
Powiedzmy to od razu. Antoni Macierewicz wcale nie próbował uniknąć zapłacenia mandatu za przekroczenie prędkości. A jednak kara go ominie. Powód? Bałagan, jaki powstał po tym, gdy zmieniły się przepisy w sprawie fotoradarów i Straży Miejskiej.
REKLAMA
Antoni Macierewicz przez Warszawę pędził 7 maja 2015 r. Wtedy był jeszcze szeregowym posłem PiS. Trudno się dziwić pośpiechowi - to był bardzo gorący politycznie czas, na 3 dni przed I turą wyborów prezydenckich. Fotoradar pstryknął zdjęcie posłowi Macierewiczowi, a potem wszystko potoczyło się zgodnie z procedurami, które w sprawie parlamentarzystów są dość skomplikowane.
Wniosek o uchylenie immunitetu Antoniemu Macierewiczowi wpłynął do Marszałka Sejmu 7 stycznia 2016 r. To była już zupełnie inna rzeczywistość polityczna. Antoni Macierewicz nie był już zwykłym posłem, a ministrem obrony narodowej. I choć od tego czasu minęło już 9 miesięcy, to szef MON nie został ukarany. Dlaczego? To ustalił dziennik.pl.
Otóż po miesiącu Sejm przekazał wniosek w sprawie immunitetu posła Macierewicza z powrotem do Straży Miejskiej. Wszystko dlatego, że został on wniesiony przez "nieuprawniony organ". Z początkiem roku zmieniły się bowiem przepisy i teraz Straż Miejska, czy Gminna nie ma prawa ścigać nikogo za przekroczenie prędkości. Stołeczna Straż Miejska przekazała więc wszystkie tego typu sprawy Komendzie Stołecznej Policji.
W sumie było tego aż 50 tysięcy spraw i policjanci nie byli w stanie zająć się wszystkimi. – W powyższym przypadku z uwagi na obowiązujący okres przedawnienia postępowanie zostało umorzone – przyznała w rozmowie z portalem dziennik.pl komisarz Iwona Jurkiewicz z Komendy Stołecznej Policji.
Czy tylko ministra Macierewicza spotkało to szczęście i jego mandat przepadł? Na pewno nie. Policja przyznaje, że statystyki nie są prowadzone. Wiadomo jednak, że część spraw jeszcze się toczy, a część została zakończona.
źródło: dziennik.pl
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
