Czy Polacy zachowują się na wakacjach gorzej niż inne nacje? Tak można przypuszczać po ostatniej medialnej burzy na temat obyczajów wczasowiczów, ale niewiele w tym prawdy.
Czy Polacy zachowują się na wakacjach gorzej niż inne nacje? Tak można przypuszczać po ostatniej medialnej burzy na temat obyczajów wczasowiczów, ale niewiele w tym prawdy. Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Czy Polacy zachowują się na wakacjach gorzej niż inne nacje? Tak można przypuszczać po ostatniej medialnej burzy na temat obyczajów wczasowiczów, ale niewiele w tym prawdy. W Europie dziwią się Polakom, że wakacje marnują sobie na emocjonowanie się zachowaniem "Januszów".

REKLAMA
Temat numer jeden
Temat zachowania wczasowiczów nad morzem, jeziorami i w górach to od dziesiątek lat w Polsce letnia tradycja. W tym roku dyskusja o polskich obyczajach wakacyjnych osiągnęła jednak wyjątkowy poziom i rozgrzała emocje jak nigdy dotąd. W podzielonym przez sympatie partyjne i światopogląd społeczeństwie pojawiły się właśnie nowe podziały, kreślone na podstawie zaskakującego kryterium.
Agatę Młynarską i Małgorzatę Terlikowską połączyła nienawiść do głośnego i przaśnego sposobu bycia większości nadmorskich tłumów. Filip Chajzer zaczął prawa do obyczajowej wolności na wakacjach dla "Kiepskich" i "Januszów" zaciekle bronić. Wielkie emocje wywołały jednak nie tylko letnie komentarze ludzi z pierwszych stron gazet, ale i... pierwsza strona jednego z wakacyjnych wydań "Newsweeka". W tekście za to, co dzieje się w kurortach obarczono głównie beneficjentów programu Rodzina 500+, którzy za państwowe pieniądze często pierwszy raz gdziekolwiek wyjechali i nie wiedzieli, jak się zachować.
Dyskusja tak się nakręciła, że w ostatnich tygodniach przyćmiła sprawę podupadającej w Polsce demokracji, czy emocji sportowych po Euro 2016 i na trwających igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Hejtowanie jednej lub drugiej strony wakacyjnego sporu jest dziś wręcz modne i chyba każdy ma już wśród znajomych takich, którzy na Facebooku uraczyli go własnym felietonem znad morza, gór, czy żagli.
Spojrzenie z dystansu
To paranoja, której rozmiary widać dopiero, gdy o obyczaje wczasowiczów zapyta się w innych krajach. W naszych rozmowach z pracownikami branży turystycznej z Niemiec, Węgier, Hiszpanii i Chorwacji wyłania się obraz, w którym nadwiślański "Janusz" to całkiem miły i kulturalny gość. A przynajmniej nie ktoś gorszy wyróżniający się na niekorzyść.
– O co dokładnie u was ta wojna? – pyta mnie Bastian, którego rodzina od trzech pokoleń prowadzi pensjonat nad niemieckim wybrzeżem Bałtyku. Opowiadam mu więc zarówno o problemach z uleganiem tandecie i hałaśliwości podnoszonych przez celebrytów, jak i o historiach pijatyk i bijatyk opisanych przez "Newsweeka". – U nas jest co prawda trochę więcej bardzo ekskluzywnych miejsc. Nie tylko hoteli, ale całych miejscowości, gdzie ceny i oferty są zaporowe dla przeciętnego człowieka. No, ale jeśli wy takich miasteczek jeszcze nie macie, to nie porównujcie do nich najpopularniejszych miejscowości – tłumaczy na wstępie.
I dziwi się polskiemu zdziwieniu tym, jak ludzie zachowują się latem. – Większości na wakacjach puszczają hamulce. Piją i biorą inne używki, tracą rozum dla wakacyjnej miłości itd. Co w tym dziwnego, albo nowego? A jak się te wszystkie używki i emocje mieszają, to i bijatyka na ulicy nie jest niczym dziwnym. Jasne, że może dziwić w luksusowych hotelach, ale jeśli obok są kwatery na kieszeń robotników, to wiadomo, czego można się spodziewać. Z tego, co mi opowiadasz, to jakoś polskie obyczaje wakacyjne nie różnią się mocno od niemieckich. Zresztą nie uwierzyłbym, że w Kołobrzegu czy Gdańsku dzieją się jakieś skandaliczne sceny. Bywam tam za często i za często do nas przyjeżdżają Polacy – stwierdza.
