W tym roku w wielu szkołach nie klas pierwszych.
W tym roku w wielu szkołach nie klas pierwszych. Fot. Adam Stępień / Agencja Ga

Niewiele dzieci w tym roku poszło do I klasy. W wielu szkołach po prostu takich klas nie ma. Niż demograficzny plus cofnięcie 6-latków do przedszkoli zrobiły swoje. Co zatem zrobić z jednym uczniem w jednej klasie? Ta historia to taka Polska w pigułce. Pokazuje pewien absurd, których, niestety, możemy mieć więcej. – Już dziś boimy się co będzie za rok, bo wychodzi na to, że w I klasie też będzie tylko jeden uczeń. I nie wiemy, co wtedy zrobimy – mówi Monika Podolak, sekretarz gminy Werbkowice.

REKLAMA
Tu, niedaleko Hrubieszowa w województwie lubelskim, w tym roku problem stworzył właśnie jeden, 7-letni uczeń, który o mały włos, a mógłby mieć indywidualny tok nauczania. Tylko on miał rozpocząć naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej w Sahryniu, ale nie rozpoczął. Władze gminy nie zgodziły się na utworzenie jednoosobowej klasy, choć dyrektor szkoły był już na to przygotowany.
Ale utrzymanie takiej klasy okazało się zupełnie nieekonomiczne. Tylko w roku 2016/2017 gmina musiałaby dopłacić ponad 60 tys. zł do funkcjonowania jednoosobowej klasy pierwszej. Zapadła decyzja, by chłopca przepisać do innej szkoły, oddalonej o 14 kilometrów. Na to z kolei nie chcieli zgodzić się rodzice. "Chłopiec dwa dni nie był w szkole. Rodzice ulegli, kiedy usłyszeli, że po ich syna do szkoły może konwojować policja" – informuje lokalnaKronika Tygodnia. Rodzice zostali postawieni pod ścianą. Gdyby do szkoły poszły 6-latki, sytuacja wyglądałaby inaczej.
Harmonogram dnia wójta dostosowany do chłopca
Tak było, potwierdza sekretarz gminy. – Wozimy chłopca własnym, służbowym samochodem. Do odwożenia go i przywożenia ze szkoły został oddelegowany kierowca Urzędu Gminy, zatrudniliśmy też opiekunkę z urzędu pracy, która towarzyszy dziecku w samochodzie – mówi. Przyznaje, że harmonogram dnia wójta jest niejako dostosowany do chłopca. – Staramy się tak wszystko zorganizować, żeby było dobrze, ale na pewno priorytetem jest transport chłopca do szkoły i z powrotem – mówi Monika Podolak.
Historia brzmi absurdalnie i może wydawać się komiczna. Ale pokazuje też duży problem, z którym coraz bardziej borykają się gminy wiejskie. Po prostu nie ma dzieci. Szkoła, do której ostatecznie trafił chłopiec, w ubiegły roku miała trzy klasy pierwsze – w sumie prawie 60 uczniów. W tym roku powstała jedna. Uczy się w niej 8 dzieci, w tym nasz bohater.
– Codziennie o 7.25 samochód wyjeżdża po chłopca, po drodze zabiera opiekunkę. Do grudnia nie mamy wyjścia, dziecko będzie tak wożone do szkoły. Dopiero szykujemy się do przetargu na zewnętrzną firmę, która będzie zajmowała się przewozem dzieci w naszej gminie – słyszę.
To się nie opłaca
Udało się zorganizować takie rozwiązanie dzięki rozporządzeniu, które zostało przyjęte w grudniu 2015 roku. Zapis mówi o tym, że w pierwszych klasach nie powinno być mniej niż 12 uczniów, a jeśli tak jest, władze gminy mogą skierować dzieci do innej placówki. Tyle, że zapis ten dotyczy tylko roku 2016/2017. Co oznacza, że w przyszłym roku, przynajmniej teoretycznie, będzie można tworzyć klasy jednoosobowe. Zresztą już dziś głośno jest o klasach, które liczą np. 4 uczniów. Tylko czy to się opłaca?
– Kierując się rachunkiem ekonomicznym to rozwiązanie bardzo kapitałochłonne – mówi dyrektor szkoły w Sahryniu, który w tym roku nie ma klasy pierwszej. Zakładając, że szkoła otrzymuje około 5,3 tys. zł subwencji na ucznia w ciągu roku, to faktycznie dramat. Przy 20 uczniach kwota robi się większa. – A przy jednym uczniu wystarczy mi na wypłatę dla nauczyciela na półtora miesiąca – mówi dyrektor Ryszard Pobłocki.
Gdy zorientował się, że w tym roku miałby mieć tylko jednego ucznia, uwzględnił go w tzw. arkuszu organizacyjnym, miał już tworzyć dla niego plan lekcji, ale zastanawiał się też, czy nie połączyć klasy 1 z 2. – Choć byłoby to rozwiązanie jak za króla ćwieczka – przyznaje.
Za rok będzie tak samo
Wtedy decyzję podjęła gmina. Ale za rok sytuacja może się powtórzyć, bo w tej chwili w Sahryniu jest jeden 6-latek, który za rok będzie 7-latkiem i będzie chciał pójść do I klasy. – Wtedy sytuacja będzie taka, że w mojej szkole podstawowej nie będzie klasy II (skoro w tym roku nie ma pierwszej) i będzie jednoosobowa klasa I... – mówi dyrektor. Mętlik...
W gminie Werbkowice jest więcej szkół, w których po cofnięciu 6-latków do przedszkoli, nie powstały pierwsze klasy. W całej Polsce jest ich bardzo dużo, bo rodzice woleli zostawić dzieci w przedszkolach. A jeśli klasy nie powstały, a byli chętni, gminy, jak ta, muszą maluchom zorganizować transport do innych szkół. Czyli wszystko postawione na głowie. Rodzice mają problem, gmina ma problem... Gdyby nie cofnęli sześciolatków do przedszkoli, to problemu by nie było.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl