Anna Zalewska, szefowa MEN, w połowie września ma przekazać więcej szczegółów o reformie edukacji.
Anna Zalewska, szefowa MEN, w połowie września ma przekazać więcej szczegółów o reformie edukacji. Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

Pani minister, polskie szkoły potrzebują zmian, ale innych. I na nie przydałyby się pieniądze z tej chaotycznej rewolucji, której już wszyscy tak naprawdę mają dość. Reforma edukacji niewiele tu zmieni, oprócz oczywistego chaosu, który już wywołała i którego końca nie widać. Żadne bolączki nie znikną tylko dlatego, że będzie 8-klasowa podstawówka i zamkną gimnazja. Dlaczego najpierw nie można naprawić tego, co jest? Poprawić warunki w szkołach? Usprawnić je? To najbardziej interesuje rodziców.

REKLAMA
Jakość szkół – to powinno być poprawione przede wszystkim. Rodzice co roku wysuwają mnóstwo postulatów, stawiają szereg pytań i ciągle niewiele się zmienia. A każdy przecież by chciał, by szkoła publiczna to było to. Taki sam standard wszędzie. Ta sama jakość. To widać również na Facebooku MEN. Ministerstwo swoje o reformie, a rodzice i tak swoje. Proste, zwyczajne pytania. Takie sprawy ich irytują. Takie rzeczy chcieliby zmienić. A nie myśleć, czy wydłużać edukację i o ile, czy nie nie. I zastanawiać się, co dalej, bo dziś sami nauczyciele nie wiedzą, co w najbliższych miesiącach ich czeka.
Na przykład – dlaczego klasy muszą być tak liczne, a dzieci siedzą ściśnięte jak sardynki? To jedno z ostatnich pytań skierowanych do minister edukacji.
logo
Fot. Screen/Facebook MEN
logo
Dlaczego płacić za papier?
Co roku na początku września w części szkół wciąż padają te same, sakramentalne, pytania. Wielkie klasy, małe sale, remonty, podręczniki, składki. Dlaczego remont sali gimnastycznej rusza dopiero po wakacjach? Dlaczego trzeba składać się na papier ksero? Na papier toaletowy? Na mydło? Na chustki? Dlaczego szkoła publiczna w standardzie ogólnokrajowym – w dużych miastach i małych wioskach – w praktyce nie zapewnia uczniom takiego samego pakietu higienicznego?
Tak, żyjemy w XXI wieku, a w niektórych placówkach ciągle jest z tym problem. Jeśli rodzice nie kupią, po prostu nie ma. Kontrola NIK wykazała rok temu również takie sytuacje, że są szkoły, gdzie każde dziecko ma mieć własną rolkę papieru toaletowego.
Zróbmy najpierw porządek tam, gdzie go nie ma. Usprawnijmy coś, co nie działa. Dlaczego w niektórych szkołach dzieci mają szafki na ubrania i podręczniki, a w innych ciągle okratowane szatnie? Ba – dlaczego niektóre placówki pobierają za te szafki opłaty?
logo
Fot. Screen/www.sp66waw.szkolnastrona.pl/download/regulamin-korzystania-z-szafek-szkolnych.pdf
Dlaczego w niektórych szkołach korzystają z dzienników elektronicznych, a w innych nie? Dla rodziców obecnych szóstoklasistów - oprócz pytań o reformę - doszło właśnie kolejne: dlaczego w tym roku państwo finansuje podręczniki wszystkim klasom oprócz właśnie tej jednej, jedynej – szóstej? Jest oburzenie, rodzice nie rozumieją.
Dwa różne światy
Już na tym bardzo podstawowym, socjalnym etapie, widać, jak bardzo polskie szkoły ciągle są nierówne i często dzieli je przepaść. Jeśli PiS tak bardzo chce zasłużyć się dla polskiej edukacji i wywrócić ją do góry nogami, naprawdę mógłby zdziałać cuda, a rodzice pewnie nosiliby go na rękach. Zamiast zamętu i kosztów związanych z obecną reformą, wystarczyłoby poprawić to, co jest.
logo
Zaczynając od tych najbardziej banalnych, pozornie prozaicznych spraw. Niech rodzice poczują, że szkoła publiczna to marka, a nie totalna przypadkowość, od której zależy przyszłość dziecka. Dwie rejonowe szkoły znajdujące się po sąsiedzku, to często dwa różne światy. Jedna kolorowa, widać, że coś się w niej dzieje. Druga sterylna, puste ściany... Jedna nowoczesna, druga archaiczna. Zresztą, wystarczy porównać równoległe klasy w jednej szkole. Dlaczego tak łatwo się na to pozwala?
Katarzyna Lubnauer

