Premier z tabletu? Raczej... z "baletu". Prof. Gliński wyjawia, że nie był czerstwy i "miał power"
Premier z tabletu? Raczej... z "baletu". Prof. Gliński wyjawia, że nie był czerstwy i "miał power" Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego daje się poznać od nieco innej strony. Najpierw kamery TVP złapały go na siarczystym przeklinaniu, teraz Gliński opowiada o sobie sprzed lat. A jak się okazuje, jest o czym mówić...

REKLAMA
Dziś mówi się o nim "premier techniczny", czasem "premier z tabletu". Tymczasem przed laty Prof. Gliński miał ksywę "warszawski dżolero" (wyróżniający się z otoczenia - red.). – Byłem kawalerem, tak się ułożyło. Miałem wtedy niezły power, bo mocno trenowałem judo, więc sił starczało i na studia, i na wszystko – wspomina w rozmowie z magazynem "Plus Minus".
Gliński miał dwie narzeczone. – Jedna była córką wybitnej profesor muzykologii i chodziliśmy do filharmonii, a druga tancerką w Teatrze Wielkim, więc zaliczyłem i wszystkie balety klasyczne, i tańce jak najbardziej nowoczesne – mówi minister. I dodaje, że miał mnóstwo kontaktów z naturą - żeglował i chodził po górach.
Prof. Piotr Gliński
Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego

Nie byłem ani kostyczny, ani czerstwy, wypraszam sobie.

Zapytany przez dziennikarzy o wulgaryzm, który padł w czasie meczu Legii Warszawa z Dundalk FC, wyjaśnia: – Czasami człowiek nie zdzierży i jak Irlandczycy strzelili nam bramkę, zareagowałem tak, jak 90 proc. mężczyzn i zapewne sporo pań. Najmocniej przepraszam, zwłaszcza tych, którym się to nigdy nie przydarzyło – powiedział Piotr Gliński.
źródło: Magazyn "Plus-Minus"

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl