Resort ministra Zbigniewa Ziobry przekazał do konsultacji projekt zaostrzający kary dla kierowców-przestępców. Kierowcy obawiają się, że do 5 lat więzienia może im grozić, gdy nie zatrzymają się do kontroli
Resort ministra Zbigniewa Ziobry przekazał do konsultacji projekt zaostrzający kary dla kierowców-przestępców. Kierowcy obawiają się, że do 5 lat więzienia może im grozić, gdy nie zatrzymają się do kontroli Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Otwiera się nowe pole dla nadużyć policji. Choć hasła są szczytne, bo chodzi o bezpieczeństwo na drogach. Resort ministra Zbigniewa Ziobry przekazał właśnie do konsultacji projekt zaostrzający kary dla kierowców-przestępców.

REKLAMA
Na przykład za spowodowanie wypadku po pijanemu lub pod wpływem narkotyków mają grozić co najmniej 2 lata więzienia i kary tej sąd nie mógłby zawiesić. Do 5 lat ma grozić kierowcom, którzy jeżdżą, mimo iż stracili prawo jazdy. Ale najwięcej kontrowersji budzi artykuł 178b, w którym mowa jest o karze do 5 lat więzienia. Ministerstwo zapewnia, że chodzi tu o kierowców, którzy uciekają przed radiowozem. Kierowcy obawiają się, że wystarczy się nie zatrzymać do kontroli.
Kara musi mieć sens
Prawnicy zazwyczaj twierdzą, że to nie surowość kar, ale ich nieuchronność decyduje o ich skuteczności. Zbigniew Ziobro ma jednak własne podejście do sprawy. Właściwie można powiedzieć, że dzięki hasłom o zaostrzeniu kar na dobre zaistniał w polityce. Przeciwnikom jego pomysłów wcale nie chodzi o pobłażliwość wobec przestępców. Starają się jednak tłumaczyć, że kary muszą mieć sens.
– Kolejny raz wprowadzany jest przepis bez zastanawiania się nad jego konsekwencjami – komentuje w rozmowie z naTemat Emil Rau, znany jako Łowca Fotoradarów. A konsekwencje jego zdaniem mogą być opłakane. Szczególnie dla tych, którzy z jakiegoś powodu mają z policją na pieńku.
Emil Rau, łowca fotoradarów

Taka sytuacja - kierowca przejeżdża obok patrolu. Policjanci nie robią nic. Potem wsiadają do radiowozu, jadą za człowiekiem jakiś czas. Wreszcie włączają koguta, syreny, zajeżdżają człowiekowi drogę, zatrzymują go i skuwają w kajdanki. Potem przed sądem kierowca zeznaje, że nie wie o co chodzi, że nie zatrzymał się, bo patrol go nie zatrzymywał. A policjanci powiedzą, że kierowca nie zareagował i że zatrzymano go po pościgu. Będzie słowo przeciwko słowu. Ale sądy słowa policjantów traktują jako prawdę objawioną.

Zdaniem Emila Raua wprowadzenie przepisu o karach za niezatrzymanie się miałoby sens, gdyby w sprawach spornych istniały dowody. – Gdyby policjanci mieli np. kamery personalne, które rejestrują cały dzień na służbie (tak jak jest to w USA), to byłaby inna dyskusja. Bez tego nam obywatelom nie pozostaje nic innego, jak samemu wyposażyć się w kamery - jedną z przodu, drugą z tyłu samochodu. Wtedy nikt nam nie powie, że było zatrzymanie i jakiś pościg, jeśli tego nie było – przekonuje Łowca Radarów w rozmowie z naTemat.
Bat na piratów?
Jak ministerstwo uzasadnia swoje pomysły? Przypomina sprawy piratów drogowych, który uciekali przed radiowozem stwarzając zagrożenie dla wszystkich innych na drodze i na chodniku. Teraz za to grozi maksymalnie grzywna lub do 30 dni za kratami. I owszem - takich piratów karać należy, ale czy po zmianach do więzienia nie trafi na przykład ktoś, kto nie zatrzymał się na znak patrolu, bo bał się, że to fałszywi policjanci?
logo
Kontrowersyjny przepis o karze do 5 lat więzienia za to, że ktoś nie zatrzyma się do policyjnej kontroli, znalazł się w projekcie ustawy o zmianie ustawy - Kodeks wykroczeń oraz niektórych innych ustaw Fot. screen ze strony legislacja.rcl.gov.pl
Zasadniczo pomysł zmian popiera jeden z najsłynniejszych byłych policjantów stołecznej drogówki, a obecnie biegły sądowy ds. ruchu drogowego Wojciech Pasieczny. Choć w rozmowie z naTemat nie chciał oceniać, czy 5 lat za kratami to kara odpowiednia.
Wojciech Pasieczny, biegły sądowy ds. ruchu drogowego

W ostatnich latach głośno było o różnego rodzaju policyjnych pościgach za piratami drogowymi. Dlatego uważam, że rzeczywiście - niezatrzymanie się do kontroli nie powinno być uznawane za wykroczenie a za przestępstwo. Jednak czy to powinno być aż 5 lat więzienia? W tej kwestii nie podejmuję się oceny.

Emil Rau uważa, że zwykli ludzie mają prawo bać się nowych przepisów, bo pojawiają nowe możliwości nadużyć ze strony policji. – Włos z głowy nie spadnie natomiast żadnemu synowi komendanta – podsumowuje. O tym, że policjanci na drodze są łaskawsi dla swoich kolegów policjantów, a także dla innych mundurowych pisaliśmy niedawno.
Bo to byli przebierańcy
Obecne przepisy dotyczące zatrzymywania samochodów są dość jasne. Umundurowani policjanci mogą zatrzymać samochód i w dzień, i w nocy, ale po zmroku muszą dać znać albo lizakiem, albo czerwoną latarką (właśnie, czerwoną, a nie np. pomarańczową!). Policjant nieumundurowany nie może natomiast zatrzymywać pojazdów poza terenem zabudowanym.
No i ważna rzecz - jeśli po zmroku coś budzi wątpliwość kierowcy, to nie musi się zatrzymywać. Musi jednak szybko zadzwonić pod 112 lub 997 i poinformować, że minął właśnie patrol, który chciał go zatrzymać, ale on pojechał dalej w obawie, że to fałszywi policjanci. Dyspozytor może wtedy powiedzieć, że owszem, taki patrol pracuje. Może wtedy nakazać, aby dojechać w rejon, gdzie jest widno i poczekać na radiowóz. Może też poinformować, że żadnego patrolu w okolicy nie ma i rzeczywiście - to nie mogli być prawdziwi policjanci.
Konsultacje nad kontrowersyjnym projektem resortu sprawiedliwości potrwają jeszcze zapewne parę tygodni. Potem dokument trafi do prac w rządzie i dalej - do Sejmu. Pozostaje mieć nadzieję, że na którymś etapie ktoś pójdzie po rozum do głowy i zgłosi odpowiednie poprawki.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl