
Są takie filmy, które na długo zostają w pamięci widzów. O których dyskutuje się jeszcze tygodniami po premierze i po których bilety miesiącami walają się w szufladzie biurka, budząc wspomnienia… Niestety, te filmy to nie zawsze arcydzieła, a często po prostu gnioty - słabo zagrane, z przewidywalną fabułą, nie mówiące o niczym istotnym. Dlatego w całkowicie subiektywnym rankingu przedstawiam te, które na wycieczkę do kina nie zasługują.
REKLAMA
"CIEMNIEJSZA STRONA GREYA"
Pierwszą część podobno perwersyjnej i podobno intrygującej historii o rozkapryszonym milionerze i jego kochance obejrzały w Polsce prawie 2 miliony osób. I sądząc po popularności wypuszczonego właśnie zwiastuna części drugiej, szykuje nam się powtórka z tego oszałamiającego sukcesu. Chociaż „Ciemniejszą stronę Greya” oraz kolejną, zapowiedzianą na 2018 rok trzecią część ulubionej historii miłosnej Polaków zdecydował się reżyserować James Foley, zastępując Sam Taylor-Jonson, to wielkiej rewolucji w sposobie prowadzenia opowieści nie ma. Może z tej historii po prostu nie da się wycisnąć nic więcej?
"SEKRETNE ŻYCIE ZWIERZAKÓW DOMOWYCH"
Zwykle patrzę przychylnym wzrokiem na filmy animowane, ale długo wyczekiwane „Sekretne życie zwierzaków domowych” okazało się rozczarowaniem. Toporna estetyka, przewidywalna fabuła i wcale nie takie śmieszne dialogi. Może się spodobać, jeśli chcecie przez półtorej godziny po prostu nie myśleć o niczym. Jeśli w filmach, nawet animowanych, szukacie czegoś więcej, choćby jakiegoś przebłysku inteligentnego żartu, to wycieczki do kina nie polecam. Może polska wersja językowa nieco polepszy sprawę - na nią trzeba poczekać do 23 września.
"LEGION SAMOBÓJCÓW"
Opowieści o superbohaterach to nie jest coś, co do końca rozumiem. O ile liczne opowieści o Batmanie i przyjaciołach jeszcze jestem w stanie przełknąć, o tyle historia o tej przeklętej bandzie zupełnie mnie nie przekonuje. Chyba, że komuś nie przeszkadza brak spójnej fabuły i to, że całość prowadzona jest chaotycznie i trochę bez pomysłu - miło by było, gdyby prócz walk, wybuchów i efektów specjalnych widza zaskoczyła też jakaś wciągająca historia. Jako ktoś, kto nie jest fanatykiem gatunku,. mogę tylko powiedzieć - są lepsze filmy, nawet o superbohaterach.
"ŁOTR 1. GWIEZDNE WOJNY - HISTORIE"
Jako wielbicielka "Gwiezdnych wojen" muszę przyznać, że odkąd za historię wzięło się studio Disneya, zaczęło dziać się z nią coś niepokojącego. Najpierw niezbyt udane „Przebudzenie mocy”, na którym zaśmiewałam się przez dokładnie 2 godziny i 15 minut trwania seansu (a więc może jednak udane?), a teraz wygląda na to, że czeka nas seria wątków pobocznych, utrzymana w podobnym duchu „odnawiania tego, co stare i dobre, bo przecież się sprawdziło”. O czym zatem może opowiadać nowy spin-off „Gwiezdnych wojen”? A tak, o Gwieździe śmierci i walce ze Szturmowcami. Jeśli ktoś nie ma dość - zapraszam do kin 15 grudnia, ja jednak podziękuję.
"SMOLEŃSK"
Filmu nie polecam nie ze względu na jego wymiar ideologiczny, żeby nie powiedzieć propagandowy. Film jest po prostu słaby - fabuła niezbyt spójna i dla kogoś nie do końca zaznajomionego z teoriami Antoniego Macierewicza (czyli większości społeczeństwa) nie zawsze zrozumiała. Gra aktorska, sposób budowania napięcia - to wszystko w filmie mocno kuleje. Nic dziwnego, że w kinach wciąż jest sporo miejsc na jesienne seanse filmu - i coś mi mówi, że nie zostaną zapełnione.
To jasne, że takie listy rządzą się swoimi prawami i niekoniecznie muszą się wszystkim podobać. Każdy głos w dyskusji jest cenny, dlatego zachęcamy do dzielenia się własnymi typami najgorszych filmów tej jesieni. Wszystkie powyższe filmy, które już miały premierę, oglądałam. Ale nie zawsze wytrwałam do końca.
