
Kilka lat temu warszawiacy zakochali się w menu knajpy Bejrut. Na fali wielkiej popularności otwarto nowe lokale - ostatni przy ulicy Moliera 8. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że za popularnością stoi coraz mniej kultury, o czym napisała do nas dotychczasowa fanka Bejruta.
REKLAMA
Helena podzieliła się swoją opinią na fanpage'u kolejnego Bejruta. Stwierdziła, że jedzenie nie jest takie jak kiedyś, wiele do życzenia pozostawiają też ceny i obsługa. Odpowiedź brzmi: "Daj nam spokój!". Później kiedy dziewczyna przypomniała, że dotąd nie powiedziała o knajpie złego słowa, przeczytała, że jest hejterką. Zresztą, nie tylko ona.
Najwyraźniej, niezadowoleni według prowadzących fanpage Bejruta powinni znać swoje miejsce. Dlatego za punkt honoru uznano, że trzeba je im pokazać - najlepiej krótkim "F**k off!" czy "Haters gonna hate". – Jestem w szoku jak ludziom przewraca się w głowach – stwierdza Helena. – Majki [Mahmoud Rai - przyp. red.], właściciel, był super otwartym gościem, który szanuje klientów, teraz otworzył 3. lokal i zobacz – czytam.
Wegańska knajpa reklamuje się hasłem "Love and peace", ale z miłością i pokojem zdaje się mieć już trochę nie po drodze. Dyskusje pod nieprzychylnymi opiniami trwały, dopóki autorki nie zamilkły. Komentarz Mahmouda, że robi wszystko, aby tworzyć miejsce z przyjazną atmosferą, między bitwą na argumenty, brzmi niestety jak żart.
