
Pani minister, polskie szkoły potrzebują zmian, ale innych. I na nie przydałyby się pieniądze z tej chaotycznej rewolucji, której już wszyscy tak naprawdę mają dość. Reforma edukacji niewiele tu zmieni, oprócz oczywistego chaosu, który już wywołała i którego końca nie widać. Żadne bolączki nie znikną tylko dlatego, że będzie 8-klasowa podstawówka i zamkną gimnazja. Dlaczego najpierw nie można naprawić tego, co jest? Poprawić warunki w szkołach? Usprawnić je? To najbardziej interesuje rodziców.
Co roku na początku września w części szkół wciąż padają te same, sakramentalne, pytania. Wielkie klasy, małe sale, remonty, podręczniki, składki. Dlaczego remont sali gimnastycznej rusza dopiero po wakacjach? Dlaczego trzeba składać się na papier ksero? Na papier toaletowy? Na mydło? Na chustki? Dlaczego szkoła publiczna w standardzie ogólnokrajowym – w dużych miastach i małych wioskach – w praktyce nie zapewnia uczniom takiego samego pakietu higienicznego?
Już na tym bardzo podstawowym, socjalnym etapie, widać, jak bardzo polskie szkoły ciągle są nierówne i często dzieli je przepaść. Jeśli PiS tak bardzo chce zasłużyć się dla polskiej edukacji i wywrócić ją do góry nogami, naprawdę mógłby zdziałać cuda, a rodzice pewnie nosiliby go na rękach. Zamiast zamętu i kosztów związanych z obecną reformą, wystarczyłoby poprawić to, co jest.
Każda reforma powinna służyć czemuś. Tym, czego potrzebuje polska szkoła, jest zmiana jakości, ale nie struktury. Żeby uczyć praktycznie, skutecznie uczyć języków, rozwijać zdolności nie tylko akademickie. To są kierunki, w których idzie świat. Widać, że jest to powrót do szkoły, która ma być szkołą uczenia pamięciowego, a nie przez praktykę, przez doświadczenia, komunikację. Jest to powrót do głębokiego PRL. Czytaj więcej
Dlaczego lepiej wiedzie się tym szkołom, które mają dobre układy w gminie albo w ogóle znajdują się w gminach zamożniejszych? Dlaczego na ochronę w szkołach muszą składać się rodzice, a jeśli ich nie stać, to szkoła ochrony nie ma? Czy place zabaw dla maluchów nie powinny być standardem? Kolorowe sale? Świetnie wyposażone pracownie chemiczne, fizyczne, czy plastyczne? Językowe?
Wreszcie – dlaczego niektórym dyrektorom i nauczycielom się nie chce? I dlaczego w tym niechciejstwie są tolerowani przez lata? Dlaczego pozwala im się dalej nic nie robić, a dzieciom patrzeć na ich znudzone twarze, które nie nauczą żadnej pasji? Dlaczego od takich nauczycieli nie wymaga się zaangażowania? Przecież w normalnej firmie ocenia się pracownika....
Pytania nie mają końca i pewnie w każdej szkole rodzą się inne. Wiadomo, za prowadzenie szkół odpowiadają gminy. To na nie rząd zrzucił też realizację obecnej reformy (tu więcej o protestach). Ale wiele pytań rodzice kierują do MEN, również na oficjalnym profilu ministerstwa na FB. Bez żadnej odpowiedzi. I tu też powoli narasta irytacja. Rodzice doskonale ten chaos i milczenie dostrzegają...
napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
