
Znów rząd chce decydować za rodziców, co powinny jeść ich dzieci. Gabinet Ewy Kopacz wycofał ze szkół m.in. drożdżówki. – Zadbałam o to, żebyście nie byli grubaskami – mówiła dzieciom ówczesna premier równo rok temu podczas inauguracji roku szkolnego w Gdańsku. O co chce teraz zadbać rząd Beaty Szydło zakazując sprzedaży w szkołach pieczywa wypieczonego z ciasta głęboko mrożonego? Trudno powiedzieć, bo gdzie piekarzy dwóch, tam zdania trzy.
Rząd wie lepiej... Drożdżówka do szkół wraca triumfalnie. Wiele szkolnych szkolnych sklepików w całej Polsce ogłasza zmiany i zaprasza uczniów. Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia, jakie wchodzi dziś w życie, słodkie ciastka mogą być sprzedawane, jeśli mają obniżoną zawartość cukru i tłuszczu. Wykluczone są natomiast i drożdżówki, i kanapki z pieczywa, które jest do kupienia właściwie w każdym supermarkecie.
– Kompletny absurd – komentuje w rozmowie z naTemat właścicielka szkolnego sklepiku w jednym z warszawskich gimnazjów. – Nawyków dotyczących zdrowego żywienia nie da się nauczyć dzieci poprzez rządowe nakazy i zakazy. To rodzice powinni decydować, co je ich dziecko. Tymczasem rząd i rok temu, i teraz próbuje sterować zarówno wychowywaniem dzieci, jak i zasadami działalności gospodarczej sklepików. Po poprzednim "drożdżówkowym" rozporządzeniu wiele takich sklepików musiało ogłosić upadłość.

Walki podjętej przez rząd z pieczywem z ciasta głęboko mrożonego nie rozumieją też jego producenci. Jak zapewniają, takie pieczywo nie różni się praktycznie niczym od tego wypiekanego tradycyjnie. – Taki chleb, czy takie bułki nie odbiegają znacząco ani jakością, ani wartością od innych – zapewnia technolog z piekarni w Małopolsce, która produkuje pieczywo mrożone i wysyła je później do supermarketów, czy małych piekarni, gdzie później jest ono ostatecznie wypiekane w piecach.
technolog z zakładu wytwarzającego pieczywo głęboko mrożone
Eksperci wiedzą lepiej... Dlaczego więc rząd daje zielone światło słodkim bułkom, choć bez wątpienia są tuczące, a czerwone daje tym z mrożonego ciasta? Eksperci już nie raz uspokajali, że w tych drugich nic szkodliwego nie ma. O argumentach przeciw i za pisaliśmy już wcześniej w naTemat.
Badania mrożonego pieczywa przeprowadziła dr inż. Małgorzata Sobczyk z Wydziału Nauk o Żywności Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Jej zdaniem stosowane w produkcji takiego chleba dodatkowe substancje nie mają żadnego znaczenia dla zdrowia. Znaczenie dla jakości takiego pieczywa ma przede wszystkim to, jak długo było zamrożone. I chodzi jedynie o jego objętość, czy twardość.
Piekarze wiedzą lepiej... Tu odzywają się przeciwnicy pieczywa mrożonego. Według nich to niemożliwe, aby mrożenie ciasta do minus 70 stopni Celsjusza nie miało wpływu na jakość produktu. – U mnie piecze się tylko tradycyjnie, więc nie wiem dokładnie, jak powstaje to mrożone pieczywo. Ale na pewno ono nie dorównuje jakością naszemu - mówi naTemat Robert Piwoński, właściciel piekarni w Łomiankach.
Robert Piwoński, właściciel piekarni w Łomiankach
Te "szczegóły" to m.in. dodatki powodujące reakcje alergiczne, choćby antypleśniowy ropionian wapnia (E-282), czy konserwant sorbinian potasu (E-202). – W tym pieczywie nie ma naturalnych składników, ono powstaje wyłącznie z gotowych półproduktów i jest pełne różnych środków przedłużających świeżość – przekonuje Adam Mrozik z piekarni Murmiłło w Bydgoszczy.
Adam Mrozik, szef piekarni Murmiłło w Bydgoszczy
Do tego często pojawia się zarzut, że zamrożone bagietki przypływają do nas z Chin, więc mrożone były przez wiele miesięcy. Gdy je kupujemy w Tesco, Lidlu, czy Biedronce wyglądają i pachną smakowicie. Największe sieci handlowe jednak już nie raz broniły się, że nie sprowadzają mrożonego pieczywa z daleka.

W branży piekarniczej spór o mrożone i tradycyjne pieczywo trwa od lat. Jednoznacznej odpowiedzi na wiele pytań nie ma. Jednak rządzący już zdecydowali za rodziców, co mogą, a czego nie mogą jeść ich dzieci.
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
