Jacek Kurski interpretuje odmowę przyjęcia nagrody specjalnej przez Wojciecha Smarzowskiego.
Jacek Kurski interpretuje odmowę przyjęcia nagrody specjalnej przez Wojciecha Smarzowskiego. Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta

Jacek Kurski chciał docenić "Wołyń", ale podobno bał się, że będzie jedynym. I stąd pomysł na wręczenie specjalnej nagrody Wojciechowi Smarzowskiego na korytarzu. Prezes TVP wyjaśnia, jak doszło do kuriozalnej sytuacji na festiwalu w Gdyni.

REKLAMA
– Mamy tu do czynienia z ewidentną nadinterpretacją – mówi Jacek Kurski w wywiadzie dla portalu braci Karnowskich. – Spodziewałem się, że na tym festiwalu, najlepszy pokazywany film, może nie otrzymać żadnej z głównych nagród – wyjaśnia. Ponoć obawiał się, że nikt nie doceni Wojciecha Smarzowskiego za "Wołyń", bo czuł "te unoszące się fluidy poprawności podporządkowanej raczej kosmopolitycznemu mainstreamowi niż polskiej duszy i polskiej prawdzie".
Prezes Telewizji Polskiej zaznaczył, że wcale nie chciał przekazywać nagrody we foyer Teatru Muzycznego. Ba, nawet nie było o tym mowy. Co się zatem stało, że Wojciech Smarzowski odmówił jej przyjęcia? Jacek Kurski ma wyjaśnienie. – Nieporozumienie wzięło się stąd, że dano do zrozumienia, że będę tę nagrodę wręczał w sytuacji, gdy ja zamierzałem po prostu ogłosić jej przyznanie – tłumaczy. – Po gali umówiliśmy się , że może to być wtorek w Warszawie – zaznacza.
Skonfrontujmy tę wypowiedź ze słowami Wojciecha Smarzowskiego, który w rozmowie z TOK FM powiedział: Była taka sytuacja, że pan Kurski chciał przekazać mi nagrodę. Zaskoczyło mnie, że nie chciał zrobić tego na scenie, tylko po ceremonii, co wydaje mi się kłopotliwe i dziwne. (...) Ale gdybym dostał nagrodę na scenie, przyjąłbym ją i przekazał pieniądze jakiejś fundacji wołyńskiej.
Smarzowski dodał jeszcze, że ważne jest dla niego, by "Wołynia" nie wykorzystywano w żadnych rozgrywkach politycznych.
źródło: wPolityce.pl