierowców. Rowerzyści powinni wrócić na ulice – przekonuje Michał Kalida z Warszawskiej Masy Krytycznej.

Drogowcy zmiażdżeni. Nie nadążają za trendem
W ubiegłym roku było ponad 4,6 tys. wypadków z udziałem rowerzystów. Zginęło ponad 300 z nich. Najczęstsza przyczyna wypadków było nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu, nieprawidłowe skręcanie czy przejeżdżanie po przejściu na pieszych.


Te wyliczenia można znaleźć w najnowszym raporcie Najwyższej Izby Kontroli. Był miażdżący dla drogowców. Kontrolerzy Izby przyjrzeli się bezpieczeństwu rowerzystów. Czytamy w raporcie: "Liczba wypadków z udziałem rowerzystów w porównaniu do 2010 r. zwiększyła się bowiem w 2015 r. o 18,3 proc., a liczba poszkodowanych rowerzystów o 16,9 proc."

Jej zdaniem obecny system zarządzania bezpieczeństwem ruchu drogowego nie daje skutecznej ochrony pieszych i rowerzystów. Wyliczają, że: – "Długość tras dla rowerzystów przyrastała w ostatnich latach wolniej niż popularność ruchu rowerowego".
Trasy rowerowe stanowią w Polsce zaledwie ok. 3 proc. łącznej długości sieci dróg publicznych. No i są budowane są przede wszystkim w aglomeracjach miejskich. W niektórych gminach nawet nie ma ani kilometra.

– W naszej gminie jest tylko jedna ścieżka, bardzo krótka. W sąsiednich niestety, też nie jest lepiej – opowiada Jarosław Pałczyński z Klubu Rowerowego Stowarzyszenia Idea Młodych w Izbicy Kujawskiej.

To senne miasteczko na Kujawach. Nie licząc 2-3 dni w tygodniu, ruch aut na ulicach jest niewielki.

– Słyszałem o przypadku ukarania kobiety mandatem. Są drogi, których nawet my doświadczeni rowerzyści unikamy. Jak ognia wystrzegamy się trasy wojewódzkiej na Włocławek. Nie dość, że panuje na niej duży ruch, to jezdnia jest w fatalnym stanie – tłumaczy. Od dwóch lat urzędnicy mówią o budowie ścieżki wzdłuż tej drogi. Na razie na mówieniu się kończy.

No jak to! Zejść z roweru?
Rowerzyści w obawie przed samochodami uciekają na chodnik. Na zielonym przejeżdżają po pasach. I należy im na to pozwalać!

– To jest anarchistyczne podejście. Przepisy należy przestrzegać – komentuje Maciej Gibczyński z Rowerowego Szczecina.

Jego zdaniem wbrew butnym zapowiedziom funkcjonariuszy, to raczej na jeżdżących po chodnikach patrzą przez palce. – Wolą ich widzieć na chodnikach, niż w ruchu ulicznym. Tymczasem jeżdżenie po chodniku wbrew stereotypom jest mniej bezpieczne – przekonuje Gibczyński.

– Nie tylko piesi, którzy mają prawo choćby chodzić zygzakiem. Ktoś może niespodziewanie wyjechać z bramy. Są przeszkody, które utrudniają jazdę. Dużo prościej jest poruszać się po ulicach. Od lat po nich jeżdżę – wtrąca Michał Kalida.

Obaj członkowie rowerowych organizacji dodają, że teraz w Europie Zachodniej po prostu oddaje się ulice rowerzystom.

– My mamy blisko do Berlina i obserwujemy tamtejsze zmiany naocznie. Odchodzi się od ścieżek, zostawia się je tylko przy głównych arteriach. Natomiast rozbudowuje strefę, tzw. – tempo 30 – dodaje Maciej Gibczyński.

Trudno wyobrazić sobie warszawskich kierowców jeżdżących z prędkością 30 km/h.

– A właściwie, w jakim tempem poruszamy się po w mieście – komentuje. I radzi zadzwonić do Gdańska.

Oni to robią! Wzór dla innych
Raport NIK stawia właśnie Gdańsk jako wzór do naśladowania. I co ciekaw, tam likwidują niektóre ścieżki, bo...

– Obecnie około 52 procent miasta jest objęte strefą, tempo 30. Docelowo ma być 70 procent ulic w tym systemie. Dajemy sobie na to 2-3 lata – tłumaczy Remigiusz Kitliński, Pełnomocnik Prezydenta Miasta d.s. Komunikacji Rowerowej w Gdańsku.
Drogowcy fachowo określają, to uspakajaniem ruchu. Wówczas więcej rowerzystów będzie jeździć wśród aut.

– Problem z jeżdżeniem po ulicach mają osoby, które ponownie wracają do roweru. One się boją ruchu ulicznego – uważa.

Jak radzić sobie z presją właścicieli aut, którzy chcą zawładnąć drogi tylko dla siebie?

– Jeśli trąbi, to znaczy, że jesteśmy zauważalni dla innych, to dobrze. Nie denerwować się zaraz. Może tylko zastanowić się, czy nie wykonaliśmy niepewnego manewru. Gdy wiemy, że jedziemy zgodnie z przepisami, można pomachać i uśmiechnąć się – dodaje Michał Kalida z Warszawskiej Masy Krytycznej.

Członkowie organizacji rowerowych w czasie rozmowy podkreślali, że jazda rowerowa nie jest dla nich ideologią. I proszą, aby nie wpychać ich w ramy nawiedzonych lewaków.
– Rower dla mnie to jak założenie butów dla innych. Po prostu środek komunikacji. Tak jak inne, chociażby auta – podkreśla Maciej Gibczyński z Rowerowego Szczecina.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!

O TYM SIĘ MÓWI

0 0Elitarna grupa zaczyna szukać Woźniaka-Staraka. Jeden z nurków zdradza szczegóły
0 0Co dalej z poszukiwaniami Woźniaka-Staraka? Mamy najnowszy komentarz policji
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"