
Tomasz Kammel uważa, że wspieranie uchodźcom to nasz obowiązek. Przez głoszenie takiego poglądu, dziennikarz spotkał się z falą nienawiści. Aczkolwiek nie zamierza milczeć - przekonując, że Polska jest gotowa przyjąć Syryjczyków, a my jako społeczeństwo wyzbyć się strachu przed nimi.
REKLAMA
– Nie potrafię pogodzić się z faktem, że 3 godziny lotu stąd giną ludzie, że są takie miasta jak Aleppo w Syrii, gdzie 120 tys. niewinnych dzieci codziennie narażonych jest na śmierć w imię idiotycznego konfliktu – mówi w rozmowie z "Dziennikiem" Kammel.
Telewizyjny prezenter dzieli się swoimi przemyśleniami na Facebooku, które na niektórych działają jak płachta na byka. – Jeśli coś ma 100 tys. osób w zasięgu i w tym jest 50 czy 60 nienawistnych wpisów, to nie jest dużo. Być może jednak są też tacy, którzy nie piszą, ale to czują – zastanawia się i sądzi, że pojawiające się negatywne komentarze to pokłosie strachu, niedoinformowania i generalizowania. – Jesteśmy katolickim narodem w środku Europy. Zwierzchnik Kościoła propaguje ideę pomagania tym, których wojna wyniszcza i zabija. Fajnie, gdybyśmy go słuchali – dodaje.
Kammel w wywiadzie dla "Dziennika" podkreśla, że w Polsce żyje mniej więcej 25 tys. muzułmanów. – A to znaczy, że ci ludzie są i mogą być częścią naszego społeczeństwa – kwituje. Ma też pewność co do możliwości przyjmowania uchodźców, "nie przestępców czy cwaniaków" przez Polskę. – Jesteśmy zorganizowanym państwem. I chciałbym, żeby Polacy o tym wiedzieli – mówi. Od tygodni stawia czoła niechętnym temu apelowi hejterom. "Nienawiść nigdy nie zrodziła niczego dobrego. Dlatego mój FB, to moje zasady" – pisał.
źródło: rozrywka.dziennik.pl