Całkiem dobre zdanie o Polakach – nawet po ostatnim głośnym wybryku z oszustwem w restauracji – mają też o polskich turystach w Chorwacji. – Polacy raczej nie odstają od normy swoim zachowaniem. Szczególnie jeśli za górną granice chamstwa i zdziczenia uznamy obyczaje Brytyjczyków, oraz młodych Niemców i Austriaków – stwierdza Mila, agentka turystyczna z Dubrovnika.
Polak nie odstaje od normy
A jacy są chorwaccy wczasowicze-tubylcy? – Najbardziej uciążliwi i wymagający. Czasem wymagający cudów. Nie mają bariery językowej na żadnym poziomie obsługi, więc się po naszemu czepiają. Takim turystycznym obciachem u nas ocenia się w ostatnich latach targowanie się i próbę ostatecznego zbicia ceny każdej usługi pod byle pretekstem. No i oburzanie się na rzekomo gorsze traktowanie rodaków od turystów – wylicza.
– Ale ja chyba wiem skąd się bierze ta wasza wojna – dodaje. Zdaniem Mili, to zderzenie klas, które wynika z faktu, iż coraz więcej Polaków może pozwolić sobie na choćby krótki wyjazd. – Pewnie nie zachowują się wcale tak dramatycznie źle, ale razi to elity, które wcześniej dominowały w kurortach. U nas, w krajach byłej Jugosławii było przed laty podobnie. Pomijając trudne dla wszystkich czasy wojen, to w czasach reżimu normalne wakacje w fajnych miejscach były dla nielicznych. I oni potem też utyskiwali, że nagle opalają się obok zwykłych ludzi. I to jeszcze nagle zwykłych ludzi z całego świata – wspomina Chorwatka.
Inaczej na polską debatę o wczasowaniu widzi Sergio, który zajmuje się zarządzaniem w branży turystycznej w hiszpańskiej Galicji. Czyli tej części jednego z najpopularniejszych rajów turystycznych świata, który na wakacje najchętniej wybierają sami Hiszpanie. - Naprawdę Polaków najbardziej irytują inni Polacy? – dopytuje z niedowierzaniem.
– W naszym kraju wygląda to diametralnie inaczej. Hiszpański klient i hiszpańskie towarzystwo uchodzi za coś cennego. W turystyce krajowej ludzie wolą uciekać do miejsc pełnych "swoich". Szczególnie, że na przykład Santiago de Compostela, czy Rías Baixas wybierają ludzie z południa, którzy uciekają nie tylko przed upałami, ale i zagranicznymi turystami, którzy wrzeszczą i rzygają im przed domami – tłumaczy. A hiszpańscy turyści u siebie tego nie robią? – No jasne, że robią, ale swoim się więcej wybacza – odpowiada Hiszpan.
Przyjęło się sądzić, że najbardziej podobnym do Polaków narodem Europy są Węgrzy. O zdanie zapytaliśmy więc też Ferenca i Monikę, którzy od ponad dekady prowadzą knajpkę w Siófok, czyli najpopularniejszej miejscowości nad Balatonem. – Węgry niestety nie są bardzo popularnym kierunkiem dla europejskiej turystyki, więc na wakacjach raczej bawimy się w we własnym gronie. I też są jakieś napięcia – stwierdza Ferenc. – Szczególnie, jak jakieś miejsce próbują zdominować Romowie, których u nas wielu. Są bardziej uciążliwi, hałaśliwi. Im bogatsi, tym bardziej te cechy widać u nich – dodaje jego żona.
– Na różne rzeczy latem się człowiek napatrzy. Ludzi na wakacjach wariują, szczególnie jak zaczyna się dziać coś nie po ich myśli. Jak za drogo, zbyt prosto, za zimno, za ciepło itd. – dodają zgodnie. Węgrzy nie ukrywają jednak, że ich też zaskakuje poziom gorącej debaty nad tematem wczasowania w Polsce.
– Są na Węgrzech strony, na które wrzucają filmiki z wstydliwymi zachowaniami na imprezach, czy kąpieliskach, śmiejemy się ze stylu emerytów no i narzekamy na tą naszą romską mniejszość, ale żeby naród się podzielił w takiej sprawie? Żeby gwiazdy to komentowały? – wylicza pytania Monika. – No nie przypominam sobie. Polacy to jednak lubią robić konflikty – podsumowuje nieco żartobliwie Ferenc.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl