Szalony pomysł ministra Jurgiela i rolniczego lobby. To Polacy mają zjeść konserwy z mięsa świń zagrożonych ASF

Świnie z regionów zagrożonych ASF trafią na konserwy, a te do "instytucji publicznych" - wymyślił Krzysztof Jurgiel.
Świnie z regionów zagrożonych ASF trafią na konserwy, a te do "instytucji publicznych" - wymyślił Krzysztof Jurgiel. fot. Tomasz Rzepniewski / Agencja Gazeta
Co robić kiedy epidemia wirusa Afrykańskiego Pomoru Świń przynosi krach finansowy rolnikom? Rozpocząć skup interwencyjny, przerobić świnie na konserwy i powiedzieć, że ich zjedzenie ma niegroźne dla zdrowia skutki. Smacznego!


Ministerstwo Rolnictwa w ekspresowym tempie przepchnęło przez parlament oraz kancelarię prezydenta specjalną ustawę, której celem jest łagodzenie skutków związanych z wystąpieniem przypadków afrykańskiego pomoru świń w Polsce. W tym wypadku skutki to straty hodowców, którzy nie mogli sprzedać na rynku mięsa ze świń pochodzących z regionów zagrożonych epidemią ASF.


Do pomocy rolnikom Krzysztof Jurgiel zatrudni więc państwowe firmy, a w następnej kolejności nas wszystkich czyli konsumentów. "Jednostki państwowe" zagwarantują skup świń od rolników po średniej rynkowej cenie, następnie zlecą "wytypowanym firmom" przetworzenie mięsa w temperaturze powyżej 80 stopni, głównie na produkty w konserwach. Po czym to wszystko trafi do handlu. To założenia ustawy, która właśnie wchodzi w życie.


Ministerstwo Rolnictwa podkreśla że chodzi o pomoc w sprzedaży zdrowych tuczników. Każde ze zwierząt, jak też i stado, ma być poddane badaniom weterynaryjnym. A na wszelki wypadek mięso i tak zostanie przetworzone w wysokiej temperaturze, w której giną wirusy. – Konserwy mają być produktami najwyższej jakości – powiedział Jurgiel. Nie, to nie żart, powiedział tak na serio.


Owszem, naukowcy przekonują, że wirus ASF nie jest chorobotwórczy dla człowieka. – Nie zaszkodzi nawet wtedy, gdyby człowiek nieumyślnie zjadł mięso chorej lub zakażonej świni – tłumaczył dr Tadeusz Jakubowski, kierownik Zakładu Chorób Zakaźnych w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. To jednak zadziwiająca zmiana w postępowaniu wobec groźby epidemii. Do tej pory po stwierdzeniu choćby jednego przypadku zarażenia wirusem, wybijano i utylizowano całe stada zwierząt, także te zdrowe.

– Chodzi o to, żeby jak najszybciej zagospodarować mięso, które będzie można przetworzyć w wytypowanych zakładach albo tych, które podejmą się tego zadania. Jest bardzo duże zainteresowanie zakładów przetwórczych takim rozwiązaniem tego problemu, a ta ustawa pozwoli, aby instytucje użyteczności publicznej mogły kupować konserwy i pasztety po rynkowych cenach – relacjonował prace na ustawą senator PiS Tadeusz Romańczuk.

Politycy i urzędnicy jak ognia unikają konkretnej odpowiedzi, które firmy miałyby przyjąć mięso z regionów zagrożonych wirusem oraz jakie dokładnie instytucje użyteczności publicznej zagospodarują konserwy. Szkoły, szpitale czy wojsko? W ustawie wpisano, że takie dane nie zostaną upublicznione i pozostaną tajemnicą przedsiębiorstwa. Trudno się dziwić, pisaliśmy o problemie firmy Animex z antybiotykami.

Jak dotąd w Polsce stwierdzono 20 ognisk choroby. Ponieważ na obszarach chronionych znajduje się już 600 tys. sztuk zwierząt, możliwe, że odszkodowania dla hodowców będą szły w zawrotnych kwotach. Świń z zagrożonych rejonów nikt nie chce kupować, a ceny skupu żywca runęły w dół. Dlatego w głowie ministra Jurgiela pojawił się zamysł specjalnej ustawy. Nie ukrywa, że ma pomóc rolnikom, o konsumentach zaś milczy.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...