Fot. 123rf.com / William Perugini

REKLAMA
Pijemy coraz bardziej odpowiedzialnie - to nie chwytliwy slogan, ale wniosek potwierdzony statystykami (o których pisaliśmy tutaj). Ze zwykłych konsumentów powoli stajemy się koneserami. Dzień kończymy lampką wina, do obiadu pijemy małe piwo, a pomysł, żeby za jednym posiedzeniem opróżnić całą butelkę lub wyczyścić zgrzewkę, na co dzień wydaje się niedorzeczny. Co innego “od święta”.
Sytuacje, w których spożycie znacznej jego ilości jest nie tylko akceptowane, ale wręcz oczekiwane, nie są w naszej sferze kulturowej rzadkością. Dlaczego ulegamy namowom? Z badań przeprowadzonych przez pracownię Maison & Partners wynika, że z reguły kieruje nami jeden z czterech czynników.

Normy społeczne

Wesele, chrzciny, imieniny, parapetówka, odwiedziny kolegi z wojska – przy tych i wielu innych okazjach zawsze pada sakramentalne: “Ze mną się nie napijesz?”. Próby odmowy z reguły kończą się fiaskiem, bo żeby nie urazić gospodarza napić się po prostu wypada.

Normy sytuacyjne/grupowe

Im więcej pije nasza “grupa odniesienia” i im bardziej akceptuje ryzykowne zachowania, tym bardziej sami jesteśmy do takich zachowań skłonni. Wielu z nas ma problem z odmawianiem i dość łatwo poddaje się naciskowi innych, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z osobami, których opinię szczególnie cenimy, na przykład kolegami z pracy czy przełożonymi.

Motywacja wewnętrzna

Bardzo dużą rolę odgrywa to, jak sami postrzegamy alkohol i do jakich celów go używamy. Osoby lepiej funkcjonujące, kontrolujące własne picie, piją alkohol dlatego, że sprawia im to przyjemność. Potrafią się nim delektować i dawkować w sposób odpowiedzialny, po to, by dobra zabawa stała się jeszcze lepsza. Problem zaczyna się wtedy, gdy alkoholu po prostu potrzebujemy – bez niego nie potrafimy się rozluźnić, zintegrować się z innymi, czy po prostu poczuć się swobodnie.

Usprawiedliwiające mity

Osoby ryzykownie pijące, ze względu na normy obowiązujące w ich grupie, często nie zdają sobie sprawy z tego, że piją za dużo, za często lub za bardzo tracą kontrolę. Przecież wszyscy piją – to jeden z koronnych argumentów, który chętnie i często podpieramy opiniami “amerykańskich naukowców”, dowodzących, że piwo dobrze robi na nerki, a czerwone wino – na serce. Jednak nawet “amerykańscy naukowcy” w swoich raportach podkreślają, że kluczową zmienną jest tu umiarkowanie.
Wyłamanie się z ram kulturowych czy społecznych konwenansów nie jest łatwe, ale też nie jest niewykonalne, a asertywność wyjdzie nam zdecydowanie na zdrowie. O tym, że alkohol można spożywać rozważnie, niezależnie od sytuacji, przekonuje również Grupa Żywiec – organizator kampanii Trzymaj Pion. Jej celem jest promowanie odpowiedzialnych postaw związanych z konsumpcją alkoholu, u podstaw których leży świadomość i przestrzeganie swoich granic oraz szacunek dla granic innych.
O tym, jak wielu z nas zasady te bierze sobie do serca, świadczy sukces eventów odbywających się przy okazji koncertów z serii Męskie Granie. W czasie trwania imprez koncertowicze mogli sprawdzić, jak dobrze trzymają pion – dosłownie. Idealne wykonana “jaskółka” lub inna wymagająca wyczucia równowagi poza, była nagradzana. Jako że zwycięzców nie brakowało, można wnioskować, że jesteśmy na właściwej drodze do zmiany naszego narodowego alkoholowego stereotypu.

Artykuł powstał we współpracy z Grupą Żywiec.