Każda reforma powinna służyć czemuś. Tym, czego potrzebuje polska szkoła, jest zmiana jakości, ale nie struktury. Żeby uczyć praktycznie, skutecznie uczyć języków, rozwijać zdolności nie tylko akademickie. To są kierunki, w których idzie świat. Widać, że jest to powrót do szkoły, która ma być szkołą uczenia pamięciowego, a nie przez praktykę, przez doświadczenia, komunikację. Jest to powrót do głębokiego PRL. Czytaj więcej

Bo szkoły nie było na to stać
Dlaczego lepiej wiedzie się tym szkołom, które mają dobre układy w gminie albo w ogóle znajdują się w gminach zamożniejszych? Dlaczego na ochronę w szkołach muszą składać się rodzice, a jeśli ich nie stać, to szkoła ochrony nie ma? Czy place zabaw dla maluchów nie powinny być standardem? Kolorowe sale? Świetnie wyposażone pracownie chemiczne, fizyczne, czy plastyczne? Językowe?
Dlaczego w pracowniach informatycznych bywa, że przy jednym komputerze siedzi dwóch uczniów, choć powinien jeden? Ile razy i w ilu miejscach Polski rodzice składali się na nowoczesne tablice, rzutniki, bo chcieli, żeby ich dzieci miały lepsze warunki do nauki? Ilu rodziców zastanawiało się, czy płacić składki na Radę Rodziców, skoro potem i tak muszą do wszystkiego dopłacać? Albo wręcz, np. kupować nagrody dla najlepszych uczniów, bo szkoły nie było na nie stać. Dlaczego w ogóle jedną szkołę na coś stać, a drugą prawie na nic?
Dlaczego poziom jest tak różny?
Wreszcie – dlaczego niektórym dyrektorom i nauczycielom się nie chce? I dlaczego w tym niechciejstwie są tolerowani przez lata? Dlaczego pozwala im się dalej nic nie robić, a dzieciom patrzeć na ich znudzone twarze, które nie nauczą żadnej pasji? Dlaczego od takich nauczycieli nie wymaga się zaangażowania? Przecież w normalnej firmie ocenia się pracownika....
Dlaczego trzyma się dyrektorów lub nauczycieli, którzy dawno powinni przejść na emeryturę, i po których ewidentnie widać, że lata świetnej współpracy z młodzieżą mają dawno za sobą? "Proponowane przez nich rozwiązania organizacyjne, na pierwszym miejscu stawiają koleżeńskie układy, zamiast dobro dziecka" – mówił właśnie Onetowi burmistrz Koła, Stanisław Maciaszek. O dyrektorach szkół, którzy niechętnie zatrudniają młodych nauczycieli.
logo
Fot. Facebook MEN
Pani minister, dlaczego po ukończeniu tej samej szkoły część uczniów dobrze zna angielski, a część wcale, bo trafiła na fatalnego anglistę? Matematyka? Innych? Dlaczego część dzieci potrafi pisać wypracowania, a inne nie, bo nauczyciel przez trzy lata nie zadał prawie żadnego? Dlaczego pani od religii straszy dzieci egzorcyzmami? Dlaczego nauczyciele języka polskiego każą czytać inne lektury? Klasa A czyta "Chłopców z Placu Broni", a klasa B na przykład "Mikołajka". Przecież uczniowie wychodzą ze szkoły z zupełnie inną wiedzą.
A MEN milczy...
Pytania nie mają końca i pewnie w każdej szkole rodzą się inne. Wiadomo, za prowadzenie szkół odpowiadają gminy. To na nie rząd zrzucił też realizację obecnej reformy (tu więcej o protestach). Ale wiele pytań rodzice kierują do MEN, również na oficjalnym profilu ministerstwa na FB. Bez żadnej odpowiedzi. I tu też powoli narasta irytacja. Rodzice doskonale ten chaos i milczenie dostrzegają...
logo
logo

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl