Według zeznań świadka Macieja J., ktoś wiedział, że lotnisko w Smoleńsku nie jest gotowe na przyjęcie Tu-154.
Według zeznań świadka Macieja J., ktoś wiedział, że lotnisko w Smoleńsku nie jest gotowe na przyjęcie Tu-154. Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Były pracownik kancelarii prezydenta złożył zeznania w procesie wytoczonym urzędnikom, którzy w 2010 r. mieli nie dopełnić obowiązków. Z jego słów wynika, iż ktoś był świadomy, że smoleńskie lotnisko nie nadaje się do przyjęcia Tu-154.

REKLAMA
Świadek Maciej J. mówił o naciskach ze strony kancelarii premiera i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aby odwołano wizytę Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Tego dowiedział się od ministra Mariusza Handzlika - ówczesnego podsekretarzu stanu, który zginął w wypadku, ale szczegółów nie znał. – To, że lotnisko jest nieczynne, istniało w świadomości w momencie przygotowywania wizyty – wyjaśnił sądowi. Wcześniej pojawiła się informacja od Rosjan, że ono "niezbyt działa", zawsze jednak "jakoś tam funkcjonowało". J. nie wiedział, czy na plotkę zareagowano.
Rankiem 10 kwietnia świadek był obecny na lotnisku w Smoleńsku, ale był przekonany, że samolot z prezydentem wyląduje w Brańsku albo Moskwie. Chwilę potem w pobliżu nastąpił huk. Jak relacjonował J., stojąc przy budce kontroli lotów, usłyszał słowa rosyjskiego żołnierza w mundurze polowym. Wynikało z nich, że załoga nie powinna lądować.
Jednym z oskarżonych w procesie, w którym zeznawał J. jest Tomasz Arabski. Jego winę próbuje udowodnić część rodzin ofiar katastrofy. – Nie uczestniczyłem w organizacji lotu prezydenta 10 kwietnia 2010 r. – wyjaśniał dziennikarzom. Dodał, że d 6 lat jest "obiektem nagonki, fałszywych oskarżeń i złośliwych komentarzy". Dwukrotnie sprawę dotyczącą jego domniemanej winy umarzano.
źródło: newsweek.pl