
Pijemy coraz bardziej odpowiedzialnie - to nie chwytliwy slogan, ale wniosek potwierdzony statystykami (o których pisaliśmy tutaj). Ze zwykłych konsumentów powoli stajemy się koneserami. Dzień kończymy lampką wina, do obiadu pijemy małe piwo, a pomysł, żeby za jednym posiedzeniem opróżnić całą butelkę lub wyczyścić zgrzewkę, na co dzień wydaje się niedorzeczny. Co innego “od święta”.
Sytuacje, w których spożycie znacznej jego ilości jest nie tylko akceptowane, ale wręcz oczekiwane, nie są w naszej sferze kulturowej rzadkością. Dlaczego ulegamy namowom? Z badań przeprowadzonych przez pracownię Maison & Partners wynika, że z reguły kieruje nami jeden z czterech czynników.
Wesele, chrzciny, imieniny, parapetówka, odwiedziny kolegi z wojska – przy tych i wielu innych okazjach zawsze pada sakramentalne: “Ze mną się nie napijesz?”. Próby odmowy z reguły kończą się fiaskiem, bo żeby nie urazić gospodarza napić się po prostu wypada.
Im więcej pije nasza “grupa odniesienia” i im bardziej akceptuje ryzykowne zachowania, tym bardziej sami jesteśmy do takich zachowań skłonni. Wielu z nas ma problem z odmawianiem i dość łatwo poddaje się naciskowi innych, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z osobami, których opinię szczególnie cenimy, na przykład kolegami z pracy czy przełożonymi.
Bardzo dużą rolę odgrywa to, jak sami postrzegamy alkohol i do jakich celów go używamy. Osoby lepiej funkcjonujące, kontrolujące własne picie, piją alkohol dlatego, że sprawia im to przyjemność. Potrafią się nim delektować i dawkować w sposób odpowiedzialny, po to, by dobra zabawa stała się jeszcze lepsza. Problem zaczyna się wtedy, gdy alkoholu po prostu potrzebujemy – bez niego nie potrafimy się rozluźnić, zintegrować się z innymi, czy po prostu poczuć się swobodnie.
Osoby ryzykownie pijące, ze względu na normy obowiązujące w ich grupie, często nie zdają sobie sprawy z tego, że piją za dużo, za często lub za bardzo tracą kontrolę. Przecież wszyscy piją – to jeden z koronnych argumentów, który chętnie i często podpieramy opiniami “amerykańskich naukowców”, dowodzących, że piwo dobrze robi na nerki, a czerwone wino – na serce. Jednak nawet “amerykańscy naukowcy” w swoich raportach podkreślają, że kluczową zmienną jest tu umiarkowanie.
Wyłamanie się z ram kulturowych czy społecznych konwenansów nie jest łatwe, ale też nie jest niewykonalne, a asertywność wyjdzie nam zdecydowanie na zdrowie. O tym, że alkohol można spożywać rozważnie, niezależnie od sytuacji, przekonuje również Grupa Żywiec – organizator kampanii Trzymaj Pion. Jej celem jest promowanie odpowiedzialnych postaw związanych z konsumpcją alkoholu, u podstaw których leży świadomość i przestrzeganie swoich granic oraz szacunek dla granic innych.
O tym, jak wielu z nas zasady te bierze sobie do serca, świadczy sukces eventów odbywających się przy okazji koncertów z serii Męskie Granie. W czasie trwania imprez koncertowicze mogli sprawdzić, jak dobrze trzymają pion – dosłownie. Idealne wykonana “jaskółka” lub inna wymagająca wyczucia równowagi poza, była nagradzana. Jako że zwycięzców nie brakowało, można wnioskować, że jesteśmy na właściwej drodze do zmiany naszego narodowego alkoholowego stereotypu.